• Wpisów:23
  • Średnio co: 99 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 15:07
  • Licznik odwiedzin:6 814 / 2399 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
23."Wyjątkowi"


Całe lato bez choćby jednego odcinka.
Lato w pełni wykorzystane, ale za to u was, w myślach, pewnie już płonęłam na stosie...


W koncu napisałam.. mam nadzieję ,że odcinki będą częściej : ) Postaram się, ale mam do was prośbę, jeśli znacie kogoś kto lubi TH i FF o nich zareklamujcie moje opowiadanie. Będę wdzięczna!
Polecam przeczytać ostatni odcinek dla przypomnienia lub dwa. Przypominam równiez o zakładce z bohaterami http://bloodyprincebohater.pinger.pl/ . Miłego czytania


DO SŁUCHANIA:



Czas mijał, a wraz z nim rosło w Billu poczucie strachu. Lecz nie w niej. Miłość która ją wypełniała, była nie do opisania. Nic nie było w stanie tego zmienić.
Chodz czasami, w chwilach zwątpienia, ramiona lęku i ją zaczęły ciasno oplatać.
Lato wybuchło mieszanką barw i kolorów.Ciepłe noce sprzyjały romantycznym uniesieniom. Codziennie rano, Madlen spacerowała po ogrodzie zbierając owoce z krzewów.
Kżdego dnia wymieniała kwiaty z wazonu na świeże. Uwielbiała ich zapach rozchodzący sie po domu.
Brzuch zaczął sie wyraźnie zaokrąglać ku jej i Billa radości. Uśmiechnęła się na wspomnienie chłodnych dłoni ukochanego na jej delikatnej skórze, gdy siedzieli w samolocie lecąc do Kanady na ślub Kiry i Patryka.

***

-Jesteś pewna że dobrze się czujesz? -szepnął jej do ucha Bill

-Tak -odpowiedziała z ciepłym usmiechem.

Po wynajęciu samochodu i dotarciu na miejsce, przywitała ich cała wioska, w końcu więszość wilkołaków uczestniczyła w bitwie, w kórej rozgromili armię Abir i Bahira, lecz oni sami zdołali uciec.
Uściskom nie było końca. Z rozradowanego tłumu wyskoczył Joel i najostrożniej jak umiał uścisnął przyjaciółkę. Czuła jego ciepło, widziała rozradowaną twarz. Tak bardzo za nim tęskniła.

-Jo! Tak się cieszę, że cię widzę

Chłopak przytulił ją powtórnie i pogłaskał po głowie. Bill zajął się żywą rozmową ze starszyzną wioski. Wioski wyjątkowej, utworzonej i zamieszkałej jedynie przez wilkołaki z całego świata, które szukały tam schronienia przed innymi.

Ku zaskoczeniu Madlen, w tłumie gości dostrzegła tak dobrze jej znane twarze. Carmen, Mia, Stephen, Louis i Agnes z Anglii rozmawiali i śmiali się wraz z Williamem i Samuelem ze Stanów. Vegard i Sigrid z Alaski prowadzili żywą dyskusję z Władymirem, Swietłaną i Siergiejem z Rosji a Akim, Abram i Aurora z Syberii podziwiali dekoracje ślubne.

Na widok szoku malującego sie na twarzy dziewczyny Joel ryknął śmiechem.

-Co, myślałaś że moja siostra nie zaprosi wszystkich na własny ślub? Choćby i to były wampiry?

-T-tak.. no wiesz...

-wiem, wiem.. Jak widzisz przyjaźń przetrwała, w dodatku nasi przyjaciele wiedzą że nie wolno im tu polować

-cieszy mnie to

Posłała mu ciepły ,szeroki uśmiech. Znów była pośród tych których kochała. Nic więcej się dla niej nie liczyło.

W sekundzie zmaterializowała się przy niej Sigrid.

-Kochana!

Jej chłodne dłonie z siłą imadła zacisnęły się wokół niej.

-Sigrid, przestan miażdżyć Malden ramiona...

Dziewczyna usłyszała dzwięczny głos Carmen. Wampirzyca szybko się od niej odsunęła.

-Witaj -uścisnęła ją serdecznie

-Jak się czujesz?

-Doskonale, na prawdę świetnie -nie ukrywała radości.

Lecz Carmen wydała się jej dziwnie posępna. Nie mogła pozwolić sobie na dalsze przemyślenia, gdyż już inne osoby przyszły się z nią witać. Później poszła pomóc Kirze (z kórą równiez musiała wymienić czułości). Suknia panny młodej była cudowna.Lekka i zwiewna, bez ramiączek, góra gorsetu w kształcie serca z maleńkimi diamencikami. Dół sukni lał sie zwiewną kaskadą aż do ziemi.
Kolejny szok Madlen przeżyła, gdy okazało się, że Kira dla każdej z wampirzyc jak i dla niej, ma wspaniałą suknię druhny.

-Ale, ale Kira, ja się w nią nie zmieszczę, pewnie brałaś wymiary jeszcze zanim... no wiesz

-Spokojnie, zmieścisz się - posłała jej wspaniały uśmiech.

Madlen była przekonana iż Bill musiał maczać w tym palce. Jego doskonałe wampirze zmysły i deliktane niczym podmuch wiatru ręce na pewno poradziły sobie w zmierzeniu jej wzdłuż i wszerz kiedy spała. Sukienki byly identycznego kroju co panny młodej, tyle że przed kolano i koloru jasnego błękitu, niczym niebo nad ich głowami. Właśnie dlatego wszyscy mieszkańcy wznieśli wielkie, piękne białe baldachimy na żelaznych prętach koloru ciemnego brązu. Wampiry mogły spokojnie chodzić w dzień. Były nieco ospałe bo właśnie tak działało na nie słońce za dnia, lecz dzięki cieniowi trzymały sie na nogach. Billowi jako wampirowi mającemu kilka tysięcy lat, światło słoneczne już tak nie przeszkadzało, i nie sprawiało że myślał jedynie o pójściu spać, ale jednak wraz z pobratyńcami trzymał się cienia.
Godzinę przed uroczystością przyjechał Tom z Makare. Madlen nie widziała ich od tygodni, Bill milczał jak zaklęty i jedyne co wiedziała to to, że pojechali w jakąś podróż.
Tom przywitał się ze wszystkimi i wraz z ukochaną zajął swoje miejsce. Od czasu do czasu zerkał w stronę brata. Madlen gotowała się z ciekawości.

-Wyglądasz cudownie -Bill zakręcił Madlen w miejscu

-Nie przesadzaj, ten brzuch...

-Dodaje ci uroku -wyszczerzył zęby w łobuzerskim uśmiechu. Nie mogła się powstrzymać, by go nie pocałować.

Gdy przyjechał pastor wszyscy zajeli swoje miejsca. Madlen naszła myśl, czy ten mężczyzna zdaje sobie sprawę pośród jakich osobliwości się znajduje i jednocześnie sama zdała sobie sprawę, że jest jedynym "normalnym" człowiekiem na tej imprezie.

Patryk, ubrany w piękny,szary garnitur z atłasu czekał przy altanie z białych kwiatów. Na twarzy Kiry gościł uśmiech zroszony łzami wzruszenia.

Ceremonia przebiegła szybko i sprawnie, płynnie przechodząc w wesele.

Bill złapał Madlen w pasie i w rytm piosenki zaczął nią kołysać.

-Dzięki Bogu, że potrafisz tańczyć -zachichotała Madlen -w tym garniturze wyglądasz....bardzo męsko..

Palce Billa zacisnęły się a niej trochę mocniej. Pocałował ją namiętnie i obrócił wokół własnej osi.

-O czym myłsisz? -zapytała go po chwili, gdy dostrzegła minę wyrażającą głębokie zamyślenie.

-Hmmm... czy nie jest ci czasem smutno?

-Smutno? A to niby czemu?

-No wiesz... jesteś w ciąży.. tak myślałem, że powinniśmy...

-O nie, nie dziekuję. Nie myśl że złapałam cię na dziecko

Znów posłał jej ten cudowny łobuzerski uśmiech.

-Pomyślimy -odpowiedział

-Nie ma nad czym, nie śpieszy mi się do ołtarza

-A to dziwne, od tej strony cię nie znałem. Dlaczego?

Madlen wruszyła ramionami.

-Może i kiedyś chciałam, jak większośc kobiet, ale nie chcę byś robił coś tyko dlatego, że tak wypada

Bill zatrzymał sie raptownie ze ściągniętymi brwiami.

-Mozna? -Joel stał przy nich z wyciągniętą dłonią - moja siostra ci nie wybaczy jeśli z nią nie zatańczysz

Bill zwinnie podał Madlen w objęcia wilkołaka, pocałował ją przelotnie i zniknął w tłumie.

-Jak się czujesz?

-Czy wszyscy muszą mnie o to pytać -jęknęła Madlen

-Wybacz. Żadnych pytań o twój stan. Zakodowane.

Uśmiechnęli się oboje.

-Co mu zrobiłaś, że odszedł z taką miną? Nadepnęłaś mu na nogę?

Zaśmiali się.

-Nie, wydaje mi się, że źle mnie zrozumiał w pewnej kwestii.

-Wiesz..-zaczął niepewnie nie przerywając tańca- Chciałbym ci kogoś przedstawić

-Znajomego?

-Właściwie... właściwie to moją... dziewczynę

Madlen zatrzymała się gwałtownie.

-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Myślałam że jesteśmy przyjaciółmi

-Przepraszam, nie denerwuj się, to bardzo świeża sprawa... żadna tajemnica.

-W porządku -rozchmurzyła się -przedstaw nas sobie. Ale...ale Jo, myślałam że znam tu wszystkich

-Przyjechała do naszej wioski z matką jakiś czas temu, pomogłem się jej zaklimatyzowac i... jakoś tak wyszło

-ymhym- usmiechneła się

Po chwili stanęła na przeciwko ślicznej dziewczyny, widać było że w jej żyłach jak i żyłach Joego płynie część indiańskiej krwi, lecz przyćmiona przez jakąś domieszkę bladej twarzy.

-Ginny, poznaj Madlen, a właściwie Madeleine ale mówimy Malen. Madlen, to Ginny

Dziewczyny uścisnęły sobie ręce.

-Miło mi cię poznać - powiedziała jednym tchem dziewczyna Joela -Jo wiele mi o tobie opowiadał, o tym co się wydarzyło. Żałuję, że nie poznałam was wcześniej. No i... po raz pierwszy widzę wampiry..

Madlen zaśmiała się serdecznie.

-Faktycznie, to może szokować. Mam nadzieję, że będziemy miały czas, aby poznać się lepiej.

Nagle przy nich znalazł się Bill. Przywitał się z Ginny która wyglądala na zaskoczoną tym nagłym zmaterializowaniem.

-Kochanie, poproszę cie na chwilę -w jego głosie Madlen rozpoznała pewną dziwną nutę zdenerwowania i zmarszczyła brwi. Joel zaszedł mu drogę.

-Idziemy z wami

Bill skinął głową. Madlen zupełnie nie wiedziała co się dzieje. Dała się poprowadzić do małej kuchni Kiry i Joela i posadzić na krześle. Po jej jednej stronie usiadł Bill a po drugiej Joel. Ginny stanęła w drzwiach i aż krzyknęła gdy obok niej śmignęło kilkanaście wampirów. Madlen nie mogła uwierzyć, że w tak małym pomieszczeniu mogło się jakimś cudem pomieścić ponad dwadziścia osób. Na końcu wszedł Tom a za nim Makare.

-Co wiecie? -zapytała Carmen

-Coś konkretnego? -Sigrid spojrzała na Toma

-Może poczejakmy na Kirę i Patryka -zaproponował Joel

-Nie -odpowiedział mu Bill -opowiesz jej później

-Ale o co chodzi? -zapytała Madlen lekko podnosząc głos -Co się dzieje? Wiem, że to dotyczy mnie. Od tygodni coś przede mną ukrywasz -spojrzała na Billa z wyrzutem, obiecała sobie w duchu, że rozprawi się z nim po przyjęciu.- Gdzie byłeś ?-prawie syknęła na Toma -Chodzi o Bahira? O Abir? Co z nimi?

-Cóż -Tom wyprostował się i patrzył jej prosto w oczy ignorując brata -zgubiliśmy ich trop w południowej Azji, nic więcej nie wiemy. Ale , są sami, pokonani, cokolwiek by nie planowali, dowiemy się o tym i damy im radę.

-Ale nie tylko to było celem waszej podróży prawda?

-Prawda -przytaknął wampir - szukalismy... szukaliśmy podobnych historii do twojej i Billa.

Madlen spojrzała na siedzącego obok niej towarzysza. Nie odwrócił się w jej stronę. Jak mógł jej nie powiedzieć?

-Pamiętasz, Bill opowiadał ci kiedyś o takim przypadku - Tom podjął opowieść, a dziewczyna znów skierowała na niego swój wzrok

-Tak, pamiętam. Wampir zakochał się w kobiecie. Była z nim w ciąży a wtedy Ozer kazał zabić i ją i dziecko i tego wampira, mimo że Bill -tu chwyciła go za rękę -stanął w ich obronie - wampir odwzajemnił uścisk

-Dokładnie. Więc dziecko nigdy nie przyszło na świat. Nie wiemy więc w jaki sposób sie rodzi i jakie po narodzinach jest. Już myśleliśmy że nic nie znajdziemy.. Chcieliśmy wracać. Ale w północnej Francji natknęłiśmy się na kogoś. Wampira który twierdził, że zna tak zwaną hybrydę i jego opiekuna. Po zapewnieniu że z naszej strony nic im nie zagraża, zaprowadził nas do ich miejsca zamieszkania. To było niesamowite spotkanie. Ten pół wampir to mężczyzna,on i jego... wuj... zgodzili się do nas przyjechać. Będą tutaj za kilka tygodni. Dokładnie za trzy.

Madlen czuła, że uchodzi z niej cały strach.

-To, to cudownie! Czy coś ci o sobie opowiedział?

-Cóż, po wysłuchaniu nas, zgodził się nas odwiedzić, ale zaznaczył, że wszystko opowie gdy spotka się z tobą.

Madlen wzięła głęboki wdech i z ulgą wypuściła powietrze.

-Dziękuję ci Tom, i tobie Makare. Ale nie rozumiem po co te tajemnice?

-Nie chciałem byś się denerwowała -Odezwał sie w końcu Bill

-Więcej nerwów kosztowała mnie ta cała intryga

-wiem, przepraszam, już więcej nic nie będę przed tobą ukrywał

-Mam nadzieję -skwitowała

-Czy mamy się u was stawić? -Zapytał Vegard

-O tym samym pomyślałem - powiedział William

-Nie sądzę -Bill wstał i podszedł do przyjaciół -Taka ilość wampirów w jednym miejscu, mogła by ich wystraszyć a tego nie chcemy, to samo tyczy sie wilkołaków -skinął głową na Joela - Jesli będzie trzeba skontaktujemy sie z wami

-A ja sądze, że powinniśmy u was wtedy być -Carmen ściągneła łopatki -wszyscy myślimy o Madlen, niech się o tym przekonają, niech zobaczą też ze nie mają w nas wrogów, a nawet mogą zyskać przyjaciół

-Coś w tym jest -mruknął Tom

Bill patrzył n niego przez chwilę i kiwnął gową.

-Dobrze, w takim razie do zobaczenia u nas.

Wesele trwało. Większośc wampirów opuściło już przyjęcie. Atmosfera się rozluźniła i Bill z Madlen wciąż tańczyli pod girlandą jasnych lampek od czasu do czasu wymieniając pocałunki.

***

Wstała z pękiem kwiatów i weszła do domu. Trzy tygodnie minęły zaskakująco szybko, w jej domu znów zrobiło się gwarno i tłoczno. Wszyscy oczekiwali na przyjazd gości.
Panował jeszcze dzień, więc towarzyszyła jej Kira, Ginny, Patryk i Joel. Reszta wilkołaków mogła bezpiecznie zostać w swojej wiosce. Nikt nie szykował się do żadnej bitwy.
Po zapadnięciu zmierzchu wampirzy goście rozpierzchli sie po okolicy by szukac swych ofiar. Madlen zawsze prosiła by nie atakowali dobrych ludzi. Czy spełniali jej prośbę, nie wiedziała. Za każdym razem Bill, gdy tylko kończył sie dzień, jak to miał w zwyczaju, materializował się przy niej i obsypywał pocałunkami.

-Ślicznie wyglądasz w tej sukience -zamruczał

Miała na sobie dopasowaną, na ile pozwalał jej ciążowy brzuch, czarną sukienkę przed kolano z dekoltem w serek. Rozpuściła swoje długie ciemne włosy i załozyła eleganckie lecz wygodne czarne buty. Cały, mroczny efekt potęgowała biżuteia w gotyckim stylu, który uwielbiała.

-Dziękuję -uśmiechnęła się -zaspokój pragnienie zanim się zjawią goście.

Bill na chwilę się zawahał, ale po sekundzie pocałował ją znowu, ledwo szepnął "zaraz wracam" i już go nie było.

[...]

Wszyscy czekali w salonie, Jedynie Bill wraz z Tomem stali przed zamkiem. Wszyscy , oprócz Madlen usłyszeli zbliżający się samochód. Dopiero trzask zamykanych drzwiczek uświadomił jej przybycie obcych. Poruszyła sie w fotelu, jednak nie mogła wysiedziec więc wstała. William połozył jej rękę na ramieniu i szepnął do ucha, choć i tak wszyscy to słyszeli, zrobił to z grzeczności.

-Serce wali ci jak oszalałe. W szystko będzie dobrze, uspokój się.

Zacisnęła palce na jego dłoni. W tej samej chwili w drzwiach salonu stanął Bill, Tom i dwóch przybyszów. Madlen nie kryła podziwu.

________________________________________________________________________


Smród zaludnionych, brudnych ulic unosił się w powietrzu. Stali na dachu jakiegoś porzuconego, rozpadającego się budynku. Abir wciąż nie wierzyła, że najstarszy, najsilniejszy i najbardziej okrutny z wampirów może mieszkać w takim miejscu.

-Już ci mówiłem, tutaj go nie ma -warknął na nią Bahir, gdy ta po raz kolejny wylewała swoje żale.

-Nigdy nie lubiłam tej części świata...

-Mało kto lubi. Obraz nędzy i rozpaczy..Idziemy - Zrobił krok do przodu, z gracją wylądował na ulicy i pognał w otaczający ich mrok.

Abir jeszcze raz spojrzała na świat który w jakimś stopniu przypominał jej o dzieciństwie. Usta wykrzywił jej grymas i dołączyła do starego wampira.

______________________________________________________

Ginny wtuliła się w Joela, jakaś część jej mózgu kazała nie ufać obcym. Inni wręcz wychylili sie by podziwiać nowoprzybyłych.

-Pozwólcie, że przedstawię wam Anthonyego i Gabriela

Wszyscy skineli głowami. Nie wiedzieli czy podejść i zacząć się przedstawiać , więc stali i czekali.

-Madlen -Bill wyciągnął w jej kierunku rękę. Podeszła patrząc mu w oczy

-Gabrielu, oto moja ukochana, Madeleine

-Madlen - dziewczyna wyciągnęła w kierunku pół wampira i pół człowieka rękę . Jego dłoń była chłodna, ale nie aż tak jak wampirów. Był piękny, to wiedziała na pewno. Jego wielkie niebieskie oczy były okolone falującymi, blond włosami spiętymi w niski kucyk.


-Gabriel -uśmiechnął się pokazując proste i białe zęby - Poznaj mojego wuja, Anthonyego

Ten wampir miał zupełnie inną urodę, przywodził jej na myśl siedemnastowiecznych arystokratów francuskich. Ciemne włosy i ciemne oczy tworzyły wraz z bladą cerą cudowny efekt.


-Miło mi poznać - i ku zaskoczeniu Madlen ucałował ją w dłoń

-Czy..czy czegoś sobie państwo życzą?- wiedziała że to pytanie jest absurdalne, ale nic innego nie przychodziło jej do głowy

-Rozmowy -odparł Gabriel

Skinęła porozumiewawczo głową i stanęła obok Billa by zrobić im przejście.
Wszyscy zaczęli się przedstawiać i witać gości.

-Nawet nie wiecie ile dla nas znaczy, wasza chęc porozmawiania z nami -powiedzial Bill trzymając Madlen za rękę

-Jeśli tylko uda nam się dzięki temu uratować twoją wybrankę...-skwitował Anthony wypranym z emocji głosem

Wszyscy nagle poczuli że nie na taką odpowiedz liczyli. Madlen ścisnęła Billa za rękę najmocniej jak umiała, wiedziała że i tak dla niego będzie to zbyt słaby uścisk by poczuć ból.

Umrę? Pomyślała. No tak, nad tym sie nie zastanawiałam.

____________________________________________________________


Dżungla z każdym metrem stawała się coraz bardziej dzika i nieprzenikniona, dziewicza.
Przemierzali ją w szybkim, wampirzym tempie pomimo iż dzwigali ze sobą kilkoro nieprzytomnych ludzi. Abir wiedziała, że gdy dotrą do celu, długo nie pożyją.
W końcu, w środku nocy zatrzymali się przed niewielką budowlą z kamienia. Ni to posągien, ni to piramidą, zupełnie jakby ktoś ją tutaj przypadkowo porzucił. Zarosła i zzieleniała.
Bahir odrzucił ludzi na bok i ku wielkiemu zdziwieniu wampirzycy zaczął przesuwać głaz. Po kilku chwilach ukazało im się wejście. Wziął omdlałe, na pół żywe ofiary i wszedł w dół po kamiennych schodach. Abir pośpiesznie zrobiła to samo.
Dzięki temu, że widziała w nocy, nie miała problemu by trafić tam, gdzie jej kompan.
Oczom kobiety ukazła się ogromna wolna przestrzeń z przerażającymi posągami, trupimi czaszkami, zdobionymi kolumnami i ornamentami.

Bahir wziął wszystkich i zniknął jej z oczu. Gdy tak stała i podziwiała podziemną komnatę, nagle z trupiej fontanny trysnęła nie woda, lecz krew. Stała zszokowana.
Po kilku sekundach znalazł się przy niej Bahir.

-Krew dotrze do jego miejsca spoczynku specjalnymi kanałami, powinien sie obudzić za jakiś czas.

Wampirzyca wyczuwała w jego głosie nutę paniki i strachu. Czekali na przebudzenie bestii.






"Miłość jest najsłodszym uczuciem,otwarcie wierzącym. Nieważne co tam znajdziemy"

Magodzianka

  • awatar charlienka: Nareszcie! Czekałam, czekałam... i się doczekałam! :P Jak widzę, wszystko jest na razie w porządku, chociaż ostatni akapit mnie przeraził. Prooooszę, nie każ nam czekać tak długo na następny odcinek, bon normalnie zejdę z tej niepewności i będziesz mieć mnie na sumieniu!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
22."Ocean"



Uwaga!!!!!!!!!!!UWAGA!

Avatar został zmieniony , przedstawia Billa i Madlen jak widać, mam nadzieję że się podoba
Ten odcinek jest nieco "spokojniejszy" lecz bez obaw, to cisza przed burzą


Czytać i komentować kochani, news niebawem



DO SŁUCHANIA :




Leżała na szpitalnym łóżku i nie poruszała się.



Powoli wracała jej świadomość. Słyszała jak obok coś cicho pika. Docierały do niej strzępki rozmów.
Pierwszą myślą było , co z dzieckiem o którego istnieniu nie wiedziała. Ale zaraz przypomniała sobie ,że przecież musiała poronić. Na tą myśl poczuła jak coś ściska jej serce. Niewidzialna, żelazna siła , zabierająca jej oddech.
Po chwili cierpienia inny strach zajął jej myśli. Co z Billem? Co z pozostałymi? Kto podzielił los jej dziecka tracąc życie? Nie potrafiła sobie nawet tego wyobrazić.
Leżała bez ruchu ,pewna że każde poruszenie sprawi ból. Powoli ,bez pośpiechu otworzyła powieki.
Siedział przy niej, głowię miał opuszczoną i wyglądał jakby płakał choć nie dostrzegła łez.

-Bill...-wychrypiała słabym głosem

Zerwał się natychmiast i przybliżył twarz do jej policzka.

-Ciiii... ciii kochanie , już dobrze, jestem tutaj. Poczekaj pójdę po lekarza

Nie zdąrzyła odpowiedzieć bo wyszedł niczym rażony prądem.

Nie chciała lekarza, miała do niego tyle pytań. Co z Joelem, co z Kirą ,co z Tomem?
Po chwili wrócił Bill w towarzystwie lekarza prowadzącego.

-Dzień dobry, widzę że lepiej się pani czuje -usmiechnął się do niej serdecznie -pomimo lepszego stanu, nadal jest pani bardzo osłabiona , dobrą wiadomością jest że szybko dochodzi pani do siebie, co jest niezwykle zaskakujące biorąc pod uwagę doznane obrażenia. Pani partner -spojrzał z małym niepokojem na Billa ,Madlen wiedziała że musi wyczuwać jego "niezwykłośc" - pani partner mówił że nie miała pani pojęcia o ciąży. Cóż, nic dziwnego, często się zdarza że kobiety nie mają pojęcia o ciąży nawet do czwartego miesiąca jeśli przebiega ona łagodnie , pani jest dopiero w siódmym tygodniu.

-J...jestem? -Madlen nie wierzyła własnym uszom

-Tak, jest pani . Nie ukrywam, że po tym co pani przeszła powinna pani poronić , podczas operacji przeżyliśmy nie lada szok gdy się okazało że krwawi część uszkodzonych jajników ale macica i płód były nienaruszone. Usg wykazało że z dzieckiem wszystko w porządku. To... to naprawdę niezwykłe. Przeżyć wypadek samochodowy i wciąż utrzymać ciążę.... -lekarz wyglądał na bardzo zmieszanego - Zdołaliśmy uratowac jajniki , więc będzie miała pani szansę na kolejne ciąże. Zostanie pani u nas jeszcze jakiś czas, dopóki nie poczuje się lepiej..... Zostawię teraz państwa. - Wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi

-Bill ja nic nie rozumiem..- na twarzy Madlen malował się szok

Wampir usiadł obok niej i delikatnie chwycił ją za dłoń.

-Nasze dziecko jest pół wampirem, nie dziwi mnie że jest silniejsze od innych dzieci...

-Ale ja... myślałam że je straciłam -po policzkach dziewczyny spływały świeże łzy

-Ja myślałem że straciłem ciebie... was oboje..

Madlen rozszlochała się na dobre. Lecz nie płakała z rozpaczy. Czuła że zalewa ją ocean miłości tak wielkiej i tak głębokiej ,że cała się w nim zanurza.
Bill całował ją po policzkach i ustach, głaskał jej twarz i dłonie. Szeptał słowa które tak bardzo chciała usłyszeć.
Oboje świętowali w małym szpitalnym pokoiku fakt że owoc ich miłości wciąz jest z nimi.

Lecz po chwili triumfu , Madlen znów poczuła strach.

-Powiedz mi Bill, powiedz mi całą prawdę co z innymi, co się wydarzyło.

Mężczyzna usiadł przy łóżku, nie śpieszył się z odpowiedzią.
Wziął jej dłoń w swoja i uśmiechnął się przelotnie.

-Gdy Joel zniknął wraz z tobą, rozpętało się piekło... wszyscy dostali szału , a najbardziej wampirzyce.. gdybyś widziała Carmen,Mię albo Sigrid.. w życiu nie widziałem ich w takiej furii. Myślę że wiadomośc o twojej ciąży tak na nie wpłynęła. Mówiłem ci kiedyś , że wampirzyce nie mogą mieć dzieci , ich cykle są za wolne, prawie nie istnieją. Ale.. wciąż posiadają instynkt kobiecy, wampiryzm im tego nie odebrał. Wilkołaczki też dostały szału, rozprawiały się z nimi jedna po drugiej. My zajęliśmy się braćmi, Ammar i Tahir nie żyją, ale .... Bahir i Abir uciekli. Makare długo z nią walczyła, ale zanim Tom zdołał jej pomóc Bahir uwolnił Abir i znikneli. Makare nic nie jest -dodał pośpiesznie widząc jej minę - Tom też ma się dobrze. Wilkołaki są całe ... ale.. ktoś zginął..

Madlen poczuła że zapiera jej dech w piersiach.

-Sammy, Curt, Jessie i Kyle... zanim Bahir odebrał im życia , zabili znaczną częśc jego wojsk..

-Jak....jak czuje sie William? To byli jego przyjaciele....Samuel..Samuel jest z nim?

-Tak jest przy nim. Oboje bardzo cierpią. William kazał ci przekazać słowa otuchy i prosił o zrozumienie , od razu z Samuelem wrócili na północ Stanów

-Oczywiście że rozumiem -powiedziała Madlen prawie szeptem. Nomadzi , pomyślała , czwórka przyjaciół której już nigdy nie zobaczy, oddali życie za wolnośc której już nie poczują.... Wytarła łzy dłonią, tego sie najbardziej obawiała.

-Malden ... Joel tu jest, chcesz abym go poprosił?

Kiwnęła głową, tak , tego jej teraz trzeba, chce mieć przy sobie przyjaciela. To dzięki niemu jeszcze żyje.
Bill wstał i po kilku sekundach wrócił z Joelem.

-Zostawię was samych - obdarzył Madlen ciepłym uśmiechem i wyszedł

Chłopak usiadł przy łóżku i chwycił ją za dłoń.

-Jo.... - wystękała - bardzo ci dziekuję.... gdyby nie ty....juz by było po mnie...po nas- dotknęła swojego brzucha

-więc to prawda -powiedział - zostaniesz mamą - w jego głosie brzmiał strach

-Tak... i boję sie Jo... nie mówiłam mu tego, ale .... to dziecko , jest tak silne, tak wyjątkowe, ja jestem tylko słabym człowiekiem , co jeśli nie dam rady? Psychicznie czuje się silna, czuję jakbym stała się mocniejsza i nic nie mogło mnie złamać. Jestem zdecydowana i wiem czego chcę , chyba po raz pierwszy w życiu , ale... fizycznie.. czy dam radę? Co jeśli nie?

- Madlen, gdyby tak było, nie rozmawiałabyś ze mną teraz...Nie znam się na wampirzych ciążach ale rozmawiałem trochę z Billem, twierdzi że płód współgra z twoim ciałem, co więcej chroni je, sprawia że stało się jakby silniejsze. No sama pomyśl, po tym co ci się przytrafiło powinnaś dawno nie życ a ty się wylizałaś i to w jeden dzień!

-Ale nic nie wiemy o takich ciążach, ani o narodzinach... Bill opowiadał mi dawno temu o wampirze który pokochał kobietę, spodziewali się dziecka, a Ozer zabił ich wszystkich mimo że Bill stanął w ich obronie... może... może jest więcej takich przypadków? Bill mówił że nie, że to niemożliwe że tylko ten jeden raz tak było, ale po mnie widać że to już drugi taki przypadek, więc może są i inne. Nie chce mi się wierzyć że nie.. pewnie się ukrywają i dlatego nic o nich nie wiemy. Jestem pewna że gdzieś są...

-Też o tym myślałem... obiecałem Billowi że jak tylko odpoczniemy , ruszymy na poszukiwania

-Nie! -Madlen wrzasnęla

-co?! Cos sie stalo? Gdzie boli?! -Joel wyglądał na wystraszonego

-Nie możecie ich szukać -wydyszała- nikt z was. Abir i Bahir są nie wiadomo gdzie... Wciąż są niebezpieczni...

-Spokojnie, wiesz przecież że nie damy się tak łatwo, nie jestesmy głupi, wyluzuj, nie możesz teraz się denerwować.

Siedzieli i rozmawiali jeszcze jakiś czas. Cały pobyt Madlen w jednym z Rumuńskich szpitali trwał dwa tygodnie. Akurat nadszedł maj. Przez ten czas odwiedzili ją wszyscy , zaczynając od Carmen , kończąc na całej paczce wilkołaków z Kanady. Eric z żoną Rose już nie mogli się doczekac powrotu do domu, tak dawno nie widzieli swoich dzieci. Kira z Patrykiem zapowiedzieli się z odwiedzinami w najbliższym czasie, tak jak i pozostali. Tom z Makare nie kryli swego uczucia przed nikim, odwiedzając Madlen wciąz trzymali się za ręce. Wszyscy powoli wracali do swoich domów.

-A my Bill? -zapytała go ostatniego dnia - gdzie my jedziemy?

-Tam gdzie na samym poczatku -uśmiechnął się -nie byliśmy już tam prawie rok. Do mojego pałacyku za Krakowem, chyba go pamiętasz?

-Tak oczywiście -odwzajemniła uśmiech - to będzie piękne lato.. już nie mogę sie doczekac zapachu kwitnących jabłoni -rozmarzyła się

Bill przysunął się do niej i delikatnie, z najwyższą ostrożnością położył rękę na jej leciutko wypukłym brzuchu.
Trwali tak w milczeniu wpatrując się w siebie nawzajem. Madlen poczuła jak znów zalewa ją fala miłości.


___________________________________________________________________________________



Jak trudno podnieść się z porażki wie jedynie ten kto jej doznał. Rany nie goją się zbyt szybko , a blizny walki dotykają nawet duszy.
Gorycz rozczarowania przeżera serce i wlewa żółć w żyły. Wściekłość zaślepia umysł...

Miotał sie po starym,opuszczonym domu niczym lew w klatce. Kuląca się w kącie wampirzyca nie śmiała się odezwać.
Nie mógł uwierzyć , w to co się stało. Szok, niedowierzanie, wściekłość nie opuszczały go od wielu dni.

-Nie mogę pojąć dlaczego! Co zaważyło na naszej porażce Abir..

Wampirzyca drgnęła. Po raz pierwszy zwrócił się bezpośrednio do niej.

-Myślę... myślę że błędem było wyjawienie reszcie że dziewczyna jest w ciąży i skrzywdzenie jej...

-Nie rozumiem

-To proste -wstała z podłogi , jej głos zabrzmiał groźnie -nie pomyślałeś nawet przez sekundę jak to podziała na innych, myślałeś że Bill popadnie w rozpacz , a on wpadł w szał nie mówiąc o reszcie. Rozgromili nas! Przypłaciłabym życiem twoją ignorancję!

Bahir w ułamku sekundy znalazł się przy niej i przygwoździł ją za szyję do ściany. Patrzyła mu w oczy z niezmieszaną złością w oczach. Puścił ją i odsunął się.

-Nic już nam nie zostało...nikt juz nam nie pomoże, nasz plan upadł, nie zdobędziemy władzy nad nimi, a co dopiero nad ludzmi!

Zapadła cisza , noc powoli zmieniała się w świt. Abir kilkoma ruchami strzepała z siebie kurz i poprawiła włosy.

-Jedyne co możemy zrobić to zapomnieć Bahirze

-Mam zapomniec o mych braciach?! O hańbie?! -wybuchnął -Nigdy! Jest ktoś co prawda, kto może nam pomóc,lecz....nie chciałem go budzić....

-Kto taki? -wampirzyca nie kryła ciekawości

-Mój stwórca, najstarszy z nas wszystkich -przerwał na chwilę jakby bił się z myślami

-Opowiedz mi o nim -Abir prawie dyszała z podniecenia

-Nie ma na świecie bardziej okrutnej istoty... ani tak silnej i potężnej.. Jest zaledwie wiek starszy ode mnie , stworzył mnie sto lat po sobie, tak powiedział...
Żałuję że nie zmienił mnie gdy byłem młodszy...-spojrzał na swoje odbicie w szybie i zadarł głowę do góry- ale i tak jestem mu wdzięczny za dar wiecznego życia...Widziałem jakich rzeczy dokonywał, uczyłem się od niego, chłonąłem wiedze i moc.. Jednak widzę , że w obliczu tylu przeszkód grupa sprzymierzeńców jest za słaba, zbyt młoda i ...delikatna -przerwał na chwilę by znów zatopić się w myślach- Nie chciałem jego przebudzenia,ale widzę że nie ma innego wyjścia. tylko ja wiem o jego istnieniu , teraz także i ty.

Abir patrzyła na niego zafascynowana , słowa Bahira wlały w nią nową nadzieję.

-Mamy dużo do zrobienia moja droga, wiele przed nami... lecz teraz udajmy się na spoczynek. Ta nędzna dziura ostatni raz posłuży nam za dom.

Chwycił Abir w pasie i razem zeszli do piwnicy, aby zasnąc i zbudzić się wraz z nastaniem zmierzchu.


___________________________________________________________________________



Jechali drogą prowadzącą do pałacyku, dopiero teraz, w dziewiątym tygodniu Malden poczuła że jest w ciązy. Czuła nieustającą senność. Mdłości nawiedziły ją zaledwie dwa razy więc nie narzekała. Bill prowadził spokojnie, jego wampirze zmysły nie pozwalały na pomyłkę. Czuła się bezpiecznie.

-Bill..-zaczęła - powiedz mi, jak to możliwe ,że nie zauważyłeś że jestem w ciąży?

-Też o tym myślałem , co prawda pierwszy miesiąc twojej ciąży nie było mnie przy tobie..-tu zacisnął dłonie mocniej na kierownicy- następne dwa tygodnie były tak szalone... pozatym w zamku Carmen było kilkadziesiąt osób, słyszałem tyle bijących serc... zawsze staram się je zagłuszać, nie myśleć o nich, więc zapewne zagłuszyłem i serce naszego dziecka. A jak to możliwe że ty nie zauważyłaś?

Myślała że jest na nią zły, ale zauważyła że uśmiechnął się szeroko. Odpręzyła się.

-Zupełnie nie sprawdzałam kalendarza, ta cała sytuacja, twoje zniknięcie i nadchodząca bitwa... zgubiłam się w tym, miesiączka wyleciała mi z głowy,byłam pewna że to stres..

Bill wziął jej dłoń i pocałował. Dojeżdżali na miejsce. Tom z Makare od tygodnia byli już na miejscu i doprowadzili zamek do stanu używalności.

Wyszli z samochodu i trzymając się za ręce weszli do środka. Makare podbiegła do Madlen i uścisnęła ją serdecznie. Dziewczyna nie spodziewała się takiego przejawu serdeczności , była więc miło zaskoczona tym gestem.

-W końcu jesteście -Tom stał w holu i opierał się o stół z kwiatami
Uściskał brata i przytulił Madlen.

-Jak się czujesz?

-Dziękuję wspaniale

-Wasza sypialnia jest gotowa, wybaczcie ale czekalismy na was i chcielibyśmy juz iśc zapolować -mówiąc to mrugnął do Madlen

-Jasne nie ma sprawy -odrzekł Bill

-Chwilę.... Bill ty od wielu dni się nie posilałeś , idz z nimi -zauważyła dziewczyna

-Nie, wytrzymam, nie chce cię zostawiać

-Nie bądz głupi , idź -popchnęła go lekko w stronę wciąz otwartych drzwi

Wahał się przez moment ,ale glód stawał się coraz silniejszy.

-Będę niebawem

-Nie wątpię

Pocałował ją mocno i wraz z bratem i jego partnerką znikneli w mroku.

[...]

Rozebrała sie w łazience przed wielkim lustrem, powoli obejrzała swoje lekko posiniaczone ciało. Wzrok zatrzymał się na brzuchu.
Pogłaskała się po nim i po chwili niepewności zaczęła do niego mówić.

-witaj kochanie... mam nadzieję że ci tam dobrze....Nawet nie wiesz jak cię kocham..

Była to prawda. Wraz z chwilą gdy dowiedziała się o ciąży, poczuła że jej serce jakby zwiększyło swą objętośc. Nikt nie został z niego wyrzucony, aby zrobić komuś miejsce, wręcz przeciwnie, urosło by zmieścić kogoś jeszcze. Nie miała pojęcia, jak to możliwe, że można oddychać i czuć tak wielką miłość, wiedziała już że w każdej chwili jest w stanie poświęcić życie za tą małą istotę. Nie mogło być inaczej.

Po prysznicu ubrała się w zwiewną sukienkę którą Makare wcześniej jej przyszykowała. Ze zdziwieniem odkryła ,że szafy są pełne ubrań , widocznie wampirzyca zrobiła zakupy przed jej przyjazdem.
Leżała na łóżku i czytała jedną z wielu książek z zamkowej biblioteczki.
Nagle przy jej boku znalazł się Bill, wiatr którego narobił rozwiał jej włosy.

-Nie jesteś zmęczona? -zapytał z troską. Wyglądał nieskazitelnie.

-Nie i prawdę mówiąc myślałam o czymś

-Tak? -Bill wyglądał na zaintrygowanego

-Przy wypisie lekarz powiedział że nie ma żadnych przeciwwskazań.... no wiesz...

Bill usmiechnął się szeroko.

-Też o tym myślałem

-Naprawdę? To wspaniale! Bałam się że nie będziesz chciał, że będziesz się bał ze względu na mnie czy na dziecko, ale nawet zwykłe ,ludzkie pary , kiedy nie ma przeciwwskazań moga się kochac podczas

Nie zdołała skończyć. Bill uciszył ją pocałunkiem. Tak bardzo za nim tęskniła, od tak dawna o tym marzyła. Odłożyła książkę i oplotła go ramionami.
Nie myślała o niebezpieczeństwie które wciąz na nich czyhało.
Nie myślała o bólu , który musi jeszcze przejśc.
Nie myślała o strachu.
Była w niebie.



"Nie jest zbyt trudno to dostrzec,jesteśmy w raju"



Magodzianka
  • awatar charlienka: Nominowałam Cię do The Versatile Blogger! http://komm-und-rette-mich-bitte.blog.pl/2013/07/22/the-versatile-blogger/
  • awatar charlienka: Lol... Zaskoczyłaś mnie. Szczerze to ci zazdroszczę tych pomysłów... :D Czekam na nexta! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
21."Szok"


PRZYPOMINAM ŻE OPISY BOHATERÓW ICH ZDJĘCIA ZNAJDZIECIE TUTAJ : bloodyprincebohater.pinger.pl/ LINK ZNAJDUJE SIĘ RÓWNIEŻ PO PRAWEJ STRONIE.
DODATKOWO PROSZĘ O PRZECZYTANIE OSTATNIEGO ROZDZIAŁU DLA PRZYPOMNIENIA GORĄCO PRZEPRASZAM ZA TE PRZERWY , ALE JAK TYLKO SKOŃCZY SIĘ ROK I POZALICZAM WSZYSTKIE EGZAMINY, ODCINKI BĘDĄ CZĘŚCIEJ
JAK ZWYKLE PROSZĘ O KOMENTARZE I MIŁEGO CZYTANIA!


DO SŁUCHANIA :




Śniła... przedzierała się przez kłęby mgły, wyciągając przed siebie ręce jak ślepiec. Jej długie, ciemne włosy powiewały, mimo iż nie było wiatru. Miała na sobie długą ,białą ,zwiewną sukienkę...tak miłą dla skóry... Natrafiła na coś miękkiego i gładkiego. Nie było duże, lecz wciąż nie mogła ujrzeć czym ta rzecz lub postać jest. Wiedziała jedynie ,jakąś częścią świadamości, że jest niewielka. I gdy już, już mgła miała ustąpić otworzyła oczy...


Spojrzała w sufit, już od dawna nie miała tak realistycznego snu. Miejsce Billa było puste. Od dwóch dni ciągle był zajęty. Ćoż nie było w tym nic dziwnego. Wszyscy szykowali się do walki. Plan działania zakładał , by nie pozwolić Abir oraz trzem braciom wydostać się z Rumunii wraz z wojskiem. Śmierć którą by ze sobą nieśli , byłaby nieograniczona.
Tak więc , od wczoraj poszczególne grupy ruszały na lotnisko, wszyscy mieli się spotkać następnego dnia , w okolicach zamku.

Madlen , Tom, Bill, Carmen ,Joel, Kira i jej narzeczony Patryk stanowili ostatnią grupę.

Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Po kilkudziesięciu minutach była już gotowa. Zeszła na dół ,po drodze mijając się z Kirą.

-Dzień dobry!- uśmiechnęła się przyjaźnie

-Widze że humor ci dopisuje , dzien dobry -objęła ją czule - Bill jest na dole jeśli go szukasz... wiesz strasznie spięty jest , zrób mu jakiś masaż albo coś w tym stylu, niech się facet odpręży, bo zwariuje.

-Wiesz Kira, on nie przejmuje się tak samą walką, wie że mamy szanse....chodzi o to,że... że ja tam będę... kombinuje co ze mną zrobić. Miał mnie przemienić przed walką ,ale wszystko trzeba było przyśpieszyć i odłożyliśmy to na później. Mam wyrzuty sumienia, bo się tak zamartwia, ale z drugiej strony oszalałbym siedząc tutaj

-Nie tłumacz mi się mała, świetnie cię rozumiem, na twoim miejscu zrobiłabym to samo. Nie wytrzymałabym nie wiedząc, gdyby coś groziło Joelowi i Patrykowi.

Madlen uśmiechnęła się blado.
Stały tak obydwie przez chwilę, rozumiały się bez słów. Dzielnie znosiły groźbę smierci czyhającą na nie i ich bliskich.
W końcu każda ruszyła w swoją stronę. Mijając hol Madlen zauważyła że drzwi frontowe są otwarte na całą szerokośc, wiatr szarpał kwiaty które Carmen dała do wazonów.
Podeszła do nich i wzięła głęboki wdech. Pierwsze wiosenne kwiaty pachniały wspaniale. Przymknęła oczy i pomyślała o Krakowie.. tak dawno tam nie była.
Z ojcem ostatnio kontaktowała się tez wiele tygodni temu, ale co niby miałaby mu powiedzieć... Nagle poczuła czyjąś chłodną dłoń na przedramieniu.

-Pięknie pachną...- powiedział cichy głos -niedługo nadejdzie maj..

Odwróciła się , stał przed nią i patrzył w jej oczy. Dotknęła jego policzka i pocałowała go w usta.

-Dzień dobry kochanie

-Jak spałaś?

Madlen przez sekunde wspomniała sen i skrzywiła się nieznacznie, lecz wampirze oczy Billa dostrzegły to.

-coś nie tak? -zapytał

-nie nic, tylko miałam dziwny sen

-chodz na śniadanie -wziął ją za dłoń i zaprowadził do kuchni w której siedział już Joel.
Po ostatnich wydarzeniach przez kilka dni Jo i Bill odnosili się do siebie dosyć wrogo ,ale nadchodzaca walka znów sprawiła ,że zostali sprzymierzeńcami.

-Dzień dobry Madlen -uśmiech Joela był wyraźnie szczery

-cześc Jo, zjadłeś juz?

-jeszcze nie, chcesz to coś ci zrobię

-Ja się tym zajmę -Bill ochoczo obszedł kuchnię.

Wyciągając patelnię z dolnej szafki szepnął do Joela , ten dzięki wilkołaczym zmysłom usłyszał go, czego nie mogła zrobić Madlen.

-Podczas bitwy, masz się nią zająć jeśli ja nie będę w stanie. Zgoda? Dam ci znać jeśli zajdzie taka potrzeba..

-Rozumiem, ale bez obaw , nawet gdybyś mnie nie poprosił i tak bym miał na nią oko

Bill skinął porozumiewawczo głową. Wstał i wyciągnał talerze.

Po zjedzonym śniadaniu i małym zamieszaniu kto ma prowadzić na lotnisko , siedzieli w samolocie w drodze do Rumunii.
Madlen nie czuła strachu, wiedziała że muszą to zrobić , i albo im się uda albo.... świat który zna ,zniknie na zawsze. Wiedziała też ,że jeśli coś się stanie Billowi , nie zostanie na świecie ani chwili dłużej niż on. Nie mówiła mu tego ,ale wiedziała że Tom zrobi zapewne to samo. Gdyby się przyznała miałaby zapewne w nim poparcie.
Spojrzała na Toma. Od dłuższego czasu wydawał się jej przygaszony i cichy. Niepodobny do wampira którego poznała, który kiedyś ją ścigał by zabić. Nie wiedziała co go tak dręczy. Słyszała jak Bill z nim rozmawiał ,ale robili to w tak szybkim tempie że nic nie zrozumiała.
Zamknęła oczy i wtuliła się w ukochanego.
Samolot zmierzał ku celowi.


____________________________________________________________________________


Zamek wrzał z emocji. Wampiry stały w wielkiej sali, nie wszyscy się mieścili ale dzięki doskonałemu słuchowi każdy słyszał co Bahir miał do zakomunikowania.

-Moi drodzy! -uniósł obie dłonie w geście błogosławieństwa -Nadeszła wielka chwila. Dzisiaj wyruszymy by dostać to, co od dawna już się nam należy. To co kiedyś było nasze,
lecz nam to odebrano. Ileż to wieków musieliście ukrywać się po najciemniejszych zakątkach świata , ograniczać swoje pragnienie i odejśc w zapomnienie? Ludzie zapomnieli o nas, nie wierzą już w nasze istnienie , nie czują przed nami lęku. Lecz dziś nadszedł dzien zmian. Dzisiaj każdy z was stanie się panem ludzkości!

Krzyki niosły się echem przez korytarze. Abir uśmiechnęła się znacząco do Bahira i kiwnęła głową. Tyle na to czekała.
Załozyła na ramiona płaszcz ,zakryła kapturem włosy i wciąż z uśmiechem na ustach wyszła z zamku.



___________________________________________________


Dotarli na miejsce z lotniska w dwie godziny. Na obrzeżach jednej z miejscowości czekali na nich pozostali.
Madlen na widok wszystkich poczuła w sercu ciepło. Byli wszyscy , których darzyła ciepłym uczuciem, Carmen, Mia, Stephen,Louis i Agnes z Anglii,William i Samuel ze Stanów,Vegard i Sigrid z Alaski,Sammy, Curt, Jessie i Kyle nomadzi wiecznie nieuchwytni ,Władymir, Swietłana i Siergiej z Rosji , Akim, Abram ,Aurora z Syberii. Wszystkie wilkołaki z wioski w Kanadzie na czele z Erickiem. Oraz cała masa nowoprzybyłych. Ścisnęła Billa mocniej za dłoń. Odwzajemnił uścisk, wiedziała że na pewno nie użył nawet procenta swojej siły, gdyż złamałby jej rękę.
Stanęli przed spora grupą.

-Co teraz? -zapytał Joel beztrosko

-wilkołaki muszą przybrac swoją , wybaczcie za wyrażenie, mniej ludzką postać i ruszamy na zamek, jestem pewny że spotkamy ich po drodze. -odpowiedział Bill. Spojrzał na brata , ten skinął lekko głową. Rozumieli się bez słów.

Po kilku chwilach kilkadziesiąt wilkołaków stało przed nimi w zwartej grupie. Madlen rozpoznała Kirę i Joela i obdarzyła ich ciepłym uśmiechem. Nagle zrobiło się zamieszanie.
Wilkołaki obnażyły kły, sierśc na ich karkach stanęła, pazury wbiły się w ziemię. Wampiry natychmiast zaczęły wertować ścianę lasu wzrokiem szukając wroga.
Tom w ułamku sekundy znalazł się przed wszystkimi. Minęła kolejna sekunda i ktoś wpadł w jego ramiona.

-Czułem twój zapach...

-Ja twój tez...

Wszyscy stali jak oniemiali , jedynie Bill uśmiechał się lekko.

-Bill co się dzieje? -Madlen spojrzała na niego zaniepokojona

-To Makare -mówił do niej lecz wszyscy go usłyszeli

-Makare! -wrzasnęła Carmen - co ona tu robi ?! I co wyprawia twój brat?

-spokojnie - Tom obejmując wampirzycę zbliżył się do pozostałych -jest po naszej stronie

Madlen pamiętała ją i nie miała zbyt przyjemnych wspomnień. Pomimo to, podeszła do Toma i stojącej obok niego blond piękności.
Spojrzała to na niego , to na Makare. W końcu wyciągnęła do niej dłoń.

-miło wiedzieć ,że jesteś po naszej stronie

Wampirzyca odwzajemniła uścisk.

-walczysz za tych których kochasz , teraz to rozumiem

Szok z twarzy Carmen i pozostałych ustępował.

-No dobra, to może, no wiecie, ruszajmy? - zaproponował Kyle. Wszystkich to nieco ocuciło i powoli ruszyli przed siebie.


Nie czuła strachu, prawdę mówiąc , sama nie wiedziała co czuła. Wiedziała że się naraża, ale nie obchodziło jej to. Była tutaj, ze wszystkimi.... z Nim. Widziała jak jego czujne wampirze oczy przeszukują las. Jak jego ręka obejmuje ją w talii. Pełne skupienie dodawało mu uroku. Jeśli przyjdzie jej umrzeć, chce go zobaczyć ostatni raz.

Bill zatrzymał się gwałtownie, pozostali zrobili to samo. Nagle, niczym fala, rzuciła się na nich chmara wampirów.


Chwycił Madlen w pasie i wręcz odrzucił za siebie. Poczuła twardą ziemię pod policzkiem. Do ust napłynęła jej krew.
Wstała i spojrzała za siebie. Rozgorzała prawdziwa walka. Przeszukiwała tłum swoimi marnymi ludzkimi oczami, lecz nie była w stanie dostrzec nikogo konkretnego. Bill zniknął jej z oczu.
Usyszała skowyt. Kilkoro wampirów z armii trzech braci i Abir zarzuciło na wilkołaki łańcuchy. Szarpały się i wyrywały.


Myślała że oszaleje z rozpaczy, przecież nic nie może zrobić. Już samo to że jeszcze nikt nie próbował jej dorwać było cudem.
Usłyszała jak łańcuchy pękają. Po chwili widok zasłonił jej Joel. Napierał na nią z całych sił, była zmuszona iśc głębiej w las.

-Jo błagam nie! On tam jest, nie wiem co z nim, gdzie jest twoja siostra?!

Lecz wilkołak nie ustępował. Potykała się co chwilę lecz szła dalej ze łzami w oczach i strachem w sercu. Gdyby tylko była wampirem, gdyby tylko mogła im pomóc...... Poczuła ostry ból w dole brzucha lecz go zignorowała. Po kilku minutach obok nich, dwie postacie walczyły na śmierć i życie. To Carmen z jakąś obcą wampirzycą toczyły walkę. Serce w Madlen zamarło. Widziala dzikość w ich oczach i obnażone kły ,słyszała charkot wydobywający się z ich gardeł. Rzuciły sie na siebie i niewiedziec kiedy ,obca wampirzyca została rozdarta na strzępy ,oblewając Carmen bordową,prawie czarną krwią.

Wampirzyca wróciła w wir walki.
Stała tak z Joelem między drzewami, zauważyła że i on ma pozostałości po łańcuchu na jednej z przednich łap. Więc to była ich taktyka przeciwko wilkołakom. Spętanie ich łańcuchami..Jak widać, nie poskutkowała.

Mijał czas, nie była w stanie zobaczyć z takiej odległości co się dzieje ale co chwilę dochodziły ich odgłosy toczącej się bitwy. Wrzaski i krzyki, wycie i warczenie. Madlen znów poczuła ostry ból, i tym razem go zignorowała. Joel robił się coraz bardziej niespokojny. Krązył wokół niej, aż w pewnym momencie stanął przad nią i najeżył się cały.



Zobaczyła go, starego wampira w długim ciemnym płaszczu. Zatrzymał się kilka metrów od nich. Na jego widok serce zaczęło jej bić jak oszalałe.
Myślała że coś powie, lecz się myliła , rzucił się na nich bez słowa. Joel już prawie go miał , lecz zabrakło kilka milimetrów. Wampir uderzył go z całej siły i Joel wylądował kilkanaście metrów dalej taranując po drodze kilka drzew. Nie ruszał się. Madlen wrzasnęła. Wiedziała ,że i tak nie ma szans więc zaczęła biec w stronę nieprzytomnego przyjaciela. Wampir chwycił ją w biegu.

-Nie tak szybko moja piękna - i pognał z nią przez las. Zatrzymał się dopiero w miejscu gdzie wszystko jakby się zatrzymało. Przynajmniej takie wrażenie miała Madlen. Nikt nie walczył. Każdy stał naprzeciwko kogoś albo był spleciony z wrogiem i żadne z nich nie mogo zrobić decydującego ruchu.
Tahir trzymał Billa spętanego łańcuchem a Ammar Toma.



Abir wciąż mocowała się z Makare.
Wilkołaki w podobnych pozach siłowały sie z wampirami.

-Cóż, mamy tu chyba mały impas -powiedział spokojnie Bahir trzymając mocno Madlen

-Puśc ją! -wrzasnął Bill

-Popatrz !-Bahir chwycił dziewczynę za twarz i skierował w jego stronę - za nią chciałeś zginąć... za nędznego człowieka... ty... jeden ze starszych.. taka hańba..

-Hańbą jest to, co ty i twoi piekelni bracia chcecie zrobić z ludzmi, z Abir na czele!- Tom poruszył się gwałtwonie lecz Ammar go nie puszczał.

-To, co chcę zrobić , jest naszym odwiecznym prawem, gdybyś zapomniał... ale wracając do ciebie -spojrzał znów na Billa - gorące uczucie do człowieka zaćmiło ci umysł i zmysły jak widzę, w przeciwnym razie nie przyprowadziłbyś jej prosto do mnie - uśmiechnął się z satysfakcją - twoja ludzka oblubienica jest brzemienna ... - rzucił Madlen na ziemię



Zapadła cisza.

-Nie....nie.. -Bill wyglądał jakby miał wyzionąć ducha


-słyszę jak bije w niej drugie serce....ledwo..-spojrzał na wciąż leżącą na ziemi dziewczynę -ludzki bękart, oto do czego prowadzi obcowanie z człowiekiem!

Madlen leżała na zimnej trawie i nie poruszyła się ani o milimetr. W jej głowie szalała burza. Jedyne co czuła to ból, najsilniejszy jakiegokolwiek kiedyś doznała...jest w ciąży....jak mogła to przeoczyć....... jej dziecko umiera.... gdyby wiedziała.... nigdy by tu nie przyszła...

Zza drzew wyłonił sie kulejący Joel.

-Pora z tym skończyć - i zanim ktokolwiek zdążył się ruszyć , chwycił ją i rzucił nią o wystający nieopodal głaz.

Wrzask Billa rozdarl ciszę. Znów rozgorzała walka.
W przypływie szału i furii rozerwał łańcuchy i rzucił się na Tahira. Tom nie pozostał obojętny. W każdym na nowo obudziła się wola mordu na oprawcach.

Madlen poczuła jak z bólu skręcają się jej wnętrzności. Dotknęła ud, poczuła ciepłą ciecz która barwiła jej spodnie na czerwono. "Ronię" pomyślała.
Nagle znalazła się przy niej Carmen i Joel.

-Jo, ona musi natychmiast znaleźc się pod opieką lekarza! Dasz radę ją wziąć?

Skinął łbem na znak zgody.

-Gdy już będziesz blisko ludzi proś o pomoc, może ktoś zna angielski, niech ktoś się nią zajmie i w miarę możliwości jak najszybciej jedźcie do szpitala!

Znowu skinął.

-Jo.... w przeciwnym razie ona się wykrwawi..

Pomogła Madlen wsiąść na grzbiet przyjaciela.

Czuła pod sobą drżące mięsnie wilkołaka. Albo może to ona drżała?... Skurcze bólu były coraz częstsze i coraz silniejsze. Opuszczały ją siły. Krew lała się z niej tak samo mocno jak łzy.
W połowie drogi do ludzkich zabudowań straciła przytomność.

Znów śniła... Lecz tym razem gdy natrafiła na coś miękkiego i gładkiego mgła ustąpiła od razu. Jej oczom ukazało się małe dziecko. Nigdy nie czuła takiej miłości.
Usmiechnęła się do niemowlęcia i gdy miała chwycić je w ramiona i utulić, zniknęło, zostawiając pustkę i ból.


"Wiem, że wszystko już skończone, już po wszystkim..."


Magodzianka
  • awatar Gość: nooo Madlen i dziecko... tylko jak Bill to przeoczył?? czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek :) D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
20."Pragnienie"


PRZYPOMINAM ŻE OPISY BOHATERÓW ICH ZDJĘCIA ZNAJDZIECIE TUTAJ : bloodyprincebohater.pinger.pl/ LINK ZNAJDUJE SIĘ RÓWNIEŻ PO PRAWEJ STRONIE.
DODATKOWO PROSZĘ O PRZECZYTANIE DWÓCH OSTATNICH ROZDZIAŁÓW DLA PRZYPOMNIENIA GORĄCO PRZEPRASZAM ZA TE PRZERWY , ALE JAK TYLKO SKOŃCZY SIĘ ROK I POZALICZAM WSZYSTKIE EGZAMINY, ODCINKI BĘDĄ CZĘŚCIEJ
JAK ZWYKLE PROSZĘ O KOMENTARZE I MIŁEGO CZYTANIA!


DO SŁUCHANIA:





Od chwili w której Bill w zapełnionym salonie wyjaśnił wszystkim o zagrożeniu jakie nadchodzi ze strony Abir, oraz trzech starszych których zbudziła ,minął miesiąc. Część wilkołaków i wampirów ruszyła w świat szukać sprzymierzeńców. Lecz miesiąc upłynął od jeszcze jednego zdarzenia. Prośby zadanej Billowi przez Madlen.
Siedziała koło fontanny na dziedzińcu , słońce wciąż było za chmurami. Wspominała tamten wieczór, choć prawdę mówiąc chciałaby zapomnieć. Zamknęła oczy i przywołała wspomnienia.

*

-zmień mnie w jedną z was...

Czekała na jego odpowiedz. Milczał.
Zacisnął mocniej dłonie na jej ramionach , głośno westchnął i wyszedł.
Madlen stała jak sparaliżowana. Tego się nie spodziewała. Czuła jak w gardle narasta jej żal. Oczy zaczęły nieprzyjemne piec.
Wyszła pośpiesznie z zimowego ogrodu i wręcz pobiegła przez korytarze.
Wpadła na Joela, już chciała biec dalej ,ale ją powstrzymał.

-co się stało? -trzymał ją za nadgarstki

-nic, puść mnie - mówiła przez łzy

-właśnie widzę że nic, mów, ktoś ci zrobił krzywdę? -za słowem "ktoś" Joel miał konkretną osobę

-nie, puść mnie

-ok -zwolnił uścisk

Lecz wciąż stała przed nim, a łzy spływały jej po policzkach. W końcu wtuliła się w niego i rozpłakała na dobre. Joel głaskał ją po głowie.


-chodz -po kilku chwilach pociągnął ją za sobą. Po drodze minęli Toma, któremu uśmiech spełzł z twarzy na widok Madlen. Pognał gdzieś i więcej go nie widzieli.
Znaleźli się w komnacie. Madlen usiadła na łóżku i wytarła łzy. Chłopak podał jej szklankę wody. Poczekał aż się napiła i zadał pytanie.

-więc? o co chodzi?

Milczała jeszcze przez chwilę wpatrując się w podłogę, aż w końcu podniosła głowę.

-ja chciałam...... bo....myślałam że....eh - nie wiedziała dlaczego ale po raz pierwszy czuła przy Joelu strach - nie chce być bezużyteczna.....
chciałam by zmienił mnie w jedną z nich

-tak myślałem -odpowiedział -to znaczy, przeczuwałem że prędzej czy później poprosisz go o to. On.... odmówił?

Dziewczyna potrząsnęła głową.

-Nie.... nic nie powiedział, po prostu odszedł. Nie odmówił, tylko.... tylko mnie zostawił.

Joel zmarszczył brwi.
Cisza ciągnęła się przez wieki.

-Wiesz -zaczął siadając obok niej -jeśli chcesz, mogę zmienić się w wilkołaka i odgryźć mu ucho

Madlen usmiechnęła się lekko.

-nie, dzięki...Ale kusząca propozycja

Oparła głowę o jego ramię i zamknęła oczy.


*

Otworzyła powieki.... wspomnienie sprzed miesiąca wciąż było żywe. Od czterech tygodni nie widziała go.Nie wiedziała gdzie jest i co robi. Wszyscy zdążyli zauważyć, że coś jest nie tak.Pewnego dnia Madlen podsłuchała rozmowę między Carmen, Williamem i Sigrid.

*

-Rozumiem że Bill ma obiekcje, ale żeby ją tak zostawić bez słowa? - Carmen nie kryła oburzenia -co on sobie myśli?

-Tom wpadł kilka dni temu, mówił że razem szukają sprzymierzeńców, już kilkoro przybyło , tego nie da się ukryć - powiedział William

-Może chodzi mu o coś jeszcze - Sigrid trzymała się pod brodę -Może chce dać jej czas...

-Czego by nie chciał i tak postąpił podle -Carmen nie zmieniła swojego stanowiska - na szczęście ma Joela..

-i tak chodzi sama .. jeśli już wychodzi- wtrącił się William -całymi dniami siedzi w swoim pokoju

Madlen wycofała się po cichu i ze szklanymi oczami wróciła do komnaty.


*

Dość wspomnień, pomyślała. Wstała i zaczęła przechodzić się po ogrodzie. Gdy zaczęło zmierzchać z zamku z prędkością światła wypadły wampiry na nocne łowy.
Wciąz ich przybywało. Nowi sprzymierzeńcy pojawiali się prawie codziennie. Wampiry jak i wilkołaki. Ci drudzy sprawiali że w zamku było głośno i przytulnie. Ciągle unosił się
zapach jedzenia , a po korytarzach rozbrzmiewał śmiech. Madlen dręczyło jednak pytanie, jak wielkie są podziemia zamku by pomieścić taką ilośc wampirów. Zatrzymała się gwałtownie. Jeszcze przez kilka minut majaczyły przed nią sylwetki pędzących nocnych łowców. Po chwili jednak ruszyła do zamku pewnym krokiem.
Będąc już przy drzwiach prowadzących do podziemnych komnat zatrzymała się na chwilę, lecz stłumiła obawy i otworzyła drzwi. Długo schodziła w dól. W ścianach były pochodnie
by oświetlić gościom drogę. Po jakimś czasie stanęła przed szerokim korytarzem który co jakiś czas dzielił się na inne. Wszędzie były drzwi do pokoi. Było to niczym wielkie mrowisko z komnatami i korytarzami. Daleko zamajaczyła jakaś sylwetka. Serce jej stanęło, nie spodziewała sie nikogo. Lecz pomyślała jaka była naiwna...jak zawsze z resztą.

-Przepraszam.... ja.. już sobie idę... chciałam zobaczyć jak tutaj jest -zawołała

-To takie ludzkie- odpowiedział jej głos

Przeszedł ją dreszcz. Pamięta ten głos... i to zdanie...

Mężczyzna wszedł w snop światła i ukazała się jego twarz.

-Tom...-szepnęła


_______________________________________________________________________


W powietrzu czuło się wiosnę, ptaki spiewały w koronach drzew, śnieg leniwie spływał po szczytach gór. Krajobraz Rumunii zmieniał się nieubłaganie.
Dni mijały, również ten zamek zapełniał się nowymi gośćmi.
Abir od wielu dni nie rozmawiała z Makare , słowa Bahira wierciły jej dziurę w głowie od miesiąca. "Dając jej go , dałaś niewolnika, lecz uciekał już będąc wolnym.. "
Dopiero teraz zebrała się na odwagę i postanowiła porozmawiać o tym z przyjaciółką.
Zapukała do drzwi jej komnaty. Nikt nie odpowiedział. Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Makare stała przy oknie z założonymi rękami.

-O co chodzi?- zapytała nie odwracając wzroku

-Makare...-głos Abir był zatroskany - Czy ty... co było między tobą a Tomem? -zaczęła bez zbędnych wstępów

-To samo , co między tobą a Billem. Nic.

-Nie sądzę -Ton głosu królowej diametralnie się zmienił - Czuję że coś ukrywasz

Makare odwróciła się w jej stronę. Stanęła wyprostowana i odrzuciła długie blond włosy do tyłu.

-nic nie możesz mi udowodnić ..

-A jednak!-Abir już nie kryła wściekłości -jak mogłaś! zakochać się w nim! Jak.... i co teraz? Zdradzisz nas? MNIE?

-Ta cała wasza wojna jest bez sensu, to co zaczął Ozer i co ty teraz chcesz zrobić! Powiedz mi , bo juz nie widzę sensu!

-Już zapomniałaś? ... Władza dla nas Makare, władza nad ludzmi! Czy to za mało?

-to zbyt wiele...

Na twarzy Abir malował się szok.

-Czy to dlatego że nigdy dla Ozera nie byłaś tym kim ja?-wzrok królowej przeszywał ją na wskroś

-Nie....

-On.....Tom.... niech go wszyscy diabli!-uderzyła ręką w ścianę ,aż posypał się tynk

-przykro mi Abir ,ale nie stanę po waszej stronie

-Nie możesz! Zabraniam ci nas opuszczać!

Lecz było już za późno, Makare zrobiła to samo, co jej ukochany kilka miesięcy temu. Wybiła okno i wyskoczyła przez nie, spadała w dół aż poczuła pod nogami twardy grunt.
Wrzaski Abir rozchodziły się po okolicy. Popatrzyła na zamek ostatni raz i pobiegła przed siebie.


_________________________________________________________________________________


Czuła jak przyśpiesza jej oddech, serce zaczęło szaleć w jej piersi a ręce stały się wilgotne. A przecież to tylko Tom... tylko Tom....


-Czy on..... czy on tu jest? -zapytała drżącym głosem

-Nie, przykro mi

Poczuła zawód. Ból wlewał jej się do żył i palił każdy nerw. Chciała odejść, uciec z tych piwnic i zaczerpnąć świeżego powietrza.

-Słyszałem co mówią, nie przeczę że mój brat postąpił głupio, ale oni się mylą Madlen, on cię nie zostawił

Dziewczyna prychnęła niczym rozjuszona kotka.

-Nie opowiadaj mi bajek Tom, proszę

-ale to prawda

-tak!? -jej głos zabrzmiał piskliwie - więc dlaczego odszedł w ciągu chwili? Uciekł! Żeby tak jeszcze mi powiedział "słuchaj Madlen, nie chce byś była jedną z nas, nie chce
mieć cię na karku przez całą wieczność" ,ok zrozumiałabym,ale nie, oczywiście łatwiej zwiać! -wyrzuciła z siebie

-to nie tak

-Nie tłumacz go Tom! Nawet nie ma odwagi powiedzieć mi tego sam, w twarz! -poczuła że łzy napływają jej do oczu. Tak bardzo nie chciała przy nim płakac

-Madlen... on..

-Daj mi spokój! -rzuciła się w kierunku schodów i pobiegła na górę

Tom stał tak przez kilka sekund zbity z tropu, lecz po chwili popędził za nią. Chwycił ją za dłoń gdy przechodziła przez drzwi.

-poczekaj, posłuchaj mnie!

-nie! Jeśli twój brat ma mi coś do przekazania niech zrobi to sam! Puśc mnie!

-Co się tam dzieje? -To Carmen w otoczeniu większości wilkołaków i wampirów stała na końcu korytarza.
Nastała chwilowa cisza. Aż w końcu Madlen wyrwała się Tomowi, tłum zrobił jej miejsce i popędziła przed siebie, wybiegając z zamku.
Wciąż biegła , skierowała się w stronę lasu i nie zwalniając wbiegła w gęstwinę ,mimo iż było już ciemno. Nie dbała o to czy się zgubi. Nie dbała o to czy zmarznie.
Adrenalina, ból,żal i złość napędzały jej mięśnie. Łzy uparcie spływały po jej twarzy, miała tego dość. Zatrzymała się , otarła policzki i wzięła głęboki wdech.

Poczuła jak ziemia pod nią drży. Wiedziała kto się zbliża. Ku jej zaskoczeniu z pomiędzy drzew nie wyłonił się jeden wilkołak, a kilka.

-Joel, Kira, Patryk..... tak myślałam - usłyszała jak przemieniają się w ludzi.

-mówiłam ci Jo, że ona chce być sama! Wybacz Madlen ale ten kretyn mnie nie słucha! Najpierw prawie pobił się z Tomem a poźniej popędził za tobą

-pobiłeś się z Tomem? -Madlen spojrzała na Joela

-no nie do końca -odpowiedział z uśmiechem - walnąłem go raz w buźkę i wrzasnąłem by przekazał to bratu , nawet się zbytnio nie bronił a szkoda...

-Jo...-Madlen już go miała skarcić -jak mógł...

-O nie mała, chyba nie masz mi za złe?

-prawdę mówiąc.. to nie. Ale twoja siostra ma racje, chce być sama

-nie ma mowy, ten las jest niebezpieczny , samej cię tu nie zostawię

-Jo prosze...

-nie

Madlen spojrzała z wyrzutem na Kire ale ta tylko rozłożyła ręce w geście "sama widzisz jaki on jest"

-no dobra ,ale jeśli być mógł , zamień sie w wilka, będzie mi łatwiej

-nie ma sprawy - w jego głosie było słychać zadowolenie

Kira z Patrykiem wrócili do zamku i zostali sami. Krążyli po lesie zalanym przez światło księżyca. Od czasu do czasu Joel trącał Madlen zimnym nosem na co ona chichotała.

-wiesz, za dwa miesiące minie rok odkąd to wszystko się zaczęło.. -oparła się o wielkie drzewo i spojrzała w niebo

Joel pokręcił łbem.

-wybacz nie możesz mi odpowiedzieć....sama tego chciałam, przepraszam

Pomachał ogonem i poszli dalej w milczeniu.
Kiedy zrobiło się bardzo zimno , wsiadła na jego grzbiet i zanurzyła się w ciepłym futrze.
Powrót zajął im tylko kilka minut. Kiedy Joel przybrał już swoją ludzką postać i weszli do środka , wewnątrz panowała wrzawa.

Wszyscy się ze sobą sprzeczali. Każdy próbował przekrzyczeć każdego i nie można było nikogo zrozumieć. Madlen odnalazła Carmen która właśnie próbowała uciszyć Williama i Erica.

- co się dzieje?! -wrzasnęła Madlen

-ochhhh daj spokój, poszaleli! Po tym jak wybiegłaś z zamku a Joel rzucił się na Toma , wszyscy zalali go pytaniami co dalej. Kiedy ruszamy do ataku ,jakie są plany Abir i trójki braci. No i się zaczęło. Pytali gdzie Bill i czy nas opuścił skoro..... skoro... zostawił ciebie z dnia na dzień... boją się ze zdezerterował.

-Gdzie jest Tom?

-wybiegł w mgnieniu oka a ci zaczęli się miedzy sobą kłócić!Nie dam rady ich wszystkich uspokoić! Zniszczą mi dom! -gdzieś w oddali było słychac dzwięk tłuczonego szkła
Madlen nie czekała długo. Weszła na stół i zawyła najgłośniej i najbardziej piskliwie jak umiała. A umiała nieźle.

-Ciiiiiiiiiiiiiiiszaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ucichło w mgnieniu oka. Wszyscy spojrzeli w jej stronę, nie zauważyli jej powrotu.

-jak możecie tak się zachowywać w domu Carmen? Jak wam wszystkim nie wstyd? Rozumiem że się boicie i nie wiecie na czym stoicie,po tym co ostatnio zaszło...ale jestem pewna że
bliźniacy nas nie opuścili!-przebiegła wzrokiem po zebranych

-skąd to możesz wiedzieć Madlen?-powiedział Eric - twój facet zostawił cię ot tak -tu pstryknął palcami -skąd mamy wiedzieć ze i nas nie opuścił

-bo wiem... -odpowiedziała łagodnie - nie zostawił nas -powtórzyła, tak bardzo chciała w to wierzyć.

-I ma racje! -Cisze przerwał czyiś głos.

Myślała że zaraz spadnie ze stołu i już nie wstanie. Myśli eksplodowały w jej głowie, a serce rwało się do ucieczki. Każda komórka jej ciała krzyczała z pragnienia.
W drzwiach stał Bill a zaraz za nim Tom. Spojrzała na jego twarz i straciła równowagę. Poczuła ostry ból w głowie i zapadła w ciemność.


___________________________________________________________________


-Bahirze! -Abir wrzeszczała na cały zamek. Weszła pośpiesznie do sali tronowej i trzasnęła drzwiami. -Bahirze Makare nas zdradziła!

Stary wampir uśmiechnął się lekko.

-przeczuwałem to .. nie martw się , ją też spotka sprawiedliwość

-Bahirze ona była dla mnie jak siostra! Ja, ja nie mogę w to uwierzyć! Wszystko co z Ozerem dla niej zrobiliśmy.... ona... wybrała tego... nie wierzę!

-uspokój się Abir. Jeśli to cie pocieszy, to jesteśmy już gotowi. Mamy wystarczającą ilość wojska i sprzyjających nam braci krwi. Możemy śmiało realizować nasz plan... czy to cie nie satysfakcjonuje?

-tak, oczywiście że tak... ale ona...

-nie przejmuj się nią, wróci jak tylko zdobędziemy władze. Jeszcze będzie cię błagać o wybaczenie. Nigdy sie nie mylę.

Abir wyszła z komnaty mijając po drodze Ammara.

-mój brat wie co mówi-rzekł opierając sie nonszalancko o ścianę- niejeden zdrajca nawrócił się za jego sprawą -jego czerwone oczy zajaśniały niebezpiecznie

-obyś miał racje - Rubinowa suknia , powiewała za krokami królowej.


_________________________________________________________________________


Powoli otworzyła oczy. Czuła pulsowanie w czaszce i wstyd. Uderzyła sie i zemdlała. Przed nim... gorzej być nie może. Nagle nad sobą zobaczyła zatroskaną twarz Carmen. Słyszała też jakąś kłótnię za drzwiami.

-Obudzili cie? Zaraz im powiem żeby się przymknęli, na prawdę

-nie , nie trzeba, co sie stało?

-spadłaś ze stołu i uderzyłaś się w głowę, na szczęście nic ci nie jest, skończy się na guzie

-to dobrze...chociaż tyle..A kto się tak kłoci za drzwiami?

Carmen zmarkotniała.

-Cóż, to chyba proste. Bill z Joelem. Są tam też Tom z Kirą Williamem i Patrykiem. Pilnują żeby sobie nie pourywali głów.

Madlen wstała chwiejnie.

-Co ty robisz? Masz leżeć!

-Przy tych wrzaskach i tak się nie da, a muszę z nim porozmawiać -z NIM ...jeśli wytrzyma to moja psychika, pomyślała

Otworzyła drzwi i wszyscy ucichli.
Carmen minęła ją i stanęła obok Kiry.

-Chodzcie WSZYSCY-Kira pociągnęła brata za rękę

Tylko Bill został na swoim miejscu.

-powiedziała wszyscy! -Joel nie krył złości

-Jo daj spokój-siostra pchała go coraz mocniej.

Madlen usiadła z powrotem na łóżku. Zobaczyła że na szafce nocnej Carmen przygotowała dla niej tabletkę przeciwbólową i szklankę wody. Połknęła ją pośpiesznie gdyż ból narastał.
Bill zamknął drzwi i stanął przed nią.
Madlen czuła że nie ma w tej chwili siły na tą rozmowę , a tak bardzo chciała ją przeprowadzić. Już od dawna. Położyła sie i zakryła oczy dłonią.

-Bardzo boli?

Ten głos.... kolejna szpilka w serce.

-Tak- odpowiedziała słabo

Obszedł wielkie łoże i położył się obok niej.
Zdjęła rękę z czoła.

-co ty robisz?-zapytała wystraszona

-chce ci pomóc

-nie....nie możesz -odpowiedziała

-dlaczego?

Czuła jego zapach.... jego usta tak blisko...

-nie możesz wrócić po miesiącu nie odzywania sie i nagle kłaść się obok mnie, nie możesz mnie zostawić jak rzecz a później mówić że chcesz mi pomóc... nie możesz ..- poczuła ciepłe łzy na policzkach - to za bardzo boli...- nie odważyła się wymówić jego imienia, gdyby to zrobiła nie wytrzymałaby

-wiem że nigdy mi nie wybaczysz -zaczął szeptem -ale będę cię błagać o wybaczenie do końca życia. I uwierz mi, nie zostawiłem cię , nie w tym sensie jakim myślisz, nie zerwałem z tobą, czy jak się to teraz nazywa. Zostawiłem cię tu, w zamku , wiem że z dnia na dzień i bez słowa wyjaśnienia ale mamy tak mało czasu...

-czy nie możesz powiedzieć mi prawdy? Że nie chcesz mnie jako wampirzycy? Przecież o to cię poprosiłam zanim zniknąłeś

Bill odsunął się lekko.

-kochanie, oczywiście że chce byś była ze mną na zawsze...ale nie wiem czy ty jestem tego całkiem pewna..

-gdybym nie była nie pytałabym cię... ale w takim razie zupełnie nie rozumiem czemu tak zniknąłeś

-miesiąc temu, stojąc z tobą w zimowym ogrodzie Carmen, doświadczyłem czegoś w rodzaju.. sam nie wiem , wizji myśli....zobaczyłem co knuje i planuje dokładnie Bahir.. Nie wiem czy on doświadcza podobnych rzeczy ze mną.. jeśli tak, musimy zmienić strategię , musimy zmienić nasz plan. Jutro, gdy poczujesz się lepiej będzie zebranie, wszystko wyjaśnię
i omówimy wspólnie dalszy plan działania. Ale wiedz, że pognałem tak nie dlatego iż uciekłem od ciebie ,ale musiałem natychmiast coś zrobic, nie miałem czasu na wyjaśnienia, sam byłem jeszcze w szoku ... ale teraz żałuję..Dowiedziałem się jak wyglądał ten miesiąc, podkopałem morale nie mówiąc już o tym że praktycznie wpędziłem cię w depresje....Tom mnie ostrzegał. Joel nie szczędził soczystych słów...

Madlen dotknęła jego zimnego policzka.

-Wróciłeś, w to że nie zostawiłeś nas na łaskę Abir i reszty, nigdy nie wątpiłam

Chwycił jej dłoń i delikatnie przyciągnął do siebie.
Poczuła jego wargi na swoich. Tętno niebezpiecznie przyśpieszyło i poczuła ostry ból w miejscu uderzenia. Odsunęła się od niego i wtuliła w jego chłodny tors.

-Bill? -zaczęła nieśmiało

-tak? -głaskał ją po policzku i całował po głowie


- czy to znaczy, że zmienisz mnie w wampirzycę przed walką?

-tak myślę , wszystko zorganizujemy. Postaraj się zasnąć.

Czując jego pocałunki oddała się w objęcia Morfeusza.





"Jeszcze jeden pocałunek dla ciebie. zrobię dla ciebie wszystko"





Magodzianka

  • awatar Gość: hm mam wrażenie że ta cała Madlen strasznie słaba jest... Ciekawe czy jej zachowanie jakoś się zmieni gdy zostanie wampirem :) aha i odcinek bardzo ciekawy:)
  • awatar charlienka: :D Cały czas nie mogę przestać się uśmiechać! Proszę nie każ nam tak długo czekać na następny odcinek!!!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
19."Krew"


PRZYPOMINAM ŻE OPISY BOHATERÓW ICH ZDJĘCIA ZNAJDZIECIE TUTAJ : bloodyprincebohater.pinger.pl/ LINK ZNAJDUJE SIĘ RÓWNIEŻ PO PRAWEJ STRONIE.
JAK ZWYKLE PROSZĘ O KOMENTARZE I MIŁEGO CZYTANIA!


DO SŁUCHANIA:





Noc chyliła się ku końcowi, na horyzoncie pojawiał się różowo-złoty blask. Leżeli współobjęci , jej miarowe oddechy były jedynym słyszalnym dźwiękiem.
Bill delikatnie gładził ją po włosach. Przez prawie całą noc się kochali, wspominał każdy jej dotyk, każdy pocałunek. Zamknął oczy i przywołał wspomnienie jej drżących ust i dłoni. Czuł zapach jej skóry. Tak delikatny... zapach krwi, tak słodki.... Na tą myśl skrzywił się delikatnie.... Nie, o tym myśleć nie może,nie mógłby dalej żyć gdyby coś się jej stało, gdyby zrobił jej krzywdę. Wiedział że jest bezpieczna ,że nic jej nie grozi z jego strony. Jest już wiekowym wampirem, ma doświadczenie,jej krew to świętość.
Wstał , delikatnie zsuwając z siebie Madlen.



Spojrzał na nią, spała , a jej twarz była taka spokojna...


Siedział tak przez jakiś czas ,aż pokój wypełniło mroźne słońce lutego.
Nigdy wcześniej nie czuł się taki spokojny, taki szczęśliwy..nie myślał o nadchodzącej wojnie, o niebezpieczeństwie , o bólu jaki przyjdzie im znieść.
W pewnej chwili poczuł jej dłoń na swoich plecach, była ciepła i delikatna.

-Dzień dobry -powiedziała czule i usiadła przysuwając się do niego

-dzień dobry ,najdroższa - spojrzał w jej oczy , które błyszczały niczym dwa diamenty

-pewnie musisz być wykończony -uśmiechnęła się

-bywało gorzej -odwzajemnił uśmiech -szczerze mówiąc , mam jeszcze trochę siły - i pocałował ja namiętnie kładąc ją z powrotem na łóżku i zsuwając z niej kołdrę.



[...]


Stała przed wielką lodówką i szykowała sobie śniadanie, nie była już zdziwiona ,że na zamku Carmen która jest wampirzycą , można znaleźć lodówkę, cóż
w końcu przebywało tu jeszcze dwadzieścia pięć ludzi-wilkołaków którzy żywili się w zwykły sposób. Pół godziny temu, wszystkie wampiry udały się do komnat umieszczonych w piwnicach zamku. Gdy Bill oświadczył, że zostaje z nią, bo w końcu przecież ma cztery tysiące lat i słońce go tak nie osłabia, i w cale,ale to wcale już nie potrzebuje tych kilku godzin snu, nagle zjawil się Tom i oświadczył z uśmiechem na twarzy , że nie ma wyboru , inaczej zaciągnie go tam siłą. Madlen była mu bardzo
wdzięczna, bo wiedziała że jej tłumaczeń i próśb Bill nie posłucha.
Postanowiła zrobić śniadanie dla wszystkich. Wyciągnęła kilka ogromnych patelni i zaczęła rozbijać jajka do szklanych mis.
Nagle w drzwiach stanął Joel.

-No witam ,witam -uśmiechnął się zadziornie, na co Madlen oblała się rumieńcem, wiedziała o co mu chodzi

-dzień dobry Jo

-widzę ,że miałaś udaną noc -chwycił jedno z jabłek i podrzucił je do góry

Nic nie odpowiedziała , jedynie kąciki jej ust poruszyły sie lekko.

-wybacz, to nie moja sprawa.....ale myślałem że jestem twoim przyjacielem i...

-bo jesteś! najlepszym jakiego kiedykolwiek miałam -przerwała mu - i tak, miałam bardzo udaną noc -uśmiechnęła się

-w takim razie cieszę się, że ty i pan krwiopijca doszliście do porozumienia .... pewnie nie jednego -wybuchnął gromkim śmiechem

-och Joel! -Madlen rzuciła w niego ścierką ,ale również się śmiała


___________________________________________________________


Śnieg wciąż sypał i sypał i choć luty chylił się ku końcowi , nie było widać żadnych oznak wiosny.
Cisza i biel spowiły lasy i góry Karpat Rumunii. W jednym z zamków kilkadziesiąt wampirów brało udział w krwawej uczcie.
Na początku rozbrzmiewały krzyki przerażonych ofiar, by z czasem osłabnąć i w końcu całkowicie ucichnąć.....na zawsze.


Trzy wielkie trony przy głównej ścianie sali balowej , były zajęte przez Bahira , Ammara i Tahira. Bahir , najstarszy,liczący sobie ponad dziewięć tysięcy lat siedział pośrodku , dwaj bracia po bokach.
Starzec sączył wielki kielich krwi.


Swój wygląd zawdzięczał tym iż został przemieniony bardzo późno, jego dwaj bracia urodzili się z innej matki, młodej kobiety ,którą ich ojciec posiadł na starość. Nikt nie wiedział w jaki sposób Bahir stał się wampirem, wiedzieli jednak że przemienił swych przyrodnich braci.
Nie odczuli upływu tylu tysięcy lat,zamknięci w sarkofagach. Wybornie bawili się na dworze niegdyś należącym do wampira Ozera, teraz do jego żony Abir.
Zaspokajali swe pragnienie nieprzerwanie.

-Panie - Abir ukłoniła się nisko -to zaszczyt gościć cię i twych braci na mym zamku

-Gdzie się podziewa twoja przyjaciółka ? Ominęła ją wyborna uczta -uśmiechnął się patrząc na Tahira

-Proszę o wyrozumiałość dla niej, ucieczka Toma, bardzo nią wstrząsnęła

-na twoim miejscu kochana Abir, miałbym ją na oku

Wampirzyca uniosła brew ze zdziwienia.

-Dając jej go , dałaś niewolnika, lecz uciekał już będąc wolnym.. - odstawił kielich i wstał -ale nie o tym chciałaś rozmawiać, prawda?

-tak, nie o tym - zaczęła zbita z tropu - jestem pewna , że Bill , Tom oraz wszyscy im sprzymierzeni, będą chcieli nas zaatakować

-tak cię to przeraża? Wątpisz w naszą siłę? - odwrócił się w jej stronę

-nie, oczywiście że nie.... tylko, mielibyśmy większe szanse, gdyby i nas było więcej

Bahir podszedł do niej bliżej, miał ją już na wyciągnięcie swojej bladej ręki.

-Owszem ,masz rację moja droga. Wysłałem już po innych. Niebawem powinni zawitać na twym zamku. Lecz bez obaw, nie przypuszczam aby zaatakowali nas prędko

Chwycił ją w talii i uniósł się do góry, jakby prawo grawitacji nagle przestało działać.
Delikatnie pocałował jej usta. Poczuła smak ludzkiej krwi.

_____________________________________________________________



Popołudniem, gdy każdy zajął się czymś innym , a wampiry jeszcze nie wyszły z podziemnych komnat , Madlen i Joel siedzieli w imponującym rozmiarami salonie, przy ogromnym kominku i grali w szachy.
Nagle obok nich , przeszli trzymając się za ręce Kira z Patrykiem. Po chwili ciszy Joel głośno westchnął.

-Co jest? -Madlen zapytała podejrzliwie -nie lubisz go?

-Nieeee.... nie wiem , Kira wydaje się być szczęśliwa, a to najważniejsze...tylko, że ja nie znam tego faceta, nie wiem jaki jest, czy nie zrobi jej krzywdy ..

-Jesteś jej bratem, to normalne że się martwisz, ale przypominam ci że Kira to twarda dziewczyna, w razie czego zamieni się w wilkołaka i odgryzie mu ucho -uśmiechnęła się zachęcająco

-masz racje - odwzajemnił uśmiech i zrobił nowy ruch pionkiem

Kilka minut później w salonie zmaterializował się William. Drzemka wampirów dobiegła końca.

-szachy, wybornie! -klasnął uradowany

Madlen spojrzała na Joela znacząco.

-idź -powiedział -na pewno już czeka

-dzięki -dała mu buziaka w policzek i wstała pośpiesznie. Wychodząc słyszała jak Joel zaprasza Williama na partyjkę.
Idąc korytarzem minęła Carmen i Sigrid z którymi wymieniła uściski. Reszta wampirów przemknęła obok niej rzucając głośne "cześć" bądź "witaj" .
Nagle , zza drzwi wyłonił się Tom. Oparł się o framugę i uśmiechnął.

-jak się masz? -zapytał

-dziękuję, bardzo dobrze, a jak twoja drzemka?

-może być , ale bardzo zgłodniałem

Zapadła cisza.

-wybacz , wiem że nie lubisz o tym myśleć -powiedział

-nie, nie przepraszam, to głupie z mojej strony -czuła jak przyśpiesza jej tętno

-to bardzo ludzkie -uśmiechnął się - do zobaczenia później - i po chwili zniknął jej z oczu

Po kilku sekundach drzwi znów się otworzyły i stanął w nich on.
Ten jedyny.
Ten cudowny.
Ukochany.

Podeszli do siebie i objęli czule. Bill położył policzek na jej włosach. Sięgała mu do ramion.
Wziął ją pod brodę smukłymi palcami i pocałował . Zatopił dłonie w jej długich ciemnobrązowych włosach.
Znów czuła , jak pali ją ogień. Serce waliło jak oszalałe. Oddech przyśpieszył.
I gdy już myślała ze zakręci się jej w głowie , odsunął się delikatnie.

-Tęskniłem -wyszeptał

-ja także -odpowiedziała

Chwycili się za ręce i poszli korytarzem wgłąb zamku. Gdy weszli do salonu wszyscy już tam byli. Każdy z kimś rozmawiał.

-Zostawię cię , ale tylko na chwilę -pocałował ją w czoło i po sekundzie znalazł się przy Vegardzie i Samuelu.

Dziewczyna zauważyła , że przy odrobinie szczęścia Joel wygra rundę z Williamem. Zmarszczka na czole Jo świadczyła o tym, że ewentualna wygrana nie przyjdzie łatwo.
W końcu za przeciwnika miał wiekowego wampira. Nagle przy jej boku pojawiła się Carmen.

-jak się czujesz kochana?

-bardzo dobrze, dziękuje ci Carmen. Za wszystko

Wampirzyca uśmiechnęła się zadowolona.

-uwielbiam taki ruch -powiedziała - to sprawia ,że czuję się bardziej ludzka

-rozumiem cię , ja tez to lubię -odpowiedziała Madlen -mam nadzieję , że dzisiaj coś ustalimy -nerwowo ściskała palce

-spokojnie.. -Carmen położyła jej rękę na ramieniu

Kilka minut później wrócił Bill, obejmując Madlen w pasie. Carmen stanęła przy swojej siostrze Mii i jej partnerze Louisie.
Tom zajął miejsce obok Billa i uśmiechnął się do dziewczyny przyjaźnie.


Cichły ostatnie rozmowy.
Gdy już wszyscy byli wpatrzeni w wampirzych bliźniaków, Bill przemówił.

-Cieszę się widząc was wszystkich.... Wilkołaki - skinął głową w stronę grupy ludzi, okazując szacunek-oraz wampiry-powtórzył gest -nawet
nie wiecie co czuję wiedząc że stoicie tutaj , cali i zdrowi....Jednak to co przeszliśmy przez ostatnie miesiące , jest niczym w porównaniu
z tym,co nas czeka. Idą ciemne czasy. Abir nie jest już sama w sobie zagrożeniem. W swojej pysze i pragnieniu władzy zbudziła istoty tak mroczne i silne iż tylko ja i mój brat, które owe istoty poznaliśmy osobiście , mamy świadomość zagrożenia..... Abir udała się do Indii by zbudzić prastarszych i niestety udało jej się to z
powodzeniem.

Wilkołaki które nie miały pojęcia o czym mowa ,stały słuchając i patrząc się po sobie, raz po raz wzruszając ramionami. Większość wampirów miała podobne reakcje , jedynie Carmen zakryła usta dłonią ,a William zatrzymał kieliszek z krwią w połowie drogi do ust.

-wybacz nam -zabrał głos Eric Hamillton ,jeden z wilkołaków u którego boku stała żona Rose -ale nie mamy pojęcia o kim mówisz

-nie dziwi mnie to -odparł Bill -niewielu o nich słyszało, cóż sami tego chcieli. Mówię o Bahirze , wampirze który liczy ponad dziewięć tysięcy lat i jego dwóch pozostałych braciach których sam uczynił nieśmiertelnymi, Ammarze i Tahirze. W czasach swej świetności byli niczym bogowie, dla ludzi którzy ich czcili. Przez setki lat pojawiali się w różnych miejscach i sprawiali ,że ludzie z ochotą sami oddawali się im w ofierze. Nikt nie wie dlaczego zaprzestali swych działań. Znałem całą trójkę , jak i mój brat przez pierwsze tysiąclecie naszego istnienia. -przerwał na chwilę i poczuł jak dłoń Madlen zaciska się lekko na jego własnej. Po chwili wznowił opowieść. - Abir, przekonana że budząc braci zyska sprzymierzeńców , nie myliła się. Stanęli ku jej boku i jestem pewny że zwołają tych , którzy z pewnością nie odmówią im pomocy.

-skąd o tym wszystkim wiesz? -zapytał Joel

-Poczułem -odpowiedział Bill - dzisiaj , w trakcie dnia...... poczułem to ja, jak i mój brat, że starszyzna zbudziła się ze snu. Nie wiem jak dokładnie to działa ,ale podejrzewam
że z wiekiem , między starszymi wampirami zaczyna się tworzyć pewnego rodzaju więź. Czujemy gdy ktoś się budzi, możliwe że poczujemy gdy ktoś będzie umierał... Oczywiście w tych okolicznościach jakie nastały ,zrozumiem jeśli ktoś odejdzie, nawet wszyscy.

Joel od razu wyszedł o krok do przodu.

-Ja nie odchodzę -rzekł dumnie - byłem z wami od początku i zostanę do samego końca - spojrzał na pozostałych, jakby rzucał im wyzwanie

Wszyscy zaczęli kiwać głowami na znak zgody.
Eric zabrał głos.

-myślę ,że mogę mówić w imieniu naszej grupy - spojrzał na znajomych z wioski wilkołaków z nadzieją w oczach, czuł że ma poparcie - My zostajemy, będziemy walczyć

-Dziękuje wam -rzekł Bill -dziękuję wam wszystkim

Wampiry tez zaczęły deklarować swoje oddanie. Nikt z zebranych nie odszedł.

-więc kiedy ruszamy? -zapytał dziarsko Jo

Tom uśmiechnął się zadowolony , on jak i Joel rwał się bitki.

-Nie tak prędko -odpowiedział mu - wszystko trzeba ustalić , zorganizować, poza tym większe będziemy mieć szanse , kiedy stopnieje śnieg

-ale Abir z tymi całymi braćmi, w tym czasie będą organizować prawdziwy batalion! -uniósł się Joel

-bez obaw -uspokoił go Tom - my też nie będziemy siedzieć bezczynnie

Eric wyszedł kilka kroków w kierunku Toma.

-znam kilka wiosek ,podobnych do naszych -powiedział - może uda nam się tam zwerbować kilka osób , zawsze to dodatkowe wsparcie

-doskonale - odpowiedział mu Bill

Na twarzach zgromadzonych pojawiła się nadzieja.

Powoli zebranie zaczęło się przerzedzać i rozchodzić. Po ustaleniu najważniejszych rzeczy, każdy pragnął spędzić wieczór na swój sposób.
Joel wrócił do partii szachów z Williamem ,a Kira z Patrykiem znowu gdzieś się zaszyli. Wampiry ruszyły na nocne łowy , a pozostałe wilkołaki zamknęły się w swoich pokojach
i oddały przyjemnościom.

Madlen wymknęła się przed końcem zebrania i poszła do ogrodu zimowego, który Carmen zbudowała przy jednej z komnat zamku. Usiadła na białej żelaznej ławeczce i obserwowała strugi deszczu.

Bill stanął przy niej i odgarnął jej włosy do tyłu. Pochylił się i pocałował ją w szyję.

-o czym myślisz ? -zapytał

-o tym że jestem bezużyteczna -powiedziała wciąż wpatrując się w okno

Bill nie krył zaskoczenia.

-dlaczego tak mówisz? wcale nie jesteś be...

Nie pozwoliła mu skończyć ,wstała gwałtownie i odsunęła się od niego.

-jestem! - podniosła głos -jestem .... jestem tylko słabym, bezużytecznym człowiekiem. Jak niby mam wam pomóc w walce?

- w walce? chyba nie myślałaś że puszcze cię do Rumunii?

-Jakbyś mógł mnie powstrzymać! -żachnęła się -Joel na pewno mi nie odmówi

-tego jestem pewny -Bill nie krył wściekłości

Madlen podeszła do niego i chwyciła za chłodną dłoń. Przyłożyła ją do swojego policzka i zamknęła oczy. Poczuła jego wargi na drugim.
Spojrzała mu w oczy i powiedziała

-zmień mnie......zmień mnie w jedną z was


Oczy Billa zajaśniały dzikim blaskiem. Czekała na odpowiedz z tłukącym sie sercem w piersi.




"I to Twoja miłość jest tym, dlaczego żyję. Wielka miłość wypełniająca mnie w środku
Jesteś tym, kogo szukam. A ja jestem Twoja na zawsze"


Magodzianka
  • awatar charlienka: Wchodziłam na twojego bloga parę razy dzisiaj i nie ogarnęłam tego, że jest nowy odc. Dopiero jak przeczytałam wiadomość od cb... Gapa ze mnie :P Odcinek powalający, a końcówka... Ahhh!! Pisz szybko, jestem ciekawa co zrobi Bill.... :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
18. "Uczucie"

W TYM ODCINKU RÓWNIEŻ POJAWIAJĄ SIĘ NOWI BOHATEROWIE!!!!!
PRZYPOMINAM ŻE OPISY BOHATERÓW ICH ZDJĘCIA ZNAJDZIECIE TUTAJ : bloodyprincebohater.pinger.pl/ LINK ZNAJDUJE SIĘ RÓWNIEŻ PO PRAWEJ STRONIE.
JAK ZWYKLE PROSZĘ O KOMENTARZE I MIŁEGO CZYTANIA!


DO SŁUCHANIA:




Biegła wielkimi ,pięknie rzeźbionymi schodami w dół, wpadła do salonu gdzie nagle ucichł gwar zebranych.
Przez chwile spojrzała na nich zapłakanymi oczami, by po kilku sekundach wybiec z zamku na zalany deszczem dziedziniec.
Joel zaczął iść w jej kierunku lecz Carmen zatrzymała go, chwytając za ramię.
Nagle niczym wicher , przez salon przebiegł Bill, zatrzasnął za sobą olbrzymie drzwi do zamku i przystanął za nimi.
Widział jak Madlen klęczy przy wielkiej fontannie, deszcz spływał po jej ciele , cała się trzęsła , lecz wiedział że nie sprawiał tego jedynie chłód. Zszedł po schodach powoli i zatrzymał się kilka metrów od niej.

Poczuła jego obecnośc, wiedziała że tu jest i że się jej przygląda. Wstała i wyprostowała się dumnie, mimo iż ból jaki ogarnął jej ciało
,ledwo jej na to pozwolił.


Widziała jego twarz, tak bardzo ukochaną przez nią twarz... i gdy już myślała że kolejna fala bólu zwali ją z nóg ,przemówił.

-Wybacz mi...-powiedział głośno ,ale delikatnie

Nie mogła zrozumiec o czym on mówi.

-Co mam ci wybaczyć? -odpowiedziała

-Wszystko.....wszystko co ci zrobiłem. To że cię w sobie rozkochałem..

-to nie twoja wina -przerwała mu czując ukłucie złości w sercu

-ale moją winą jest , że dałem ci uwierzyć że ja nie jestem zakochany w tobie

-a nie jest tak?

-nie....

Nie wiedziała co myśleć. Zaczęła lekko drżeć. Bill podszedł do niej bliżej.

-wybacz że cię zraniłem, zraniłem tak bardzo, że byłaś gotowa narazić własne życie. Wybacz ,że nie byłem przy tobie
, że nie mówiłem ci tego jak bardzo jesteś dla mnie ważna, wybacz że cię zdradziłem

-nie rozumiem

-Abir, ona ....pewnej nocy....ja, musiałem....

-rozumiem -wyszeptała

-i nienawidzę siebie za tamtą noc,nikt nigdy nienawidził siebie bardziej niż ja w tamtej chwili

-więc przestań, przestań siebie nienawidzić -powiedziała

Podszedł do niej jeszcze bliżej, wziął jej dygocącą dłoń w swoją, spojrzała w jego piękne ,ciemne , jaśniejące oczy , uśmiechnął się zalotnie.


-kocham cię -powiedział dotykając jej policzka

-kocham cię - odpowiedziała i znów poczuła jego chłodne usta na swoich

Lodowaty deszcz nie był w stanie zgasić ognia w jej sercu.

___________________________________________________________


Zatłoczone ulice wschodnich Indii roiły sie od ludzi. Zapachy tysiąca przypraw i ziół, potu i krwi... krew. Pulsująca w żyłach milionów osób.
Lecz nie targi były jej celem, nawet nie ludzie pełni czerwonego płynu. Jechała dalej, wraz ze swoją świtą.
Abir, ubrana w zwiewną czerwoną suknię siedziała z tyłu wielkiego luksusowego samochodu. Jej czarne długie włosy spadały kaskadami na plecy i ramiona.
Obok niej siedziała Mekare. Miała smutny, zamyślony wzrok. Prowadził Traian, obok niego inny sługa , dwójka wampirów -ochroniarzy siedziała na przeciwko Mekare i Abir.

-niedługo będziemy na miejscu, to bardzo ważne Mekare- powiedziała poważnym tonem do przyjaciółki

-taak...-odpowiedziała zamyślona

-Och daj spokój, ciągle przeżywasz tą ich ucieczkę? Zobaczysz jeszcze będziesz miała Toma tylko dla siebie -zaśmiała się szyderczo -Nie uciekli nam na długo. Teraz musimy się skupić kochana. Od powodzenia naszej misji zależy czy mój plan sie uda

Resztę drogi pokonali w ciszy. Traian zatrzymał samochód na skraju dżungli. Wszyscy wysiedli i spojrzeli na Abir.

-Za mną -rzuciła i pognała w głąb ciemnych drzew.

Biegli i biegli nieprzerwanie. Słyszeli jak tysiące stworzeń ucieka przed nimi w popłochu. Nagle wyłoniła się przed nimi ogromna budowla , cała porośnięta dzikimi lianami i roślinami. Weszli powoli do środka . Było ciemno i zimno ale widzieli dobrze. Pozwalały im na to ich wampirze oczy. Abir ku zaskoczeniu pozostałym zachowywała sie,
jakby doskonale wiedziała gdzie iść. Weszła do największej z komnat i nacisnęła ogromną gwiazdę na jednej ze ścian,później następną i następną. Natychmiast pojawiło się przejście prowadzące w dół. Pewnie zeszła po schodach, pozostali zrobili to samo. Będąc na dole kazała Traianowi zapalić wszystkie pochodnie. Jak kazała tak zrobił. Ich oczom ukazał się wielki sarkofag. Stali przerażeni, jedynie w oczach Abir widać było zachwyt. Szybko podeszła do sarkofagu i z ogromną siłą go otworzyła. Gdy opadł kurz ,zapanowała cisza. W środku leżał z zamkniętymi oczami mężczyzna. Starszy od nich wiekiem,co było widać po twarzy. Był również jak oni wampirem. Jednym z najstarszych.

-jeśli Bill i Tom mają około cztery tysiące, Ozer miał sześc , to ile on ma? -pisnęła cicho Mekare

-Mówią ,że około dziewięciu -odpowiedziała z podziwem Abir

Nagle , mężczyzna otworzył oczy i rzucił się na jednego z ochroniarzy.
Mekare przywarła do ściany a Abir zaczęła głośno wrzeszczeć.

-Panie! Panie!!!! Daruj nam życie!-krzyczała

Wampir odwrócił głowę, wyprostował się i podszedł do niej.

-dlaczego mnie obudziliście?!-zapytał mocnym głosem. Jego ręka niebezpiecznie zmierzała ku gardłu Abir

-Wierzę panie, że to co mam ci do zaproponowania wynagrodzi ci twe nagłe zbudzenie -na jej ustach zagościł tak dobrze znany chytry uśmieszek

Wampir uniósł brew z zaciekawieniem.

-Słucham cię więc -odpowiedział

Abir wiedziała , że teraz wszystko musi sie udać.

______________________________________________________________________


Bill chwycił przemoczoną i zmarzniętą Madlen i w ramionach zaniósł ją do zamku. Lecz nie wszedł głównymi drzwiami. Chciał uniknąć ciekawskich oczu.
Zauważył swojego brata w jednym z okien wieży i uśmiechnął się delikatnie. Wiedział że Tom , na pewno to zobaczy.

Przyciskała twarz do jego torsu, czuła jego oszałamiający zapach. Nie przeszkadzało jej to, iż był zimny i twardy. Czuła się taka szczęśliwa.
Gdy weszli do jednej z komnat, ostrożnie postawił ją obok siebie.

-Tam jest łazienka, dam ci chwilkę -powiedział uśmiechając się

Odwzajemniła uśmiech i zniknęła za drzwiami.
Serce znów zaczęło walić jej jak szalone.

Po kilku chwilach wyszła z toalety owinięta jedynie ręcznikiem.
Bill stał przy oknie obok łóżka.

-Nie mam nic na zmianę -powiedziała delikatnie

Uśmiechnął się. Podeszła do niego powoli. Deszcz spływał kaskadami po szybie. Objął ją w pasie i przysunął do siebie. Pocałował ją w szyję , słyszał jak wali je serce.
Czuł zapach jej krwi , taki słodki... lecz nie interesował go w ogóle. Pocałował ją namiętnie, jednocześnie zrzucając ręcznik na podłogę.

_____________________________________________________


Gdy już wszyscy sie uspokoili , Abir kontynuowała swoje wywody.

-Bahirze..... największy z wampirów... wysłuchaj mnie spokojnie, a zobaczysz że to co mówię i mam ci do zaoferowania, jest propozycją wręcz nie do odrzucenia

Po chwili ciszy stary wampir przemówił.

-słyszałem o tobie...Abir...może i śpię od tysięcy lat ,ale słyszę co się dzieje nade mną. Słyszę inne wampiry...poza tym poznałem Ozera , przyjmij mój wyraz smutku z powodu jego śmierci. Był mi niczym syn.

Czarnowłosa wampirzyca skłoniła się nisko w podzięce.

-Mów więc ,co cię sprowadza , niemniej jednak,coś podejrzewam

Abir nie marnując chwili, mówiła o rzeczach które wydarzyły się od czasu ,gdy Ozer uratował jej życie i zamienił w wampirzycę . Mówiła długo, a czasu mieli wiele.
Opowiadała o Marcusie, którego Bahir też zdążył poznać i o jego bracie Nazirze, którzy zmienili swe imiona na "Bill" i "Tom" by dopasowac się do współczesnego świata.
Mówiła o wydarzeniach sprzed kilku wieków kiedy to Bill chciał uratować cięzarną kobietę i jej wampirzego kochanka. Mówiła o aktualnych wydarzeniach, o Madlen , o wilkołakach
oraz batalii kilkunastu wampirów i sprzymierzonych im wilkołaków by przeciwstawić się jej planom.

-Tak więc... potrzebuję pomocy- dodała na koniec

Bahir przechodził się tam i z powrotem. W końcu zabrał głos.

-Przez lata obawiałem się tego.... wampiry pomagające ludziom, co gorsze wampiry zawierające sojusz z wilkołakami! Naszymi naturalnymi wrogami! Dawno temu
w czasach tak bardzo odległych, ludzie służyli mi wszystkim co mieli. Byłem uważany za boga, bali się nas , szanowali nas. A wilkołaki ukrywały się ,samotnie spędzając dni swego życia , nie śmiąc sie nas zaatakować. Za długo spałem. To wszystko zaszło za daleko!

Uderzył pięścią w ścianę ,aż wszystko się zatrzęsło.
Abir delikatnie położyła dłoń na jego ramieniu.

-Bahirze, pozwól - chwyciła w swoją dłoń jego własną -ja nie zapomniałam co jest ważne, wciąż wyznaje stare wartości. Możemy się ich pozbyć i znów , jak za dawnych czasów
ludzie będą ci służyć.

Wampir uśmiechnął się do niej ,szczerze zachwycony jej urodą i słowami które wypowiadała.

-Chodźcie za mną -rzekł do pozostałych i trzymając Abir pod ramię przeszli do sąsiedniej komnaty. Znajdowały się tam jeszcze dwa inne sarkofagi.

-To moi bracia Tahir i Ammar, sam ich stworzyłem...- dwoma uderzeniami sprawił że sarkofagi pękły, a oczom pozostałym ukazały się sylwetki jakże różnych od siebie braci.
Jeden był trupio blady i miał długie , białe włosy, drugi miał włosy ciemne . W jednej chwili ,obydwoje spojrzeli na zgromadzonych przed nimi ,oraz na brata.
Wyszli spokojnie ze szczątków sarkofagów i stanęli przed Bahirem. Przywitali się w języku nieznanym reszcie.
Po kilku minutach rozmowy Bahir wyjaśnił młodszym braciom , cel ich zbudzenia. Oboje skłonili się przed Abir i Mekare.

-Zostaniesz królową ludzi -rzekł Bahir z uśmiechem ,zwracając się do Abir.
Na jej twarzy rozgościł najpiękniejszy uśmiech.

_________________________________________________________



Myślała że śni. Tak to musi być sen, pomyślała. On tu jest, obok niej. Piękny, nagi , obejmuje ją i całuje we włosy. Jest tutaj i kocha ją.

-Nie chcę się budzić -powiedziała

-To znaczy?

-Nie chce sie budzić z tego pięknego snu...

Wziął ją pod brodę i spojrzał w jej oczy.

-Nie śnisz... to ja mam wrażenie że śnię.. Czuję się.... jeszcze nigdy tak się nie czułem... obudziłaś stare, wampirze serce. Na zawsze już jest twoje.

Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę , aż w końcu mocno wpiła się w jego usta. Znów poczuła ogień.


"I czy kiedykolwiek mówiłam ci jak wiele dla mnie znaczysz ?Oh jesteś dla mnie wszystkim "


Magodzianka
  • awatar charlienka: No nie mogę! Cieszę się że nareszcie Bill i Madlen są razem :) Abir coraz bardziej mnie wkurza... :P Życzę weny!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
17."Podstęp"

PRAWIE CZTERY MIESIĄCE PRZERWY!!!!!!!!!!!!!!
WIEM CO MI SIĘ NALEŻY .........CHŁOSTA............
ALE MUSICIE MI WYBACZYĆ , ZAJĘCIA I BĄBEL ŻNIWO ZBIERAJĄ
LATEM BĘDZIE LEPIEJ , NIE WIEM CZY KTOŚ TO CZYTA, JEŚLI NIE
TRUDNO ,PISZĘ TEŻ DLA SIEBIE.


W TYM ODCINKU RÓWNIEŻ POJAWIAJĄ SIE NOWI BOHATEROWIE
ICH ZDJĘCIA I OPISY ZNAJDZIECIE TUTAJ : bloodyprincebohater.pinger.pl/
JAK ZWYKLE PROSZE O KOMENTARZE I MIŁEGO CZYTANIA!


DO SŁUCHANIA:




Stali obok kominka w którym trzaskało drewno, Bill wcale nie wyglądał na uradowanego. Wieści które zdaniem Toma były dobre pod tytułem "nie wszystko idzie po jej myśli" nie okazały sie wcale takie świetne.

-Tom...- zaczął Bill - Mekare powiedziała ci iż Abir wie, że Madlen wraz z Joelem jest w Rosji i szuka sprzymierzeńców . Co w tym dobrego?

-Jak to? -zdziwił się- dzięki temu ta zołza już nie jest taka pewna swej przewagi

-mylisz się, dopiero teraz jest jej wręcz całkowicie pewna, wie gdzie jest Madlen, wie gdzie zaatakować , ona ,Jo i ci którzy są z nimi......grozi im śmierć. Abir nie dotrzyma
umowy..

-Skąd wiesz? Może wręcz przeciwnie..

-Ma ją jak na talerzu Tom, tak jak i mnie, znam ją

-więc co zamierzasz?

-uciec, jeszcze tej nocy, skoro umowa juz nie zobowiązuje...

-Nie możesz! -Wrzasnął Tom

Bill stanął zszokowany,lecz po chwili uśmiechnął sie krzywo.

-boisz się...boisz się że Abir się wścieknie i nie będziesz mógł już pieprzyć się z jej przyjaciółeczką!

Tom chciał coś odpowiedzieć ,ale się powstrzymał. Nastała cisza. W końcu przemówił.

-Bill , to już nie tylko pieprzenie... tak mi się wydaje

-wydaje? A ja jestem wręcz pewny że cos do niej czujesz.... do wroga Tom!

-wiem! -wrzasnął -wiem......nic na to nie poradzę

-Tom nie mogę jej zostawić...

-wiem to.... dlatego idę z tobą

-co?

-a co myślałeś? Jesteś moim bratem, jesteś dla mnie najważniejszy

Bill uśmiechnął się szeroko , Tom również odpowiedział uśmiechem.

-dzisiaj? -zapytał ponownie Tom

-dzisiaj -kiwnął głową Bill

Tom podszedł do drzwi i zniknął zamykając je za sobą. Poszedł do Mekare ,ten ostatni raz.
______________________________________________________________________________________________


Abir siedziała przy kominku na starej złoconej sofie. Krew znów spływała z jej warg.


Czy ona nigdy nie może uważać gdy ich zabija?-pomyślała Mekare gdy przechodziła obok niej. Nagle do komnaty wszedł Traian , wampir i wierny sługa Abir.

-Pani, otrzymaliśmy wiadomość iż posłańcy dotarli do Rosji, lecz jeszcze nie natrafili na ślad tej dziewczyny, wciąż szukają

-rozumiem...-powiedziała oschle

-ale jestem pewny że za kilka dni ją znajdą ! -dodał pośpiesznie Traian

-och, tego jestem pewna -machnęła lekceważąco dłonią -mamy teraz inne rzeczy na głowie
Wstała powoli i wytarła twarz w leżącą obok chusteczkę.

-Co planujesz? -zapytala Mekare

-czeka nas mała wyprawa moja droga - odrzekła siadając z powrotem na sofie - wybieram się do Afryki i Indii, chcę przeciągnąć na naszą stronę starszyznę.

-Chcesz obudzić starszych?! -zawołała Mekare z przerażeniem w głosie - A co jeśli cie nie posłuchają , jeśli będą przeciwko Tobie?

-uwierz, po tylu setkach lat ich głód przyćmi choćby najlżejsze tchnienie współczucia dla rasy ludziej, tym bardziej dla wilkołaków i zdrajców. Ta cała zbierająca sie banda pod
sztandarem tej ludzkiej miernoty , będzie bez żadnych szans. -zaśmiała się cicho

Mekare wiedziała, że gdyby jej serce mogło bić z ludzką szybkością , waliłoby teraz jak szalone. Lecz była wampirzycą , a jej serce biło, nieprzerwanie, w tym samym wolnym praktycznie niewyczuwalnym tempie.

-wyjeżdżamy za dwa dni -rzuciła od niechcenia Abir -powiadom naszych panów -uśmiechnęła się blado

Wysoka blondynka opuściła pokój.

_____________________________________________________________________________________


Gnali przez las. Madlen kurczowo trzymała się Joela który był teraz pod postacią olbrzymiego ,humanoidalnego wilka. Przed nimi, jak wiatr, gnali Władymir, Swietłana i Siergiej.
Nagle wszyscy zatrzymali się gwałtownie.

-CO SIĘ STAŁO?! -wrzasnęła Madlen ,próbując przekrzyczeć wiatr.

-Jesteśmy na miejscu -odpowiedziała Swietłana

-Jesteśmy w szczerym polu -odrzekł Joel gdy już powrócił do postaci człowieka

-i o to chodzi -rzekł Władymir -wampiry które poznacie są co prawda naszymi przyjaciółmi, ale nie są zbyt ufni, niech poczują się komfortowo

Mina Joela zdradza jego myśli dotyczące tego ,czy można w takim miejscu czuć się komfortowo. Ale nie minęło dużo czasu a kilkanaście metrów od nich, przy brzegu lasu zamajaczyły sylwetki trzech postaci.

-To oni -uśmiechnął się Siergiej -Akim, Abram i Aurora - to ostatnie imie wymówił z błogością , wszyscy na niego spojrzeli

-nie zapędzaj się przyjacielu -ostrzegł go Władymir -to żona Akima

-wiem ,wiem -odrzekł pośpiesznie Siergiej

Wampiry zbliżały się ostrożnie, w końcu jakieś cztery metry przed nimi zatrzymały się.
Madlen zaczęła trząść się z zimna więc Jo objął ją ramieniem. Wysoką temperaturę zawdzięczał swojemu wilkołactwu.

-Witajcie przyjaciele! -zaczął Władymir - ogromnie się ciesze że przyszliście nam na powitanie

-my także się cieszymy- odrzekł spokojnie Akim -powiedz , co was sprowadza, ostatnio słyszymy wiele pogłosek, coś się zbliża..

-owszem masz rację, już wszystko ci tłumaczę

Władymir zaczął opowiadać wszystko to co powiedziała mu Madlen, przedstawił ją i Joela. Mówił o wszystkim co mu powiedziała , zaczynając od obrazów które wykradła z uczelni,
o zabiciu przez nią wampira który przyszedł je odzyskać dla malarza Nikosa, mówił o zabiciu Nikosa przez Ozera gdy ten wyruszył wymierzyć sprawiedliwość na Madlen, gdy Bill postanowił jej pomóc, o planie Ozera i jego śmierci podczas pierwszej bitwy na terenie jego zamku w Kanadzie, o przymierzu z wilkołakami i zemście Abir, o dziele które chce skończyć za swojego męża.

I gdy tak opowiadał, Madlan nagle uświadomiła sobie , ile czasu już minęło ... nie obchodzili świąt ani nowego roku, zaczął się już luty. Przypomniała sobie dzień w którym ukradła obrazy, tak gorący ,czerwcowy dzień w pięknym Krakowie.
Z zadumy wyrwał ją głos Akima.

-więc mówisz, że Abir zbiera armię , chce zabić ją -wskazał podbródkiem na Madlen -jemu podobnych -tu kiwnął na Joela - i nas. A z ludzi zrobić swoich niewolników ..
Już dawno to podejrzewałem, albo ona albo Ozer. Jego już nie ma ,ale ta piekielna żonka jest jeszcze gorsza. Cóż, nie zostaje nam nic innego jak przyłączyć się do was.

-Świetnie ! -klasnęła w dłonie Swietłana - myśleliśmy jeszcze o Kryminie , Sunecie i Alku

-możecie o nich zapomnieć , już od lat ich tutaj nie ma -rzekł Abram - przenieśli się do wschodnich Chin i prawdę mówiąc nie zdziwiłbym się, gdybym ich zobaczył w orszaku Abir

Swietłana spochmurniała .

-Szkoda ...

Madlen zaczęła dygotać i po chwili można było usłyszeć podzwanianie jej zębów.

-dobra ludzie, zaprowadzcie nas do jakiegoś domku bo ona zaraz zamarznie! - zawołał Joel

Wszyscy skinęli głowami na zgodę.

-Za mną -zawołał Akim

Joel zmienił sie w wilka i wziął na grzbiet Madlen. Po kilkunastu minutach byli na miejscu w głębi lasu znajdował się uroczy domek. Szybko weszli do środka.
Dziewczyna poczuła jak przyjemne ciepło rozlewa sie po jej ciele.

_______________________________________________________________


Mekare stała przy oknie w swojej sypialni. Miała na sobie czarny top bez ramiączek i spodnie. Długie ,blond włosy związała w koński ogon.




-Wyglądasz oszałamiająco -wyszeptał jej do ucha Tom

Już po chwili całowali się namiętnie.

[...]

Kilka godzin później , leżąc i tuląc się wzajemnie Mekare przerwała ciszę.

-Tom muszę ci o czymś powiedzieć

-tak? -spojrzał na nią z zaciekawieniem

-nie powinnam tego mówić, ale powiem, bo juz nic mnie nie obchodzi... Mówię tu o Abir... ona, ona wysłała za Madlen gońców, złamała umowę..

Tom spojrzał w sufit. "Ma rację, Bill się nie mylił" pomyślał.

-Jest coś jeszcze - ciągnęła Mekare - za dwa dni wyruszamy do Afryki i Azji, chce obudzić starszych

Tomem wstrząsnęło.

-Mekare... -zaczął powoli - na czym ci zależy, ale tak na prawdę, co jest dla ciebie ważne?

-Ty -odpowiedziała szybko - wiem, wiem że ty nie, ale dla mnie teraz najważniejszy jesteś ty , mam już wszystkiego innego dosyć

Tom mocno ją pocałował przerywając jej.

-Ty dla mnie też -uśmiechnął się -pamiętaj , cokolwiek sie teraz stanie, cokolwiek się wydarzy jesteś dla mnie ważna ,zależy mi na tobie

Wstał i zaczął się ubierać , za oknem już zmierzchało.

-Zaufaj mi

Mekare kiwnęła głową.
Pocałował ją jeszcze raz i wyszedł.

[...]

Wszedł do pokoju Billa bez pukania , ten odwrócił się szybko. Powtórzył mu wszystko czego dowiedział się od Mekare bez zaczerpnięcia choćby tchu.

-musimy iśc, juz , teraz

Tom nie protestował.

-jak?

-oknem -odrzekł Bill

Wzieli rozbieg i jednocześnie wyskoczyli z komnaty rozbijając okno. Spadali w dół, aż w końcu gładko wylądowali na stromej górce u podnóża zamku. Z zawrotną predkością pognali
w czarny już las, na niebie jaśniały gwiazdy i księżyc. W głowie Billa tłukła sie jedna myśl "Madlen" . Za sobą zostawili zamek i wściekłe krzyki Abir.

_____________________________________________________________________________


Gorąca kąpiel w wielkiej drewnianej beczce była ostatnio jedyną przyjemną rzeczą dla Madlen w ostatnim czasie. Dom Akima, Abrama i Aurory był niewielki ,ale bardzo przytulny i
wygodny. Już zamykali drzwi , by udac się w podróż powrotną na zamek Carmen , gdzie wszyscy mieli się spotkac, gdy nagle wszyscy zamarli.

-co sie dzieje? -wuszeptała Madlen

-obce wampiry, nie znam ich zapachu , jest ich troje- powiedział Władymir

Joel łypał na prawo i lewo , Madlen usiadła na jego wielkim włochatym grzbiecie.

-Musimy iść , jeśli zaatakują nas w biegu będziemy się bronić, Joel uważaj na Madlen - powiedziała Aurora , wilk skinął łbem

Puścili się biegiem . Już po kilku minutach wysłannicy Abir zaatakowali. Walka z góry była przesądzona , na każdego wampira królowej, przypadało dwoje zaprzyjaźnionych .
Biegli tak chyba z kilka godzin, Madlen czuła jak mięśnie Joela zaczynają delikatnie drżeć ze zmęczenia. Po kilku chwilach dotarli do jakiegoś miasta , okazało się że są w dosyć dużym mieście lecz nie na tyle by znajdowało się w nim lotnisko. Był dzień więc wszystkie wampiry były osłabione , słońce co prawda nie mogło ich zabić ale sprawiało że tracili swoje siły. Musieli czekać aż do wieczora. Wsiedli do pociągu i ruszyli ku większemu miastu. Z peronu wzięli dwie taksówki i pojechali na lotnisko. Władymir i Akim dysponowali dużymi kwotami więc wykupili wszystkim bilety. Madlen obawiała się odprawy ale wszystko poszło ku jej zdumieniu gładko. Już po dwóch godzinach lecieli w stronę New Castle w północnej Anglii.

[...]


-Madlen! Madlen obudź się -wołał Joel -już jesteśmy na miejscu

Dziewczyna wstała niezdarnie. Powoli wyszła z samolotu. W hali przylotów była masa ludzi.

-Jak się dostaniemy do zamku Carmen? To trzy godziny drogi stąd!

-Spokojnie - uśmiechnęła się Swietłana - Akim właśnie załatwia nam pojazd

Madlen nie chciała znać szczegółów tego załatwiania, zależało jej na tym by dostać sie na zamek.
Po kilkunastu minutach czekania na mroźnym powietrzu, zatrzymało się przed nimi duże auto na dziewięć osób.

-Zapraszam! -zawołał uradowany Akim

Jo rzucił torby do bagażnika i usiadł obok Madlen. Ta znów , opierając się o ramie Joela, zapadła w sen.

[...]

Obudziła się gdy już dojeżdżali. Czuła się wypoczęta rześka. Uśmiechnęła się na widok zamku, a gdy tylko zobaczyła przy bramie Carmen, wysiadła z samochodu.

-Witajcie! Witajcie wszyscy! Władymirze, Swietłano i Siergieju, jak dobrze was widzieć! -uściskała ich mocno - Akimie, Abramie ,Auroro jestem wam tak bardzo wdzięczna! -ich również wyściskała. Zwróciła się w kierunku Madlen i Joela. -Spisaliście się na medal. A teraz zapraszam wszystkich do środka , pozostali już czekają. -chwyciła Madlen za ramię - a dla ciebie jest specjalna niespodzianka - uśmiechnęła się zagadkowo i otworzyła ogromne drzwi.

Malden spojrzała na Joela ,ale ten wzruszył ramionami w geście iż nie wie o co chodzi.

Jak powiedziała Carmen tak było. W ogromnym salonie byli wszyscy tak jak się umówili kilka tygodni temu. Była Kira ,piękna blondynka , siostra Joela którą w objęciach trzymał jakiś nieznany Madlen i Joelowi wysoki czarnowłosy mężczyzna. Był Eric z żoną i pozostałe wilkołaki z Kanady. Były i wampiry, siostra Carmen, Mia ze swoim chłopakiem Louisem, ich brat Stephen z narzeczoną Agnes , William z przyjacielem Samuelem ze Stanów , Vegard i jego dziewczyna Sigrid z Alaski ,oraz Sammy, Curt,Jessie i Kyle czwórka przyjaciół Williama zawsze trzymająca się nieco na uboczu. Wszyscy zaczęli się witać i ściskać.

-Joel, Madlen przedstawiam wam Patryka -powiedziała Kira - to mój narzeczony

-Narzeczony? -wybąkał Joel - a ...ale jak to?

-poznaliśmy sie w naszej wiosce , Patryk jest nowy, pomogłam mu się zaaklimatyzować i jakoś tak wyszło że się zakochaliśmy- Kira zaczęła chichotać

-no właśnie widzę ....- mruknął Joel -Ale gratuluję ! - i uściskał siostrę -będę miał go na oku -szepnął do Madlen .

Dziewczyna znów poczuła się szczęśliwa, wykonała misję , teraz mogła spędzić trochę czasu z tymi którzy byli dla niej tak bardzo ważni. Nowo przybyli czuli się lekko
spięci w towarzystwie tylu wilkołaków ,ale z pomocą przyjaciól szybko się przełamali. Najszybciej i bez żadnego oporu udało się to Swietłanie. Już po kilku minutach wdała się
w gorącą i miłą dyskusję z paczką wilkołaków.

-Madlen, mogłabym cię prosić? -Carmen położyła jej dłoń na ramieniu -chodź za mną

Wyszły z salonu , dziewczyna podążała za wampirzycą coraz wyżej ogromnymi schodami.

-Czy coś sie stało Carmen? -zapytała

-i tak i nie. -Kobieta zatrzymała się przed drzwiami prowadzącymi do jednej z sypialni. -Oprócz nowych gości reszta wie że tu są , nie chciał pokazywać się tobie przy innych.

-ale kto?

Carmen zaczęła powoli schodzić w dól.

-po prostu tam wejdź -uśmiechnęła się

Madlen po chwili wahania nacisnęła klamkę i weszła do środka.

To co zobaczyła sprawiło że jej serce zaczęło niebezpiecznie szybko bić, poczuła ból w piersi.
Przy oknie stał on.... i jego brat.


-To może ja was zostawię - powiedział Tom i wyszedł szybko mijając zszokowaną Madlen.


Po chwili milczenia i patrzenia na siebie , Madlen poczuła jak po jej policzkach spływają gorące łzy. Bill podszedł szybkim krokiem , chwycił jej twarz w zimne dłonie i pocałował. Poczuła jego zimne wargi na swoich , które niemal paliły. Poczuła jak ją całuje i jak ona całuje jego. Poczuła jego język na swoim. Poczuła jak bucha w niej ogień.
Całował ją i nie puszczał. Kolejny pocałunek, kolejny pożar w niej wybuchał. W końcu wciąż trzymając jej twarz oderwał się od niej i spojrzał prosto w jej wielkie ,ciemne ,zapłakane oczy.



W jednej chwili wyrwała się z jego rąk i wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami.


"Jest tak wysoko , że ledwo mogę oddychać"


Magodzianka
  • awatar Bloody Prince: @pannacotta: Ciesze się ,że ci się spodobało! Jeśli można prosić daj mi jakiś namiar na siebie, nr gg może, by cię powiadamiać o newsach :)
  • awatar Gość: znalazłam wczoraj i od razu się zakochałam <3 tylko pisz częściej :D
  • awatar charlienka: O matko! Przez przypadek wpadłam na twojego bloga i mnie oczarował! Notka cudna... Błagam pisz więcej i szybciej.... Proszę.... :) Zapraszam na mojego bloga ( jeszcze nie tutaj) http://komm-und-rette-mich-bitte.blog.pl/ Czekam na nexta!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
16."Poszukiwania"

W TYM ODCINKU POJAWIAJĄ SIE NOWI BOHATEROWIE
ICH ZDJĘCIA I OPISY ZNAJDZIECIE TUTAJ : http://bloodyprincebohater.pinger.pl/
JAK ZWYKLE PROSZE O KOMENTARZE I MIŁEGO CZYTANIA!


DO SŁUCHANIA:



Pędzili przez las w zawrotnym tempie. Dookoła piętrzyły się zaspy czystego, białego śniegu. Ukryła twarz w gęstym futrze swojego przyjaciela lecz wiatr i tak znalazł drogę
do jej zmarzniętych policzków. Od kilku dni przemierzali lasy Rosji właśnie w ten sposób. Joel w postaci wilkołaka, Madlen uczepiona grubego futra na jego grzbiecie. Czuła pod sobą jak pracują jego mięśnie, czuła mimo wszystko bijące od niego ciepło. Tak bardzo się cieszyła że ma go przy sobie. Oddany przyjaciel, to więcej niż mogla sobie wymarzyć. Wiedziała jaki
mają cel podróży, odnaleźć inne wampiry i przekonać je do pomocy w walce z Abir i jej wojskiem. Lecz nie zapominała też o tym by uwolnić Billa i Toma z jej szponów. Mimo iż była przekonana
że on nic do niej nie czuje, ona nie mogła powiedziec tego samego. Wciąż miała przed oczami jego twarz, tak piękną i dobrą, oczy jak dwa diamenty... przywołała wspomnieniem
jego usta na jej czole, tak chłodne.. Nagle z zamyślenia wyrwał ją Joel hamując.

-Co jest Joel?

Chłopak zaczął się przeobrażać, więc Madlen odwrócila twarz. Rzuciła mu spodnie i kiedy sie odwróciła stał jeszcze nie do końca ubrany.


-myślę że tu będzie dobrze -odpowiedział

-dobrze na co?-zapytała

-na nocleg oczywiście . Już się ściemnia, powinnyśmy rozłożyć namiot

-oczywiście, wybacz , zupełnie wyleciało mi to z głowy -dziewczyna pośpiesznie zaczęła wyciągać pakunki

-w porządku, ja to zrobię , daj- był o niebo lepszy w rozstawianiu namiotu niz Madlen, więc po niedługim czasie wszystko było już gotowe

Mijał czas, wieczór stał się nocą, lecz sen uparcie nie chciał na nią przyjśc. W środku panowało ciepło. Joel swoją temperaturą zabijał mróz. Mimo iż nie siedzieli obok siebie
czuła jego żar. Za każdym razem kiedy spędzali czas w namiocie dzieliła ich niewidzialna granica. Wiedziała że Joel nie przekracza jej z szacunku do niej. Nie poruszał też
tematu Billa, wiedział jak bardzo on ją boli.
Nagle cisze przerwał Jo.

-jak się czujesz?

Oboje usiedli.

-dziękuję , w porządku, z takim kaloryferem jak ty, trudno zmarznąć -uśmiechnęła się

-tak, to prawda -odwzajemnił uśmiech

Twarz Madlen znów stężała.

-Jo...-zaczęła nieśmiało

-tak?

-wierzysz w powodzenie naszej misji? wierzysz ze w ogóle uda nam się kogokolwiek odnaleźć?

Trwało chwilę zanim Joel odpowiedział. Był zaskoczony tym pytaniem. Po raz pierwszy dziewczyna poruszyła ten temat i podała go w wątpliwość.

-jasne, oczywiście że tak. Owszem troche to będzie trwać, juz trwa, ale to dopiero dwa tygodnie Madlen, wiem że nam sie uda

Dziewczyna znów obdarowała go uśmiechem.

-Mogę cię o coś zapytać ?-chłopak wygrzebał się spod koca

-jasne

-może nie powinienem o to pytać...

-pytaj, jestes moim przyjacielem, możesz pytać o co chcesz - Madlen wspomniała przez chwile rozmowy o jej ojcu, do którego zadzwoniła tydzień po wyruszeniu do Rosji, był taki wystraszony,
wręcz przerażony,ale jak zwykle dało się go udobruchać choć w jednym procencie. Pamiętała rozmowy o Hugu , tak Hugo, jej przyjaciel, tak bardzo się od siebie oddalili. Rozmowa przez telefon
nie trwała zbyt długo, nie mogła mu wiele wyjawić, ale Hugo wiedział że chodzi o wampiry. Cała ta myśl zajęła jej tylko kilka sekund.

-chciałem się ciebie zapytać o to...... co.... jeśli wszystko się uda, wszystko potoczy sie dobrze , co będzie z tobą dalej?

-kiedys ja zadałam komuś takie pytanie -uśmiechnęła się- nie wiem Jo, nie wiem. Wolę o tym na razie nie mysleć

-a on?

-Bill?

-tak

Na chwilę zapadła cisza. Tak dawno nie wypowiedziała na głos jego imienia.

-pójdzie swoją drogą -odpowiedziała

-nie wierzę....

-w co nie wierzysz?

-że on ciebie nie....że on...

-Jo , ja jestem tylko człowiekiem, małym ,słabym człowieczkiem.

-Mylisz się, jesteś silna, dzielna i... piękna

-chyba pomimo futra , w biegu przemarzł ci mózg - zachichotała

Rzucił w nią poduszką. Śmiali się i rozmawiali jeszcze przez chwilę na inne tematy aż w końcu zasnęli.


[...]

Znów w biegu, znów pęd wiatru chłostał jej twarz. W pewnym momencie poczuła że Jo zwalnia. Gdy się zatrzymał zeskoczyła z niego.

-Co się stało Jo?

Chlopak szybko powrócił do postaci człowieka i okrył się peleryną.

-Wyczułem wampiry

Serce Madlen zabiło szybciej.

-co teraz? -zapytała

-masz te rzeczy od Carmen? -zapytał przytomnie

-Och tak!

Dziewczyna zaczęła grzebać w swoim podróżnym plecaku. Zupełnie zapomniała o rzeczach przysłanych przez Carmen , flakonikach z krwią "starszyzny", czyli wampirów mających po kilka
tysięcy lat , lecz śpiących , prawie zamienionych w żywe posągi. Jak je zdobyła, nie zapytała, lecz wierzyła Carmen iż mają pomóc w misji. Wyjęła jeden flakonik z prawie czarnym
, gęstym płynem i obróciła w dłoniach.

-mamy go zbić tak? -zmarszczył brwi Joel

-tak -odpowiedziała

-no to do dzieła

Madlen położyła flakonik na udeptanym śniegu i nadepnęła go. Ciecz prawie wcale się nie wylała , tylko leniwie , bardzo powoli przemieściła o kilka milimetrów, była aż tak gęsta.

-i co teraz? -zapytał

-to jest ta trudniejsza częśc, musimy czekać aż jakiś wampir ją poczuje i przyjdzie sprawdzić co się stało

- i tyle?

-tak, ale obawiam sie że nie ukarze się nam tak łatwo, zobaczy ciebie i mnie, człowieka i wilkołaka, ale może przy odrobinie szczęścia...

Nie czekali zbyt długo. Zza zasłony drzew wyszła powoli piękna kobieta o długich jasnobrązowych włosach, ubrana w długą gorsetową suknię i ciemnoszarą pelerynę.
Madlen czuła jednocześnie i zachwyt i strach. Blada skóra wampirzycy pięknie komponowała się ze strojem i jej ciemnymi oczami. Dziewczyna ledwo zdołała zmusić sie do rozpoczęcia rozmowy.

-witaj , rozumiesz mnie? -zaczęła po angielsku

-tak- odpowiedziała powoli i ostrożnie

-przysyła nas Carmen, z Anglii, mówiła że sie znacie

Wampirzyca nie odpowiedziała od razu.

-tak, znam Carmen

-świetnie, jestem Madeleine , a to jest Joel -wskazała na przyjaciela

-wilkołak -stwierdziła wampirzyca

-taak... ale nie zagraża ci -Malden traciła pewnośc siebie, bała się ze wampirzyca ucieknie w popłochu, lecz nic takiego się nie działo

-co was sprowadza? -zapytała

-misja, wspólne dobro, cały nasz świat jest zagrożony -odpowiedział Joel

-w takim razie chodzcie za mną

Odwróciła się , Joel przemienił się w wilkołaka i znów wziął Malden na swój grzbiet. Pognał za wampirzycą ile sił w nogach.

_________________________________________________


Było południe lecz niebo zasłaniała gruba warstwa szarych chmur. Co chwilę sypał gęsty śnieg. Z wież zamku co chwilę spadały hałdy białego puchu.

Tom stał przed drzwiami sypialni swojego brata i pukał ile sił.


-Bill otwórz mi

-odejdz

-Bill nie wychodzisz z tego pokoju od tygodnia , kiedy ostatnio piłeś krew? chcesz się zagłodzić?

Bill westchnął, miał zamknięte oczy, nie chciał nikogo widziec, z nikim rozmawiać. Nawet z bratem.


-wiesz ze to niemozliwe -odpowiedział mu

-tak ale.... Bill otwórz, wiesz mogę je wyłamać , bez problemu, ale wolę ich nie niszczyć

Tom usłyszał kliknięcie. Delikatnie popchnął drzwi i wszedł do środka. Usiadł na fotelu , przyglądał sie bratu z uwagą. Bill stał przed kominkiem oparty o niego jednym ramieniem.

-Abir się o mnie dopytuje?

-twierdzi że sam w końcu do niej wyjdziesz, jest bardzo pewna siebie

- w to nie wątpie, lecz niestety będę musiał ją zawieść

-wiem co cię dręczy Bill...

-nie chcę o tym rozmawiać

- rozumiem.... ale mam tez nowiny

-Wypytałem Makare o plany Abir, ponoć nie wszystko idzie zgodnie z jej myślą

-wydaje mi się -przerwał mu Bill- czy ty z Makare, nie zbliżyliście sie do siebie ostatnio?

Tom zmarszczył brwi.

- o co ci chodzi?

-razem polujecie, chadzacie na spacerki, widzę was z okna, wieczorami słysze wasze śmiechy

Tom wstał w ułamku sekundy. Odezwał sie szeptem, lecz włożył w ten szept tyle jadu że prawie zaciskał zęby.

-dzieki dobrym relacjom z nią, wiem co knuje Abir, co jej wychodzi a co nie, wiem co..

- i co da nam ta wiedza?! -Bill znów mu przerwał- i tak nie mozemy nic zrobić, nie możemy się stąd ruszyć! -wrzasnął

-nie widzisz żadnych plusów

-bo ich nie ma!

-Bill co sie z tobą dzieje?!

-zdradziłem ją Tom! -chwycił brata za sweter obiema rękami i potrząsnął nim -Zdradziłem!

Tom bardzo powoli oderwał ręce brata i wciąz je trzymając odpowiedział.

-Nie zdradziłeś, uratowałeś ją Bill, ona o tym wie

-nie wie, ona nie wie Tom. Jest przekonana że zrobiłem to tylko dla swojego sumienia

-wytłumaczysz jej to, wszystko jej wytłumaczysz kiedy to się skończy.

Zapanowała cisza. Bill odszedł od brata i usiadł na łózku. Tom stanął obok niego.

-więc co dokładnie wiesz od Makare?

Tom usmiechnął się delikatnie. Wierzył że w końcu obudzi w bracie dawnego ducha walki.

_____________________________________________________


Zanim dotarli na miejsce zdążyło się ściemnić. Dom do którego dotarli nie imponował rozmiarami. Był zrobiony z drewna i kamieni, lecz wyglądał
przytulnie. Na ganku paliły się swiatła .

-Wejdzcie- wampirzyca uchyliła drzwi

W środku palił się kominek, przy stole siedziało dwóch mężczyzn, którzy wstali błyskawicznie na widok gości.

-spokojnie, nie są groźni- wampirzyca zwróciła się do pozostałych wampirów po rosyjsku

-kim oni są?!- wrzasnął wyższy

-Medeleine i Joel -przedstawiła ich

-Ludzka dziewczyna i wilkołak, śmierdzi na odległośc! Po co ich sprowadziłaś? -zapytał niższy

-czy mogę cos wtrącić? -wyjąkała Madlen - rozumieją mnie panowie?

-oczywiście że rozumiemy -spojrzał na nią wyższy groźnym wzrokiem -nie rozumiemy jedynie, po co ty i twój przyjaciel zostaliście tutaj sprowadzeni -jego wzrok powędrował ku wampirzycy

-mamy do wypełnienia misję, dotyczy ona i wampirów i ludzi i wilkołaków

-kto was przysłał?

-Carmen! -wrzasnęła wampirzyca , zanim Malden zdążyła otworzyć usta

-tak, dokładnie Carmen, ja jestem Madeleine a to mój przyjaciel Joel -wyciągnęła dłoń w strone wampira

-ja jestem Władymir -odwzajemnił uścisk, Madlen poczuła zimną skórę, tak twardą i gładką -ten za mną to Siergiej, a kobieta która was przyprowadziła to Swietłana. A teraz
powiedzcie nam, co was do nas skierowało

Madlen zaczęła swą opowieśc, trwała ona długie godziny, od czasu do czasu wspomagał ją Joel. Żaden ze słuchających się nie poruszył aż do końca opowieści.

-tak więc -Madlenn wzięła głęboki wdech - chcę, my chcemy, abyście nam pomogli w walce z Abir i jej planem

Pierwszy odezwał się Władymir.

-Cóż, wszystko wskazuje na to że nie mamy wyboru. Musimy stanąc do walki z tą sekutnicą i obalić ją -walnął pięścią w stół- ale czy którekolwiek z was wie, co teraz słychac za
linią wroga?

-Cała reszta stara się szpiegowac lecz to rzecz jasna bardzo niebezpieczne. Wiem ze za dwa tygodnie wszyscy mają sie stawić na zamku u Carmen , wszystkie wampiry i wilkołaki gotowe
do walki -odpowiedziała uradowana Madlen

-sojusz z wilkołakami, nie wiedziałem że czekają nas takie czasy- uśmiechnął się Siergiej Gładząc swoją bródkę

-ja tam jestem zachwycona -pisnęła Swietłana puszczając do Malden perskie oko - Powinniście się przespać, jutro ruszymy w dalszą drogę, znamy jeszcze szóstkę innych wampirów
korzy, jak mi się zdaje , z chęcią nam pomogą

-byłoby cudownie -Malden nie kryła radości.

Chwile później ona i Joel dostali oddzielne pokoje. Mogli wziąc ciepłą kąpiel i zjeśc gorącą kolację którą przygotowała Swietłana z upolowanego zająca i kradzionych ziemniaków
z okolicznej wioski.

Przed samym świtem Władymir, Swietłana i Siergiej rozmawiali jeszcze przy stole.

-w życiu bym nie pomyślał że cos takiego moze nasz wszystkich czekać - powiedział Siergiej

-chyba żartujesz -odpowiedział Władymir - Ozer od dawna się afiszował z chęcią władzy, owszem nie podejrzewałem jego żony,ale mogło to być do przewidzenia , cóż Ozera już nie ma
ale została Abir. Lecz jedno mnie bardziej zastanawia.

-Co takiego? -zapytała Swietłana

-ta mała. Ileż ona ma odwagi. Odwagi, bądz głupoty, lecz stawiam na to pierwsze.

-a ja na cos innego -Swietłana spojrzała w kominek

-na co?- zapytali obaj zaintrygowani

- na miłośc -odpowiedziała wciąż wpatrując się w ogień -zauważyłam to w jej oczach, może jestem wampirzycą , ale nadal tez jestem kobietą i zauważam pewne rzeczy lepiej od mężczyzn.
Ona jest zakochana.

-w tym wilkołaku? -zapytał Siergiej

-nie, w Billu

Zapanowała cisza.

-skąd ty to możesz wiedziec?

-jej oczy , powiększały się za każdym razem gdy o nim wspominała i za każdym razem robiły się coraz smutniejsze...

-cóż, jeśli to prawda to nie będzie pierwszą zakochaną kobietą w wampirze -skwitował to Władymir - pamiętam , was jeszcze wtedy nie było, historię z taką jedną... zaszła z nim w ciąze
Ozer kazał zabić i ją i dziecko, Bill się za nimi wstawił lecz nic nie wskórał, wyrok wykonano, zabito później i tego wampira gdyz planował zemstę

Przez krótką chwilę wszyscy patrzyli w ogień.

-poznałeś Billa? To jeden ze starszych -wyszeptał Siergiej

-poznałem przelotnie, nigdy zbyt dobrze, ani jego brata bliźniaka

-idę do siebie- Swietłana wstała i po sekundzie juz je nie było

-a tej co się stało? -Siergiej nie krył zdumienia

-Kobiety...-Władymir równiez wstał i dołożył do kominka

_______________________________________________________


Drzwi wielkiej komnaty otworzyły się szeroko. Do środka weszła ubrana w piękną , długa bordową suknię wampirzyca a z kącików jej ust spływała krew.
Jej długie ,ciemne włosy spływały kaskadami po białych plecach.
Oddychała miarowo, dopiero co zakończyła ucztę.


-Pani

Usłyszała za sobą głos swego sługi Traiana.

-tak?

-Ta ludzka dziewka jest w Rosji, szpiedzy trafili na jej ślad

-świetnie, niech sie nią zajmą

-to znaczy?

-nie udawaj zaskoczonego Traian, niech ją zabiją -uśmiechnęła się szyderczo

-ależ pani.... myślałem że zawarła pani umowę z Billem i Tomem, nie zabije jej pani za ich niewolę...

-chyba zapomniałeś kto tu rządzi Traian!-wrzasnęła- żal ci tej dziewuchy?

-nie skądże

-więc przekaż łowcom rozkaz

-tak jest -wampir ukłonił się nisko i wychodząc zamknął za sobą drzwi.

Abir usiadła na długiej kanapie wzdłuż pokoju i zaczęła się głośno śmiać.


"Bo wszystko co robisz i słowa które wypowiadasz,wiesz że to wszystko zapiera mi dech.
A teraz zostałem z niczym,bo może to prawda,że nie potrafię żyć bez Ciebie "



Magodzianka
 

 
15."Oddanie"

KOCHANI BYŁABYM WDZIĘCZNA ZA KOMENTARZE,PISZCIE JAK WAM SIĘ PODOBAŁO I CZY WAM SIĘ PODOBAŁO. PRZYPOMINAM O ZAKŁADCE "BOHATEROWIE" JUŻ NIEDŁUGO POJAWIĄ SIĘ W NIEJ NOWE POSTACI. MIŁEGO CZYTANIA!



DO SŁUCHANIA:


Gorączka trawiła ją wiele godzin. Nie wiedziała jaki jest dzień, czy noc, czy świt. Wiedziała jedynie ze go straciła. Oddał się w ręce Abir wraz ze swoim bratem, dla niej.
Te obrazy wciąż stawały jej przed oczami. On klęczący przed wampirzycą, nawet na nią nie spojrzał, ani przez sekundę nie dostrzegła jego pięknych brązowych oczu. Więc czym było to oddanie?
Cóż, nie chciał jej mieć na sumieniu, dotrzymał obietnicy. Ale nic poza tym, przecież jej nie kocha.... A ona..Nie wiedziała czy to choroba czy brak wzajemności uczuć, ale czuła
jak coś przedziera się przez jej serce. Pewien rodzaj bolu. Bólu tak ogromnego, że zaczęła krzyczeć...

-Madlen! Madlen obudź się , to tylko sen, spokojnie!

Usłyszała głos Carmen i poczuła jej zimne dłonie, tak teraz kojące palący ją żar.

-To tylko sen -powtórzyła

Dziewczyna oddychała szybko, po policzkach ciekły jej łzy.

-Bill i Tom....- zaczęła -oni...

-wiemy, po twoim uwolnieniu straże Abir powiadomiły nas o ich poddaniu sie, kazali nam sie wynosić

-ile...jak długo jestem chora?

-trzy dni, cały czas byłaś nieprzytomna

-gdzie jesteśmy?

-William wynajął dom dla nas wszystkich, spory dom, coż gdzieś musiało się zmieścić dwadzieścia pięc wilkołaków i trzynaście wampirów, zamek Abir znajduje sie godzinę jazdy stąd

Madlen przymknęła oczy. Ból rozpaczy przyćmiewał wszystko inne. Miała ochotę odpłynąć , stracić świadomość. Lecz wiedziała że tak się nie stanie.
Nagle ktoś zapukał.

-proszę -wychrypiała

Do pokoju wszedł wysoki indianin z domieszką białej krwi.

-Jo -uśmiechnęła się lekko

-cześć -odwzajemnił uśmiech -jak się czujesz?

Spojrzała w okno, nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. Joel szybko zmienił taktykę.

-Carmen mówiłaś jej o naszych planach?

-planach? -Madlen szybko odwróciła głowę -jakich planach?

-spokojnie -Carmen spojrzała na Joela z wyrzutem - postanowiliśmy że wracamy do domu, wszyscy, Joel z Kirą i wilkołakami do swojej wioski, William z Samuelem do siebie do Ameryki,
Ja z moją rodzina do nas do Anglii , Sigrid i Vegard na Alaskę a Sammy, Curt, Jessie i Kyle jak zwykle razem, pewnie wybiorą się do Afryki, tak przynajmniej słyszałam.... a ty... Do ojca, do Francji..

Madlen myślała że dostanie ataku serca, myśli krążyły jej w głowie gdzie zapanował chaos..

-c.. co? Wyjeżdżacie? Zostawiacie ich? Nie wierzę...nie wierzę!!! Musimy ich uwolnić, musimy o nich zawalczyć!

-spokojnie- Carmen próbowała ją zmusić do położenia sie , lecz wściekłość dziewczyny i rozpacz osiągnęły punkt krytyczny

-wy tchórze! niewdzięcznicy! Uciekacie! Uciekacie i zostawiacie ich samych! Ja nigdzie nie jadę, nie zostawię ich...

-i co zrobisz? -zapytała wampirzyca -jesteś człowiekiem, nie dasz sobie rady, Abir cie zabije, poświęcenie bliźniaków pójdzie na marne, tego chcesz?

Zapadła cisza. Po dłuższym milczeniu Madlen spojrzała wampirzycy w jej szklane oczy i prawie szeptem wypowiedziała

-zmień mnie

-słucham?

-zmień mnie w wampira, wiem że możesz to zrobić , a przemiana trwa tylko jeden dzień, zmień mnie

-Madlen! Oszalałaś? -Joel wydawał się być przerażony taką możliwością

-to nie twoja sprawa- zasyczała

-nie.....nie mogę - odpowiedziała Carmen

-dlaczego?

-bo nie mogę, nawet gdybym chciała, a uwierz, chyba nawet chcę, nie ciążyłoby nad tobą tyle niebezpieczeństw, to nie mogę

-ale dlaczego?

-nie potrafiłabym sie opanować, zabiłabym cię

-skąd wiesz?

-bo....już kiedyś próbowałam....i sie nie udało

Madlen wyglądała na zdruzgotaną, lecz po chwili wyskoczyła z łóżka nie zwracając uwagi na to że jest w samych majtkach i podkoszulku i nie znając domu odnalazła salon, jak przypuszczała
siedziały tam pozostałe wampiry.

-och Madlen! -William klasnął w dłonie ucieszony -czujesz się lepiej -stwierdził, lecz w jego głosie było słychać niepewność

-wiem co chcecie zrobić, odejść, zostawić ich samych, poniekąd to rozumiem, macie dosyć, ale ja nie. Ja nie pozwolę na to by stali się jej niewolnikami, dlatego proszę, błagam
niech któreś z was, ktoś kto ma na tyle silnej woli, niech mnie przemieni, dajcie mi nieśmiertelność -patrzyła na każdego z osobna powoli, zacisnęła pięści by zatuszować drżenie rąk

-słyszeliśmy jak prosisz o to Carmen -powiedziała Sigrid - i my tez jesteśmy zdania że mogłabys byc jedną z nas, ale... nikt z nas się tego nie podejmie, nikt z nas nie jest na tyle silny

Madlen poczuła w piersiach narastającą wściekłość.

-więc jak do cholery wy zostaliście stworzeni?! Kto był na tyle silny?! Wszyscy jesteście dziećmi Ozera?

-nie - odpowiedział jej William - ci którzy nas stworzyli, albo juz ich nie ma, albo są gdzieś i się ukrywają, nigdy więcej nie widzieliśmy swoich stwórców

-zwykle są to wampiry starsze od nas -dodał Jessie - silniejsze, z większą wolą od naszej. Taki był Ozer , jestem pewny że Bill i Tom też to potrafią, opanować sie w porę..

Nie mogła w to uwierzyć, trzynaście wampirów i nikt nie był w stanie jej pomóc. Odwróciła się na pięcie i zniknęła w korytarzu.

________________________________________________


Każdy dostał własną komnatę. Wiedzieli że nie uciekną, gdyby to zrobili, wytropiła by tą ludzką dziewczynę i zabiłaby ją.
Bill siedział na łóżku z zamkniętymi oczami, czuł do siebie wstręt.


Chciał wyrzucić z pamięci wczorajszy wieczór, zapomnieć. Jako że był teraz jej, mógł sie domyśleć że będzie chciała go mieć także w "ten" sposób. Lecz jednak, jakże wielkie było
jego zaskoczenie gdy zastał ja w swojej komnacie prawie nagą.


Bez słowa podszedł do niej i zrobił to czego oczekiwała. Lecz teraz, czuł się tak, jakby krzywdził tym co zrobił, tą która kocha. Do której należy jego serce. Myślał o niej, o jej oczach,tak wtedy przerażonych gdy widział ją po raz ostatni, jej drżący głos, jej bijące w oszalałym tempie serce. Tak bardzo chciałby być przy niej. Wszystko wytłumaczyć, przeprosić, błagać o wybaczenie.
W końcu zasmakować jej ust, obdarzyć ją najgorętszym pocałunkiem. Lecz wiedział że nigdy tego nie zrobi...

[...]

W pobliskiej komnacie , ktoś inny też wspominał ostatnią noc. Lecz nie czuł ani wstydu, ani wstrętu. Tom leżał na łóżku z zamkniętymi powiekami.


Przypominał sobie twarz Makare
gdy wszedł do komnaty. Jej pełny pożądania wzrok.


Czul że znów ogarnia go fala pożądania jak wtedy. Mimo że był jej niewolnikiem i powinien ją nienawidzić, cóż wciąż ją nienawidzi, w tamtym momencie chciał tylko jednego. Jak i ona.


Nagle w jego głowie pojawiło się coś , czego sie nie spodziewał. Zrozumiał że nie czuł już nienawiści. Złość, wsciekłość owszem, lecz nie nienawiść.

________________________________________


Ciepła woda sprawiała że drżały jej mięśnie. Czuła ulgę. Powoli dotykała każdej części swego ciała, by upewnić się czy tam są, czy pod ciężarem bólu , nie rozpadła sie na kawałki.
Wiedziała że nie odpuści, wiedziała to od czasu gdy przyznała się przed samą sobą , że jej serce bije dla niego. Pomyślała o jego oczach, tak nie przeniknionych. O jego wargach,
które jeszcze nigdy nie dotknęły jej ust. Wiedziała, była przekonana ,że on nie czuje tego samego, ale wiedziała że nie zostawi ich tak. Nie, na to nie pozwoli.
Pakowała swoja torbę obmyślając tak mizerny, kruchy plan. Ubrała się w dżinsy i czarną koszulkę z długim rękawem. Obok leżała gruba kurtka i czarne skórzane kozaki. Zamykając torbę
usłyszała pukanie do drzwi.

-proszę

Do pokoju wszedł Joel. cały ociekał wodą.

-hej, byłem na dworze trochę pobiegać, rozprostować kości, w tym zatłoczonym domu można dostać fioła. Cóż, śnieg nie topi się na futrze, ale na skórze juz tak...

-Nie musisz mi się tłumaczyć Jo, ty tez odpuszczasz , rozumiem.

-Nie! Wcale nie odpuszczam!-zawołał- tez uważam że nie powinniśmy się wynosić, dlatego przyszedłem do ciebie, wiem że coś planujesz... chcę sie przyłączyć

W sercu Madlen zapanowało nagłe ciepło.

-poważnie? chcesz mi pomóc?

-jasne. Bill i Tom dużo zrobili dla nas wszystkich , jesteśmy im to winni, poza tym, sama, no nie dasz sobie rady. Zawsze lepiej mieć u swego boku wilkołaka, nie sądzisz?

Oczy Madlen rozbłysły, a na twarzy pojawił się uśmiech, który nie gościł na jej ustach już od dawna. W jednej chwili znalazła sie przy Joelu i zawiesiła mu sie na szyi.

-och Jo! Nie wiem jak ci dziękować!

-może wyjaśnij mi swój plan?

Odskoczyła od niego a on puścił jej perskie oko.


-No to słucham.

[...]

W salonie nie dałoby się już wepchnąć igły. Wilkołaki i wampiry tłoczyły sie czekając na wieści od Madlen. Zebrali sie jak kazała i czekali. Nagle gdy wydawało sie że trwa to wieczność, w drzwiach stanęła Madlen , a obok niej Jo. Oboje wyglądali na zafascynowanych.

-cóż, dzisiaj wszyscy się żegnamy. Najpierw chciałam wszystkich przeprosić. Rozumiem obie strony. Wilkołaki.... chcecie wrócić do domu, tak dawno was tam nie było. Wasi bliscy
na pewno za wami tęsknią, nie wiem jak mogłam być tak... samolubna -po pokoju rozeszły sie głosy zaprzeczenia, lecz Madlen uciszyła ich gestem ręki- Wybaczcie... Wampiry...
wy tez macie prawo do spokoju, do odpoczynku. Jest nas mimo wszystko za mało. Za mało osób wie co się dzieje, co szykuje Abir, co grozi całemu światu. Nam wszystkim. Zanim dojdę do sedna, zadam wam pytanie
czy , jeśli nadejdzie czas, staniecie do walki? Odpowiecie na wezwanie? Oczywiście zrozumiem odmowę.

-Malden chyba mogę odpowiedzieć za nas wszystkich -Carmen rozejrzała sie po kiwających z aprobatą głowach - jak najbardziej. Teraz po prostu nie mamy szans.

-dziękuję. Dziękuję wszystkim.

-więc jaki masz plan? Co chcesz zrobić? -zapytał Samuel

-chcę sprawić by było nas więcej. Odszukam resztę, wilkołaków i wampirów. Spróbuję ich przekonać.

Zapadła cisza. Pierwsza odezwała sie Kira.

-Madlen.... oni cię zabiją. Nie masz szans

-nie będę sama..

Nagle Kira spojrzała na brata.

-oboje nie macie szans! Zwariowaliście?! We dwójkę chcecie łazić po świecie w poszukiwaniu wampirów i wilkołaków, gotowych stanąć do walki! Co za brednie!

Nagle Carmen położyła jej na ramieniu swoją zimną rękę. Kira zbita z pantałyku zamarła w miejscu.

-mylisz się. Mają szansę, jeśli im sie uda, jeśli oni ich przekonają ,na pewno staną do walki. Podam wam kilka miejsc w których może odnajdziecie wampiry, skore do współpracy ,
ale musicie pamiętać o maksymalnej ostrożności. Jeśli uda wam sie przekonać tych pierwszych , oni pomogą wam w odnalezieniu następnych. Sami nie macie szans w znalezieniu ich.
To trójka wampirów mieszkająca w północnej części Rosji. Władymir, Swietłana i Siergiej, mogę tylko przypuszczać gdzie sie znajdują, ale to lepsze niż nic.

-dziekuję -Madlen przytuliła ją czule

-powodzenia - Carmen ścisnęła dłoń wilkołakowi i wyszła w zamieć. Zaraz za nią wyszli z domu pozostali, żegnając ich i życząc powodzenia w misji. To samo zrobiły wilkołaki. Tylko Kira
została w salonie odwrócona do nich tyłem.

-siostrzyczko...-zaczął Joel nieśmiało

Odwróciła sie powoli.

-poszłabym z wami, ale rozumiecie, muszę choć na chwile wrócić do domu

-pewnie że rozumiemy

-już sie o was martwię....to takie ryzyko...

-jeśli tego nie zrobimy, wszystkich czeka nas śmierć -w głosie Madlen było słychać zaciętość -Abir zniszczy świat jaki znamy

-wiem...będziemy w kontakcie -podeszła do nich i objęła ich mocno. Wyszła z domu jak najszybciej by ukryć łzy.

Stali oboje wpatrując się w kominek w którym nie palił się ogień.

-czeka nas trudna droga -przerwał cisze Jo

-tak...

-i może sie nie udać...

-tak...

-i możemy zginąć..

Madlen spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął sie raptownie.

-więc czeka nas świetna przygoda - i z uśmiechem na ustach chwycił torby i wyszedł przed dom gdzie czekał na nich samochód.
Madlen zamknęła drzwi na klucz i zanim wsiadła do samochodu ostatni raz spojrzała w kierunku gdzie znajdował się zamek.



"Kogo masz na myśli kiedy zmieniasz ton? O kim marzysz kiedy jesteś w półśnie z otwartym jednym okiem?Zaczniesz wkrótce twoje życie i mnie nie będzie na twojej drodze."



Magodzianka
  • awatar Gość: wow :} notka udana;} z niecierpliwością czekam na kolejną :D
  • awatar Sianeta: Cudowne *.* + Wpadnij ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
14."Zamiana".

O MÓJ BOŻE , 77 DNI . TAK TE TRZY MIESIĄCE MIAŁAM NAPIĘTE, W DODATKU Z WENĄ BYŁO KRUCHO, PRZECHODZIŁAM JEJ MAŁE ZAŁAMANIE JAK TO W LETNIE UPALNE DNI. ALE WRÓCIŁA JESIEŃ A Z NIĄ NASTRÓJ I WENA. CHCĘ GORĄCO PRZEPROSIĆ ZA TĄ NIEOBECNOŚĆ! NA PRZYSZŁOŚĆ WSZELKIE SKARGI,ZAŻALENIA, PROŚBY PROSZĘ PISAĆ NA ADRES PODANY W LINKACH , TAK ZWANY "BLOG CODZIENNY" ZALECAM POWTÓRZENIE OSTATNIEGO ODCINKA BY ZORIENTOWAĆ SIE W FABULE. MIŁEGO CZYTANIA!

PLUS: STWORZYŁAM ZAKŁADKĘ Z OPISEM BOHATERÓW. KTO CHCE SOBIE PRZYPOMNIEĆ KTO JEST KIM I JAK WYGLĄDA ZAPRASZAM! http://bloodyprincebohater.pinger.pl/ ZAKŁADKA JEST TAKŻE W LINKACH.



DO SŁUCHANIA:


Mroźny wiatr szalał między koronami gołych drzew zrywając każdą bardziej wątłą gałązkę. Było wczesne popołudnie, ale równie dobrze mógł byc poranek bądź wieczór ,gdyż gęste chmury zasłaniały niebo. Wszystko spowiła ciężka szarość. Każde stworzenie, duże czy małe schowało się przed narastającym chłodem. Oprócz jednego chłopaka , którego krew była cieplejsza niż u normalnego człowieka, w dodatku przez złość , krążyła trzy razy szybciej. Stał w samych spodenkach na białym śniegu przy samochodzie porzuconym przez Madlen i zaciskał pięści w bezsilnej złości. Usłyszał za sobą szmer kilkudziesięciu stóp. Odwrócił się, ujrzał zmierzającą w jego kierunku Kirę , pozostałe wilkołaki i wampiry.

-Jo, co się stało? Gdzie Bill, gdzie Tom?

-Wstaliśmy, ich nie było, także ciebie -odezwała się Carmen , jasnowłosa wampirzyca

-Poszedłem do ich pokoju jak tylko się obudziłem by zapytać o strategię ale ich nie zastałem, trop poprowadził mnie tutaj, ciągnie sie do samego zamku Abir...

-poszli sami..- wyszeptał William lecz wszyscy go usłyszeli

-ale dlaczego? nie rozumiem- obruszył się Vegard

-nie wiem

-to co robimy? -Eric wyszedł ku Joelowi

Jo wiedział jak Eric pali się do działania, był jednym z najsilniejszych wilkołaków i bardzo chciał pomóc.

-moze...-zaczęła nieśmiało Mia, siostra Carmen - otoczmy zamek, wy pod postacią wilkołaków - wskazała na sporą grupę ludzi- i my , wampiry

-i co dalej? - zapytał Sammy, wampir o krótko ostrzyżonych blond włosach, Curt,Jessie i Kyle jak zwykle stali za nim i nie odzywali się

-Nie wiemy co zrobi Abir, nie wiemy co planują bliźniaki -dodał Samuel , przyjaciel Williama

-więc będziemy siedzieć w hotelu i czekać?! -obruszył się Jo - ja idę ! Ma juz Madlen , prawdopodobnie dorwała też bliźniaków, nie minie wiele czasu jak zjawi się po nas i nas zabije, jak i wszystkich zwykłych ludzi! - Nie dodając juz niczego więcej przemienił się w wilkołaka, ryknął w strone pozostałych i ruszył w las.


Nie trzeba było długo czekac na pozostałych. Wszyscy, wampiry i wilkołaki ruszyli na zamek, gdzie możliwe, iz czekała na nich śmierć.

_________________________________________________

Nie wiedziała która jest godzina, w lochu panowała ciemnośc , jedynie wątłe światło pochodni oświetlało nieco jej cele. Oparła głowę i ręce o kolana i zatopiła się w myślach.


Jakże była naiwna, jakże głupia. Miała nadzieję że jej ofiara ochroni pozostałych. Cóż za egoizm! Przeciez nie tylko o nią tu chodziło , była tylko wymówką , grą, rozrywką Ozra w planie zawładnięcia nad światem ludzi, teraz gdy został zabity , grę przejęła jego żona Abir. Szczegół o którym wszyscy zapomnieli. Bardziej mordercza, krwawsza i niebezpieczniejsza od swojego męża. Jeśli nie uda sie jej zgładzic, będzie zagrożony każdy mężczyzna,każda kobieta i każde dziecko, które będzie stało jej na drodze, a będzie , to wie na pewno.
Pomyślała o swoim ojcu który juz od dawna nie miał od niej wieści. Może zawiadomił policje a ta wszczeła juz dochodzenie? Nienawidziła siebie za to , jak bardzo go rani.

Z jej ust wydobył sie cichy jęk i poczuła ciepłe krople łez na policzkach.


__________________________________________________

Pokój wypełniał półmrok. Stała dumna, wyprostowana, w ręku trzymała pejcz , jakby zaraz miała dosiadac rumaka. Rozkoszowała sie zadawaniem bólu. Przed chwilą wyssała z niewinnej
ofiary całą jej esencję. Martwa kobieta, porwana wprost ze swego domu leżała juz martwa na dnie jeziora.


Obok , przy kominku siedziała piękna blond wampirzyca , strużka krwi zastygła jej
w kąciku ust.


-Makare...-zaczęła Abir swym miękkim głosem- czy ty mnie kochasz?

Wampirzyca wstała pośpiesznie, jakby to pytanie ją ugodziło.

-Alez oczywiście Abir! Skąd to pytanie? Jesteś mi najdroższą przyjaciółką! -chwyciła ja za dłoń i pocałowała, Abir usmiechnęła sie nieznacznie. Pamiętała dzien w którym Ozer
wrócił do zamku z małą blond dziewczynką . Z tego co sie dowiedziała, jej wioske napadnięto, a ona zbiegła do lasu, gdzie znalazł ją jej wybawiciel. Razem bawiły sie i uczyły. Razem dorastały i wspólnie otrzymały niesmiertelnośc. Lecz Makare nigdy nie otrzymała takiego statusu jak Abir, nigdy nie była żoną króla, nigdy nie została królową.

Nagle drzwi otworzyły sie, stanęło w nich czworo mężczyzn. Dwoje z nich było związanych. Rzucono ich na środek salonu.

-Pani, tych dwoje próbowało się włamać,to chyba...

-wiem kim są Traian - oczy Abir zapłonęły niezdrowym blaskiem -doskonale wiem kim są- pejczem uniosła twarz Billa i spojrzała mu w oczy usmiechając się.

______________________________________

Powoli okrążali zamek, Joel jego siostra Kira ,Eric z żoną i pozostałe wilkołaki z Kanady pod postacią olbrzymich wilków,
jak i wampiry, Carmen jej siostra Mia ze swoim chłopakiem Louisem, ich brat Stephen z narzeczoną Agnes , William, Samuel, Vegard i jego dziewczyna Sigrid,
oraz Sammy, Curt,Jessie i Kyle czwórka przyjaciół Williama zawsze trzymająca się nieco na uboczu.
Wszyscy zbliżali się do murów twierdzy , stanęli będąc trzydziesci metrów przed nią.

-musimy czekać - zawołała Carmen . Usiedli na śniegu, robiło się coraz ciemniej.

____________________________________________

-Marcus i Nazir, tak brzmią wasze dawne imiona , zgadza sie? Nie wiem po co zmieniliście je na te nowe. Stare miały w sobie pewną tajemniczośc- Obchodziła ich dookoła. -ale
bardziej ciekawi mnie fakt że oddaliście się w moje ręce dobrowolnie. No może nie do końca. Ty owszem , przyszedłeś ratowac tę małą ludzką zdzirę- odgarneła Billowi kosmyk włosów z policzka i podeszła do Toma - ale nie ty.
Nie opuściłbyś brata, nawet jeśli nie zgadzasz się z jego decyzjami. - odeszła od nich i stanęła przodem do płonącego ognia w kominku. -Słucham, czego chcecie? Zakładam iz takie
dobrowolne poddanie sie oczekuje negocjacji.

Po chwili ciszy , pierwszy odezwał sie Bill. Abir odwróciła sie natychmiast.

-Uwolnij ją, uwolnij Madlen- patrzył jej prosto w oczy- i daj pozostałym żyć w spokoju

-pozostałym?

-są z nami, wilkołaki i moi pobratymcy, pozwól im odejśc i zyć w spokoju

- a inni? Co z resztą ludzi, wilkołaków i wampirów z całego świata gdy juz nim zawładne?

Bill nie odpowiedział.

-Tak myślałam - rzekła prostując się - nie stać cie na przehandlowanie wszystkich. Jesteś w stanie poświęcić cudzą krew dla uratowania tego na czym ci zależy.....Nic sie nie zmieniłeś.
Zabierzcie ich do lochu Traian- i odwróciła sie ponownie.

____________________________________________________

Całe jej ciało zaczęło drżeć z zimna. Już nie czuła strachu. Przestała go czuć wiedząc że on nigdy nie będzie jej. Oczy przyzwyczaiły sie do półmroku, więc gdy tylko usłyszała
hałas otwieranych krat, wstała. Nie mogła w to uwierzyć. Nie chciała. Oddałaby wszystko by to nie było prawdą. Widziała jak straż zamyka Billa i Toma w osobnych celach naprzeciwko niej.
Nie wydała z siebie ani słowa.

-Madlen...-usłyszała tak ukochany przez siebie głos -Madlen, dobrze sie czujesz? Nie jesteś ranna?

Nie wiedziała jak mu odpowiedziec. Nie mogła. Jej serce krwawiło , bolało do granic mozliwości. Jego głos przedzierał sie przez warstwy świadomości, wżerał w czaszkę. Miała wrażenie
że za chwilę ból zwali ją z nóg. Po chwili wewnetrznej walki wyszeptała:

-Bill...

Odetchnął z ulgą.

-Wszystko będzie dobrze, nie martw się

-Przepraszam- wyszeptała martwym głosem

-to ja przepraszam, to ja spowodowałem że...

-Wybaczcie że przerywam , nie wiem czy zauwazyliście ale ja tez tu jestem

-Witaj Tom- odezwała sie Madlen głosem wypranym z emocji

-wszystko z tobą ok? -odpowiedział pytając

-musze sie położyć- i zwinęła się w kłębek na kamiennej podłodze

-hej, łap!- Bill rzucił jej swoją kurtkę. Madlen wciągnęła ją przez kraty i przykryła się nią. Przymrużyła powieki wąchając jego zapach. Znów poczuła ciepłe łzy.

[...]

Tom, upewniwszy sie że dziewczyna przysnęła postanowił w końcu przeprowadzic z bratem szczerą rozmowę.



-Bill, posłuchaj -zaczął niepewnie- nie wiem czego Abir będzie od ciebie chciała, ale cokolwiek to będzie , dotyczy i mnie. Może dzięki temu uda nam sie ocalić więcej osób. No i ją -wskazał podbródkiem na Madlen

-Wiem bracie, wiem że jesteś gotowy na poświęcenie, nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczny.

-Kochasz ją?- Tom poczuł lekką niezręczność zadając to pytanie

-tak, bardzo, ale ona o tym nie wie

-powiedz jej

-nie

-dlaczego?

-tak będzie lepiej

-nie rozumiem, popatrz do czego doprowadziła ta niewiedza, twój rzekomy brak miłości do niej , nie powstrzyma jej przed narażaniem życia,może gdybys jej powiedział..

-dałbym jej nadzieję

-i co w tym złego?

-pragnę by Abir ją uwolniła i nie wyrządziła jej krzywdy, niech wróci do Polski ,bądz ojca ,niech zyje życiem które jej ukradłem

-ale przeciez to ona wykradła wtedy te obrazy!

-skąd?! ze strychu własnej uczelni! Jakim ja byłem idiotą.. mogłem je dac do sejfu, bądz na przechowanie Williamowi , ale chyba sam zapragnąłem ryzyka odkrycia. I nie pomyślałem
że narażę tym czyjeś życie. W dodatku pokochałem tą osobe. Jestem za nią odpowiedzialny. Za jej życie. I zrobię wszystko by przeżyła.

-złamiesz jej serce

-juz to zrobiłem, ale przynajmniej wciąz bije.

Oboje ucichli , wsłuchiwali sie tylko w miarowe oddechy Madlen.

[...]

Obudził ją wstrząs. Ktoś brutalnie ją podniósł i postawił na nogi.

-idziemy!

Zimno lochu szybko ją otrzeźwiło, kurtka Billa została na posadzce. Szli przez kilka minut aż dotarli przed drzwi salonu. Wampir otworzył je i wepchnął Madlen do środka, wewnątrz
czekali na nią Abir i Makare stojąc obok siebie. Bill i Tom klęczeli przed nimi ze związanymi rękami.

-Witaj- Abir usmiechnęła się złowieszczo - mam dla ciebie wesołą nowinę! -zaszczebiotała- wypuszczam cie , jesteś wolna. Możesz sobie iść.

Madlen stała nie wiedząc co myśleć.

-nie cieszysz się? -Makare udała zdumioną

-a Bill i Tom?

-och, no tak, pasuje ci to wyjaśnic. Widzisz , tych dwóch przystojnych mężczyzn zostaje z nami.

-to znaczy?

-to znaczy że Bill jest od teraz moj, a Tom nalezy do Macare.

-NIE! -krzyk wyrwał jej się z gardła mimo iz wcale nie chciała krzyczeć

Śmiech Abir wypełnił komnatę.

-taka jest cena za twe wykupienie złotko! A teraz wynoś się zanim zmienię zdanie!

-nie błagam, weź mnie, proszę !

Wampirzyca znalazła się przy niej w ułamku sekundy.

-ciebie? A kim ty jesteś? Małym, żałosnym człowieczkiem. Twoja krew nie nasyciła by mnie nawet na jedno popołudnie - i odepchnęła ją brutalnie. -pokaż jej drogę Traian.

Wampir chwycił ją za ramię i szarpiąc wywlókł przed zamek. Upadła na zbity w lód śnieg.

____________________________________________

Gorące oddechy wilkołaków tworzyły przyjemne ciepło. Siedzieli na śniegu już cztery godziny , wampiry zastygły w bezruchu, przypominając rzeźby. Nagle z zamku wybiegła biała , wystraszona postac. Wszyscy wstali jak na rozkaz.
Joel wybiegł przed siebie i w ostatniej chwili zdążył podłożyć sie pod mdlejącą dziewczynę.

-Madlen! -zawołała Sigrid

Wszyscy zbiegli sie wokoło niej.

-Gdzie Bill? Gdzie Tom? -pytał jeden drugiego

-teraz nie odpowie, straciła przytomnośc -stwierdziła Mia

-zabierzmy ją do hotelu- Carmen otuliła ją swoim płaszczem

-wszyscy? -zapytał William

-nie, tylko ja i Joel, wy obserwujcie nadal, gdy się dowiem co się stało znajdę was i poinformuję

Wszyscy kiwnęli głowami na zgodę. Wielki wilk poniósł na grzbiecie wycieńczoną Madlen a Carmen pilnowała by nie spadła. Bała sie tego co moze usłyszeć po jej przebudzeniu.



"W ogniu na własną rękę, wiem ze nie zobaczę Twej twarzy ponownie"



Magodzianka
 

 
13."Samotność"

DO SŁUCHANIA:




Czasem bywa, że pomimo wielu osób którzy nas otaczają, czujemy się samotni. Zamknięci sami ze sobą. I nikt nie jest w stanie nam pomóc.

Madlen zeszła na dół po wielkich drewnianych schodach. Salon, kuchnia, każdy pokój ział pustkami. Wampiry zeszły do pokoi w piwnicach na sen ,a wilkołaki rozpierzchły się po okolicy.
Trzy miesiące , żyła w tej monotonii samotności juz trzy miesiące. Listopad powoli dobiegał końca witając ich pierwszym śniegiem. Przez ten cały czas , dzień w dzień rozpamiętywała jego słowa. "A gdy juz będziesz bezpieczna odejdę. " Miała już serdecznie dosyć siedzenia i nic nie robienia. Większość zgadzała się z opinią Billa i czekali. Ale na co? Aż Abir zabije wszystkich ?! Dostawała szału. Kręciła się z kąta z kąt. Czuła, że ogarnia ją coraz większa depresja.
Wybiegając z zamku przypomniała sobie pewien wieczor gdy William zaczął wypytywać o nią innych...

...

-Sigrid , czy tylko mnie się wydaje , czy z Madlen jest coś nie tak?

Bill natychmiast odwrócił głowę w ich stronę.

-och Williamie, to niegrzeczne

-niegrzeczne? Ale co? martwie się o nią, dziwnie się zachowuje..

Nagle z tyłu podszedł do nich Joel, spokojnie i naturalnie, jakby od zawsze przebywał z wampirami.

-tez to zauważyłem, wiecie może co się stało?

-och to wy nic nie wiecie?-wtrąciła Mia, lekceważąc obecnośc Billa

-o czym?

-Madlen i Bill..-ale nie dokończyła zdania bo w sekundzie zmaterializował się przy nich Bill, Tom siedział przy kominku nieporuszony

-słyszę o czym rozmawiacie, to nie wasz interes

-a i owszem nasz, a przynajmniej mój-zagrzmiał Jo-to moja przyjaciółka -natychmiast znalazła się przy nim Kira

-bracie, spokojnie

-nie, on coś jej zrobił, cos powiedział, chętnie się dowiem

Nagle w salonie zrobiło sie klaustrofobicznie ciasno. Wszystkie oczy były zwrócone w Billa i Joela. Oboje dorównywali sobie wzrostem.

-Bill..-zaczął powoli William - Wszyscy wiemy, zdążyliśmy zauważyć że Madlen

-przestań! Mylisz sie, nie wasz interes!-przeleciał wściekłym wzrokiem po pozostałych

-co się tutaj dzieje? -w przejsciu stała Madlen, wyglądała jakby zaraz miała dostać ataku histerii

Wszyscy nagle zaczęli się rozchodzić, jedynie Tom nie wstał z miejsca. Bill wyszedł nawet nie zaszczycając jej jednym spojrzeniem.

...

Pamięta jak wróciła później do pokoju i przepłakała pół nocy. Ciągle idąc przeklinała się w duchu. Wszyscy zaczęli traktować ją jak dziecko, jak tykającą bombę która w każdej
chwili może wybuchnąć i się rozpłakać. Nawet Joel przestał z nią rozmawiać. Usiadła przy fontannie. Czuła że ból odrzucenia przejął nad nią kontrolę.

Czując ze przemarzła, weszła do zamku. W kuchni stal mały telewizorek. Włączyła go od niechcenia, akurat szły wiadomości. Spiker oznajmiał własnie zaginięcie kolejnych osób.
Od dłuższego czasu słyszała o tajemniczych zniknięciach, wiedziała ze to JEJ robota.

-To juz kolejne dziwne zaginięcia we Wschodniej Europie, od kilku miesięcy lokalne władze i policja szuka sprawców porwań i zaginień wielu osób przeważnie z Węgier, Ukrainy i Rumunii.
Dzisiaj doszło do zaginięcia dwudziestu uczniów z Ukraińskiej podstawówki. Po raz pierwszy ofiarami padły dzieci. Policja twierdzi...

Ale dlużej juz nie słuchała. Wstała jak oparzona. Dzieci! Ta suka zabrała się za dzieci! A oni tutaj siedzą i nic nie robią! Jak strzała wypadła z kuchni i pobiegła do swojego pokoju. Wrzucała do torby ubrania, dokumenty i pieniądze. Wybiegla z zamku i popędziła do stojącego z tyłu garażu. Na scianie wisiały kluczyki do nowego Mercedesa Williama.
Z piskiem opon wyjechała i zatoczyła koło. Dziękowała w duchu za otwartą bramę. Wiedziała ze jak tylko zapadnie zmierzch, wyruszą jej szukać. Miała trochę przewagi. Po godzinie jazdy dotarła
na lotnisko. Zaparkowała i rzuciła się w tłum ludzi. Połączenia bezpośrednio Londyn - Rumunia nie było. Musiała sie przesiadać w Polsce ale wiedziała że i tak ich wyprzedzi.
Adrenalina szumiała jej w uszach, serce waliło jak oszalałe, ale czuła że robi właściwą rzecz. Nie miała już nic do stracenia. Jeśli ją zabije, to tylko lepiej. Mężczyzna ktorego kocha, jest
wampirem ,a w dodatku dobitnie jej pokazał że jej nie chce. Przyjaciele przestali sie odzywać, a wszyscy pewnie i tak juz mają dosyć narażania przez nią życia. Tylko wyświadczy wszystkim przysługę.
Lecąc samolotem przymknęła oczy , tak bardzo był to lot niepodobny do tego który przeżyła kiedyś z NIM. Poczuła jakby znów oparł głowę o jej ramię i uśmiechnął sie do niej.
Ona tez, uśmiechnęła sie do siebie przez łzy .

________________________________________________________________

Strużka krwi spływała kobiecie po szyi, jeszcze klika minut temu żyła, teraz leżała na podłodze niczym szmaciana lalka, z pustymi , zimnymi oczami. Inna kobieta, w długiej,czarnej sukni
stała przy oknie i wpatrywał się w przestrzeń, nie zwracając uwagi na sługę który po cichu wynosił zwłoki.

-Pani...- odezwał sie inny

-tak?

-są wieści z Londynu, widziano ją jak wbiega na lotnisko, myślimy że kieruje sie do nas

Po chwili milczenia Abir odrzekła

-widzisz Traian , mówiłam wam wszystkim,że ona w końcu sama do mnie przyjdzie

I uśmiechnęła się do siebie nie odwracając wzroku.

_________________________________________

W innym kraju , w zupełnie odmiennym miejscu i czasie, w mniejszym rozmiarami zamku rozlegały się krzyki.

-To twoja wina!-zawył Joel

-moja?! -odwarknął Bill -niby czym zawiniłem?!

-doprowadziłeś ją do takiego stanu, że już miała dosyć i postanowiła się zabić! Jej ucieczka to samobójstwo! To jej grozi w spotkaniu z Abir! Śmierć!

-to nie moja wina że jest taka głupia

Rozległ sie trzask, Joel w sekundzie przeobraził się w olbrzymiego, humanoidalnego wilkołaka. Reszta nie była obojętna , jeden po drugim zaczęli się przemieniać , tylko Kira stała wciąż
w postaci człowieka.

-kochani spokojnie!-William wpadł pomiędzy nich z rękami w górze -bez nerwów bo zniszczycie mi dom, a ty Bill-zwrócił się w jego kierunku-uważaj na słowa

-tak....przepraszam

Powoli wszyscy znów zaczęli przemieniać się w ludzi a Vegard , Sigrid i Samuel przyniesli im nowe ubrania gdyz stare znalazły się w strzępach.

-jak śmiesz ją obrażać -zagrzmiał Jo

-wybacz

-och, jakie to żałosne, ty jesteś żałosny

Na te słowa Tom zrobił w jego kierunku dwa kroki ale Bill powstrzymał go ręką.

-musimy coś ustalić- wtrąciła Carmen

-uważam że powinnismy juz ruszać do Rumunii, wszyscy - odrzekła Mia

-i co? jak to sobie wyobrażasz?-zapytał Sammy, krótko ostrzyżony blondyn, Curt,Jessie i Kyle jak zwykle stali za nim.

-wolicie siedziec tutaj i czekać? Nie wiem jak wy, ale ja jadę, teraz- warknął Jo-pakuję się i jadę

Spojrzał na wszystkich , jakby rzucał im wyzwanie.

Po ciszy trwającej zaledwie pare sekund, odezwał się Bill z nutą pewności której nie słyszeli od dawna.

-polecimy prywatnym samolotem zmieścimy się wszyscy, to znaczy, każdy kto chce lecieć.

Nikt nie zgłosił sprzeciwu. Kiwnął głową na znak zrozumienia.

-bądzcie gotowi do wyjazdu , spakujcie się , byle ciepło, widzimy się przy garażach za piętnaście minut - i wyszedł z pokoju, powoli podążał za nim Tom

-wiem że nie chcesz rozmawiac.. ale..

-To moja wina, wiem o tym-szedł dalej nie patrząc na brata

-nie możesz się za to obwiniać, to była jej decyzja

-a ja pomogłem w jej podjęciu

-nie rozumiem

Bill zatrzymał się gwałtownie. Tom stał na przeciwko niego.

-Wtedy , tamtego wieczoru, trzy miesiące temu, przyszedłem do niej i powiedziałem że jak się to skończy, odejdę i nigdy więcej mnie nie zobaczy, powiedziałem to wszystko wiedząc
że mnie kocha....wiedząc że ja ją kocham...

Tom nic nie odpowiedział.

-jestem jej cos winny, muszę ją ocalić

I wyszedł w mrok nocy.

[...]

Samolot wzbił sie w niebo, czekał ich kilkugodzinny lot, wszyscy pogrążeni byli w rozmowie. Bill i Tom siedzieli na przedzie. Przez dłuższy czas nie odzywali sie do siebie aż w końcu
Tom przerwał milczenie.

-Będzie dobrze -zaczął - zobaczysz, już raz ją uratowałeś

-tak, tylko wtedy było inaczej, ona chciała żyć..


Tom widział twarz brata, wiedział że obwinia się za tą całą sytuację i niestety, wiedział że w pewien sposób tak jest.

_______________________________________________________


Jechała starym, rozklekotanym, wypożyczonym samochodem spod lotniska. Zapłaciła za niego jego dwukrotną wartośc, więc wiedziała że właściciel nie zmartwi sie gdy już go nie odzyska. Od miejsca
gdzie znajdował się zamek dzieliło ją kilka godzin jazdy. Nie czuła strachu. Czas mijał jej zadziwiająco wolno. Czuła w sercu pewne ciepło.
Gdy dojechała do wioski, spytała o drogę starca który siedział przed domem mimo iż na zewnątrz było zimno i padał rzadki śnieg. Wiedziała że na miejsce będzie musiała dojść pieszo, więc samochód zostawiła pod lasem. Szła powoli, nie spieszyła się, chciała czuć każdy podmuch wiatru, każdy płatek śniegu, gdyż będzie jej ostatnim w życiu.




Po godzinie marszu, śniegu robiło się coraz więcej. Powoli zapadał zmrok , nagle poczuła czyjąś obecnośc. Rozejrzała się dookoła. Naprzeciwko niej stało dwóch , wysokich, czarnowłosych mężczyzn.
Wiedziała kim są. Wyprostowała się ,ale gdy tylko ruszyli w jej stronę krzyk wydobył sie z jej gardła.

______________________________________________________

-Mam złe przeczucia -marudził Joel -coś się stało, jestem pewny!

Panował mrok. Jechali trzema wielkimi samochodami. Jeszcze chwila i będą na miejscu.

-Znasz drogę?- pisnęła Kira do prowadzącego auto Toma , odpowiedział po chwili gdyż nigdy nie rozmawiał z człowiekiem w tym pół wilkołakiem, ktorą jest dziewczyna. Nie odzywał się do nikogo oprócz Billa.

-tak, bez obaw - i zaparkował przed samochodem który wcześniej zostawiła Madlen

-To na pewno ona! -Jo wyskoczył z samochodu, reszta podążyła za nimi

-myślę że już ją mają -odrzekł Bill ze ściągniętymi brwiami

-to co robimy?-zapytał William

-ruszajmy na zamek!- Jo juz ruszył między drzewa

-nie sądzę by to było rozsądne -rzekł Eric, jeden z wilkołaków, ktorzy pierwsi poznali Madlen w Kanadzie przed bitwą

-dajcie mi czas do następnego zachodu-rzekł Bill- teraz nic nie zrobimy

-w pobliżu jest mały hotelik, pomieścimy się -odrzekła Carmen

-dobrze..... więc chodzmy -Jo wyraźnie wściekły, niechętnie wsiadł do samochodu

Tom chwycił brata za ramię.

-wiem ze coś kombinujesz i nie pozwolę ci działac w pojedynkę, wchodze w to z tobą

-niech będzie ,ale wytłumaczę ci wszystko później, teraz jedzmy

Nigdy nie chciał narażać brata, ale z drugiej strony czuł otuchę, ze Tom przy nim będzie. Jego mysli krążyły wciąż uparcie wokół Madlen. Za każdym razem gdy o niej pomyślał
czuł dziwny ból w sercu, a przecież jest wampirem...

________________________________________

Poczuła pod dłońmi zimną posadzkę z kamieni. Wokoło było ciemno i chłodno. Dłońmi wyczuła kraty. Więc jestem więźniem , pomyślała. Położyła się i objęła rękami kolana. A tak liczyła
na szybką śmierć.




"Zobacz co mi zrobiłeś. Nie jestem sobą"


Magodzianka
  • awatar avenu3smok: Kiedy kolejny odcineeeek? 75 dni to troooche duuuzo ;< Wpadlam przez przypadek i cholernie bardzo zaciekawila mnie historia, az nawet konto sobie zalozylam, by sledzic i moc komentowac ;D WIEEEC PISZ SZYBKO NOWY RODZIAL *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
12."Królowa"

DO SŁUCHANIA:


Stukot końskich kopyt rozchodził się po lesie. Mała dziewczynka uczepiona szaty ojca przymykała powieki ze strachu przed pędem.
Długie ,ciemne loki szarpał wiatr. Słyszała jak ojciec pogania konia. Jeszcze wczoraj beztrosko bawiła sie na podwórku w głębokim
sniegu, dzisiaj uciekała przed katami ojca.
Widziała jak przebija jej matkę długim ,ciężkim mieczem. Tak bardzo na niego krzyczała gdy dowiedziała sie o jego zdradzie.
Podpity dokonał morderstwa. Nienawidzi go całym swoim jestestwem. Chciała uciec, ale zmusił ją by pojechała z nim. Gdyby nie paraliżujący
strach krzyczałaby. Krzyczałaby ile sił w płucach, by tylko go odnaleźli i zabili.
Jeszcze jedno uderzenie kopyt o zamarzniętą, pokrytą śniegiem ziemię, jeszcze jeden ponaglający krzyk ojca. Aż nagle koń stanął dęba
tak że prawie nie spadła. Stał przed nimi, wysoki, blady mężczyzna z tak jak i ona długimi ciemnymi włosami. Mimo iż padało, płatki
zdawały sie go omijać. Był ubrany w elegancki strój i futro z najszlachetniejszych Rumuńskich wilków. Usmiechał sie delikatnie.
Ojciec zszedł z konia z mieczem w ręku.

-zejdz nam z drogi!

Nie otrzymał odpowiedzi. Po chwili leżał juz na śniegu który barwiła na bordowo jego własna krew. Mężczyzna podszedł do dziewczynki.
O dziwo nie bała się. Była zafascynowana. Morderca jej matki został ukarany.

-Jak masz na imię? -odezwał sie dzwięcznym głosem

-Abir -odpowiedziała mu

-chodź ze mną kochanie -wsiadł na miejsce jej ojca i popędził rumaka.

Obejmowała go w pasie , tym razem nie zamykała oczu. Już niczego się nie bała. Stał sie jej opiekunem, kochankiem, ojcem i bratem.
Jej ukochanym mężem, który podarował coś więcej niż miłość. Nieśmiertelność.

__________________________________________________


Długo musiała wysłuchiwać krzyków ojca, o nieodpowiedzialności i strachu. Miotał sie po całym salonie i wymachiwał rękami.

-Żadnego telefonu, listu, maila! Dopiero Hugo powiedział mi że musiałaś szybko wyjechac do stanów w jakiejś bardzo ważnej sprawie.
Bóg wie co myślałem! Mafia, narkotyki!

-Tato wiesz że ja nigdy...

-Nie przerywaj mi!... prawie dostałem zawału!

-Bardzo mi przykro..

-I słusznie... więc może wyjaśnisz mi co sie stało?

-Niestety nie moge tato. Przykro mi. Ale nie musisz sie martwić.

-Och....juz rozumiem...masz kogoś tak? W Stanach?

-nie, nie mam - zaprzeczyła, lecz w głębi serca bardzo by chciała powiedzieć co innego

-więc dobrze, nie będę cię wypytywał ale następnym razem zdzwoń i informuj mnie

-oczywiście-obdarowała go uśmiechem

-wychodzę, Anaisse czeka na mnie w jednej z kawiarenek

-pozdrów ją ode mnie

Gdy wyszedł lekko trzaskajac drzwiami opadła na kanapę i zamknęła oczy. Sen przyszedł niespodziewanie szybko.

[...]

Dwa tygodnie w Paryżu wlekły się niemiłosiernie. Oprócz telefonów Joela i Kiry nic ciekawego ja nie spotykało. Nie chciała przyznać sie przed sobą samą dlaczego, iż dobrze o ty wiedziała.
Codziennie wieczorem go wyczekiwała. Przecież obiecał że ją odwiedzi.
Gorące sierpniowe słońce nie pozwalało odpocząć , a nocne burze zasnąć. Mijał ostatni tydzień jej pobytu we Francji , później miała
odwiedzić Huga w Londynie.
Już prawie zasypiała gdy nagle ktoś zaczął pukać w okno. Zerwała się z łóżka z łomoczącym sercem i otworzyła je.
Więc to prawda, nic jej sie nie przyśniło. On istnieje. Wszedł do pokoju z kocią zwinnością i zwrócił się w jej strone z szerokim uśmiechem.

-Wybacz ze tak długo mnie nie było, miałem zjawić sie wcześniej

-nic nie szkodzi...-zamknęła okno jakby miał przez nie uciec

-jak wakacje?

-coż, troszkę nudno

-och...no tak jakby je porównać do tego co przeżyłaś

-tak...a co u ciebie?

-byłem zajęty, prawdę mówiąc wszyscy byliśmy, wiesz rodzina Carmen, paczka Williama, Vegard i Sigrid też

-co robiliście?

-szukaliśmy pewnych informacji...nie wiem od czego zacząć- wziął w palce figurkę stojącą na jednej z półek

-może od początku? -uśmiechnęła się

-och Madlen... myślałem że to juz koniec z niebezpieczeństwami które mogą cie dotyczyć,ale niestety sie myliłem.

Usmiech spełzł z jej twarzy.

-to znaczy? Ozer, on , on przecież nie zyje...

-tak, to nie ulega wątpliwości, ale jest osoba która będzie chciała się zemścić i nie spocznie dopóki....dopóki cię nie zabije. Ozer miał żone..

-dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?

-nikt z nas nie sądził że jest ważna, ważna na tyle by ci zagrażać

-a jednak, och Bill zabiliśmy jej męża nie dziwie się jej !

-Tak mi przykro Madlen, musimy cię ukryć i...

-nie! nie chce się znowu ukrywac, narażać innych na bitwy, nie!

-wojna już się toczy

-co?!

-te wszystkie zniknięcia ludzi, trupy i wypadki, Ona szykuje armię, chc cię zabić i kontynuowac dzieło męża

Madlen usiadła na łóżku i schowała ręce w dłoniach.

-nie moge w to uwierzyć...

-wszyscy jesteśmy w szoku. Zaczęlismy coś podejrzewać gdy Carmen wybrała sie z Williamem i Samuelem do Rumunii , tam napotkali grupę wrogo nastawionych współbratymców, musieli się
wycofać, usłyszeli że królowa pragnie ich dostać w swoje ręce. Każdy z nas kogoś szpiegował. Zebrane informacje dostarczyły nam dowodów na to że Abir cos knuje.

-Abir?

-tak ma na imię

-opowiedz mi o niej coś więcej

Zapanowała cisza. Bill wziął głęboki oddech i patrząc przepraszająco na siedzącą na łóżku dziewczynę zaczął opowiadać znane mu losy wampirzej królowej. Opowiedział o jej młodości,
o zabiciu matki przez zdradzającego ją męża i wspólnej ucieczce oraz porwaniu. Oraz o tym jak wyzwolił ją z rąk jej morderczego ojca, pewien wampir, który nazywał sie Ozer i pokochał
tą małą dziewczynkę, dając jej nieśmiertelność gdy dorosła. Gdy skończył usiadł przy Madlen.

-zawsze mnie zastanawiało jak to jest, ze ludzie potrafią jednych kochac a innych nienawidzieć

-popatrz na ludzkich przywódców, potrafią kochać swoje rodziny a inne mordują bez mrugnięcia okiem -odpowiedział

-więc co teraz? co mam robić?

-Najpierw polecisz do Londynu, William ma tam swój zamek, są juz tam wszyscy, nawet wilkołaki

-Joel tez? i Kira?

-tak

-więc tylko ja o niczym nie wiedziałam?!

-nie denerwuj się, tutaj chodzi o ciebie

-no właśnie! więc powinnam dowiedzieć się pierwsza!

-wybacz...

-och przestań...

Podkurczyła nogi pod brodę i objęła je rękami. Była wsciekła. Wszyscy ją oszukali, milczeli gdy dzwoniła. Cóż za zdrada!

-Za dwa dni opuszczasz Paryż, powiedz ojcu że lecisz do Anglii , w pewnej sprawie, wiem że zrozumie

-czyżby....

Wstał i popatrzył na nią smutno.

-leć wieczornym połączeniem, będe czekał na lotnisku

-ok -odbąknęła

Podszedł do okna i otworzył je.

-do widzenia

-do widzenia

Gdy tylko zniknął w ciemności nocy opadła na poduszki i zaczęła szlochać. Nienawidziła tych łez. Nie tak to sobie wyobrażała.

__________________________________________________________

Człowiek ma w sobie pięć litrów krwi. Zawsze, niezmiennie tą samą ilość. Bez względu na wzrost czy wagę. Pięć litrów ciepłej, życiodajnej krwi.
Ile jej potrzeba by zapełnić starą , złotą wanne? Ilu ludzi poświęcić? Nie liczyła. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Zanurzała się w niej co chwile. Smakowała.
Mężczyźni, kobiety, dzieci i starcy. Wszystkich ochoczo przyjmowała do siebie jako ofiary.

-Abir...-rozległ sie miękki głos

-Makare, kochana nie miałabyś ochoty na kąpiel?

-może innym razem

-więc po co przychodzisz?

-ta dziewczyna, za dwa dni ma się pojawić w Londynie

-cudownie..

-jaki masz plan?

-plan? Wiesz kochana co jest przekleństwem dobrych ludzi? To że chętnie się poświęcają

Wysoka blondynka opuściła komnatę zamykając za sobą drzwi.

________________________________________________________________

Lot trwał dwie godziny. Złość powoli ją opuszczała. Jej miejsce zajmował smutek. Tak bardzo chciała inaczej spędzić ten czas. Z Nim. Wszystkie je plany obracały sie w niwecz.
Siedziała w sali przylotów az nagle czyjaś chłodna dłoń dotknęła jej ramienia. Podniosła wzrok. Jego ciemne oczy lśniły w sztucznym świetle lamp.

-Madlen....

Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę zanim wstała.

-chodzmy do samochodu.

Poszła za nim posłusznie. Miała ochotę jechac z nim przez całą noc. Byc tylko we dwoje. Ale zanim dała się porwać marzeniom na dobre dojechali na miejsce.
Jej oczom ukazała się wielka posiadłość. Zamek zachwycał swoimi rozmiarami. Po środku stał wielka fontanna z wodą.


-Tutaj jest....cudownie

-tak, mnie tez się podoba

-aż trudno uwierzyć że jesteśmy na obrzeżach Londynu

-chodzmy do środka, chmury zapowiadają deszcz, wszyscy juz na nas czekają

Na te słowa wysiadła z samochodu. Wspięli sie po schodach i weszli przez wielkie drewniane drzwi. Powitał ich William.

-Madlen kochana! -przytulił ją delikatnie - jak miło znów cię widzieć

-szkoda tylko że zawsze sie widujemy gdy ktoś chce mnie zabić

Usmiechnął sie blado i zaprowadził ich do ogromnego salonu.
Było tam ze czterdzieści osób. Wszystkich rozpoznała, każdy podchodził sie przywitać. Uśmiechnęła się do Toma gdy delikatnie ścisnął jej dłoń.
Ostatni podszedł Jo z Kirą. Wysoki indianin z widoczna domieszką białej krwi po ojcu i jego siostra dorównująca mu wzrostem blondynka.

-wiecie jak mam ochotę was nazwać.....zdrajcy!!

Uśmiechnęli się szeroko.

-tyle razy rozmawialiśmy przez telefon i nie zająknęliście się ani słowem!

-oni nam zabronili a wiesz, nie chcieliśmy się narazić wampirom -Joel nie przestawał się uśmiechać

-och tak, bo jesteście tylko małymi wilkołaczkami...

-nie dąsaj się już -Kira wzięła ją pod ramię -chodz coś zjeśc

Po kolacji w której uczestniczyły tylko wilkołaki wszyscy porozchodzili się po zamku.

-chcesz się przejśc? -zapytał Jo

-Jasne- Madlen ochoczo wstała od stołu.

Nie padało mimo ciężkich chmur na niebie. Szli po żwirowej drodze przy zamku.

-widze że są tutaj wszyscy z twojej wioski, wszyscy którzy walczyli

-jasne, gdy tylko zjawił sie Bill i wyjaśnił w czym rzecz ruszyliśmy w drogę

Madlen pokręciła głową.

-znowu się narażacie!

-och daj spokój, tylko ty nie jęcz

-tylko ja?

-tak Bill cały czas nas maltretuje , ciągle przeprasza za kłopoty i tak dalej, ale za to William sie świetnie bawi, jest wniebowzięty ze ma tylu gości, gosci którzy jedzą!
Co wieczór próbował coś z nami przełknąć ale natychmiast zwracał, w końcu Samuel nie wytrzymał i kazał mu przestać

-a co z niebezpieczeństwem1 zagrożeniem życia!

-Madlen, przestań sie zamartwiać i wyluzuj

-ciężko się wyluzować gdy ktoś chce cię zabić...

Spojrzał na nią i zatrzymał sie.

-co?

-mam wrażenie ze jeszcze cos innego cię trapi?

-mnie?skąd, daj spokój Jo

-Nie oszukasz mnie, jestem twoim przyjacielem, poza tym Kira cały wieczór prosiła bym cie wypytał czemu patrzysz na Billa jakbyś miała sie za chwilę rozpłakać

-och ja sie tak na niego nie patrze!

-ok -wzruszył ramionami

Madlen dziękowała w duchu ze Joel to mężczyzna i nie potrafi dostrzec tyle co jego siostra.

-wracajmy, zrobiło sie zimno

I skierowali sie z powrotem w kierunku zamku.

[...]

Większość wilkołaków poszła już spać, wszystkie wampiry rozpierzchły się po okolicy w celu zaspokojenia własnego głodu. Pożegnawszy się z Joelem , Madlen weszła do swojej
komnaty i opadła na łóżko. Po chwili zerwała się na równe nogi. Czuła że nie jest sama. Blady księżyc wychylił się zza chmur i ujrzała tak ukochana przez siebie twarz.
Tak, w końcu musiała to przyznać. Jest w nim zakochana. Już od tak dawna pała do niego uczuciem. A on tak zimny, tak niedostępny , jak świecący w gorze Księżyc.


-nie chciałem cie przestraszyć

-nic nie szkodzi

Podszedł do niej powoli.

-Dużo myślałem przez ostatni czas... o Tobie

-tak?

-odkąd znalazłaś mój portret jesteś w ciągłym niebezpieczeństwie

-Bill nie....

Uniósł dłoń i natychmiast zamilkła.

-boje się..... boje sie że cie stracę

Zamarło w niej serce. Iskierka nadziei zaczęła buchać płomieniami.

-boję sie ze zrobię ci krzywdę, uczynię wszystko by cie ocalić, nie pozwolę by cokolwiek ci się stało. A gdy juz będziesz bezpieczna odejdę.
Już nigdy nie będziesz w niebezpieczeństwie przeze mnie.. -po chwili wyszedł,cicho zamykając za sobą drzwi.
Iskierka nadziei zgasła.


"Żałuje, że to nie ja będę z tobą budzić się. Nie dobrze dobrali nas. Ale tu i teraz potrzebuję ciebie. Nie mogę uwierzyć, że tak ciągle za mało cię...."

Magodzianka
  • awatar In the right place: (...) A gdy juz będziesz bezpieczna odejdę. Już nigdy nie będziesz w niebezpieczeństwie przeze mnie.. -po chwili wyszedł,cicho zamykając za sobą drzwi. Nieeeee! Matko czemu to wszystko jest tak skomplikowane?! Hmm... a już myślałam, że będzie coś więcej;( A tak na marginesie to te obrazki, które dodajesz są naprawdę bardzo ładne. Ściągasz je z neta? ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
11."Walka"



NIE WIEM CZY JESZCZE KTOŚ TO CZYTA. KOMENTARZY PRAKTYCZNIE NIE MA, ALE CÓŻ JEŚLI MAM TO PISAĆ CHOĆBY DLA JEDNEJ OSOBY
NIE MA SPRAWY. PROSZĘ POLECAJCIE MOJE OPOWIADANIE. PISZĘ JE DLA WAS KOCHANI.


DO SŁUCHANIA:



Słońce chyliło się ku zachodowi. Niebo było wypełnione kolorami czerwieni i różu. Przed domem Joela zebrali się juz prawie wszyscy
którzy szykowali się do walki. Panowała wesoła atmosfera. Wszyscy rozmawiali i żartowali. Dopiero gdy na ganku stanął Joel z Kirą i
Madlen zapadła cisza.

-Przyszliśmy wszyscy -zawołał Eric, jeden z mieszkańców

-Jesteśmy gotowi -zawtórował mu inny mieszkaniec, reszta ochoczo pokiwała głowami

-Cieszę sie że tutaj jesteście- odezwała się Madlen - ale wiem też ze jesteście narażeni na niebezpieczeństwo, lecz jak wiecie nie będziecie walczyć sami. Wampiry które również sprzeciwiają sie woli Ozera są juz na miejscu ,czekają na znak by się wam przedstawić

-Pójdę po nich -powiedział Joel i po chwili zniknął za ścianą drzew

Po kilku minutach wyszedł na polanę przed domem a za nim kroczyło spokojnie czternaście wampirów.
Stanęli na przeciwko grupy wilkołaków. Madlen zaczęła po kolei wszystkich przedstawiać

-Oto Sammy, Curt,Jessie i Kyle, Samuel, William, Vegard , Sigrid, Carmen, Mia, Loius, Stephen, Agnes i Bill - na tego ostatniego spojrzała najdłużej,odwzajemnił spojrzenie

Cała czternastka ukłoniła się nisko. Bill zrobił kilka kroków do przodu.

-Witajcie, zdajemy sobie sprawe jak wiele kosztowało was zaakceptowanie naszej obecności na waszych ziemiach, ale dzisiaj jestesmy tutaj by walczyć razem,
walczyć z wrogiem który zagraża nam wszystkim, bez względu kim jesteśmy. Jestem pewny że już niedługo pojawi się ten któremu zalezy na naszej przegranej.
Czeka nas walka i musimy ja wygrać. I oby nam się udało.

-Zgadzam sie z Tobą- krzyknął Eric, po wilkołakach rozszedł sie pomruk aprobaty.

-Gdzie będziemy walczyć?- zapytał Joel

-podejrzewam że Ozer przyjdzie ze swoim wojskiem z tamtej strony- wskazał na pasmo gór- kilka kilometrów dalej jest wielka połać wolnej przestrzeni chcę tam dotrzeć jak najszybciej się da
więc gdybyście mogli sie juz przemienić...

-oczywiście , chodzcie- Joel machnął na pozostałych i skryli sie za drzewami

-Joel zaczekaj- Bill krzyknął na chłopaka- muszę z tobą porozmawiać

-jasne

Podszedł do Billa i oparł dłonie na biodrach. W oddali było słychac trzaski i warczenie przemienianych ludzi.

-o co chodzi?

- o Madlen...

-o mnie?- dziewczyna stanęła przy nich z groźną miną - ja na pewno nie zostanę w domu

-wiem że nawet gdybym cię poprosił i tak byś tego nie zrobiła - Bill posłał jej delikatny uśmiech

-i masz rację -odpowiedziała

-słuchajcie, wiem na pewno ze Ozer nie będzie uczestniczył w bójce, jestem pewny też ze Tom będzie miał za zadanie cię znaleźć i zabić, potrzebuje czasu, czasu dla mnie i dla niego

-więc co ja mam robić? - zapytał Joel

-nie spuszczać Ozera z oczu, wiem że twoja siostra i reszta wioski będzie walczyc ale my im pomożemy nie będą sami

-spokojnie nie zamierzałem sie przeciwstawiać

-ale Kira, zostawisz ja samą? -pisnęła Madlen

-nie bój sie o nią, da sobie radę, aż sie cała rwie do tego

-Madlen -zaczął Bill - ty musisz stać gdzieś z boku tak żeby wyczuł cie Tom, będę z Tobą

-ale... ale...Joel ty sam na Ozera? Nie Bill niech ktoś z nim jeszcze będzie

-och nie jestem dzieckiem!- zaperzył się Joel

- w porządku umówmy sie Joel że jak będzie źle zawyjesz i ktoś do ciebie pobiegnie, powiadomie ich

-w porządku ale wątpię by to było potrzebne...

-Czy wszyscy są juz gotowi?

Spojrzeli na scianę lasu. Stało tam stado potężnych wilkołaków.

- w porządku idziemy- krzyknął Bill- podążajcie za nami, a ciebie -spojrzał na Madlen - poniosę - i wziął ją na ręce.

Dziewczyna spojrzała za siebie i widziała jak Joel wstępuję do lasu by sie przemienić. Zamknęła oczy i poczula na swojej twarzy pęd wiatru oraz zimne twarde dłonie na ciele.

________________________________________________________________


Stal na w zniesienu na przeciwko wielkiej polany, słońce zaszło ale wciąż było ciepło. Lekki wiatr szarpał mu kosmyki długich, kręconych, brązowych włosów.

-Panie -odezwał sie za nim kobiecy głos- Panie oni nadchodzą, czuję ich

-ja też Nicole, ja też. Czy wszyscy są już gotowi?

-Tak

-cudownie, wyjdzcie im na spotkanie

-a ty Panie?

-ja?

-nie walczysz? Nie pomożesz nam?

-och Nicole jak możesz tak mówić... ja zajmę sie najgorszym, chyba w to nie wątpiłaś

-nie...oczywiście że nie

-więc idz i zbierz pozostałych

-tak jest

Został sam na kamienistym zboczu. Zamknął oczy i nasłuchiwał. Czul ich, słyszał. Wiedział ze są blisko. Tak jak blisko jest jego zwycięstwo.

__________________________________________________________________________________

Biegli od kilkudziesięciu minut, aż nagle gdy drzewa zaczęły sie przerzedzać zwolnili kroku. Niebo zakryły ciemne chmury, zza nich niepewnie wyglądał księzyc.
Widzieli białe sylwetki majaczące na drugim końcu lasu. Po chwili ciszy i rosnącego napięcia wszyscy ruszyli przed siebie. Wampiry dowodzące przez Williama oraz Wilkołaki przez
Kirę niczym grad runęli na wrogów. Rozległy się krzyki i wycia.

__________________________________

Madlen wciąz niesiona przez Billa usłyszała hałas niczym uderzenie gromu.

-Bill trzeba im pomóc!

-dadzą sobie rade, spokojnie! Joel Ozer jest tam na tamtej skale -wrzasnął do biegnącego obok wilkołaka - biegnij tam, nie zgub go!

Humanoidalny wilk wyprzedził go i pognał przed siebie.
Bill zatrzymał sie i postawił Madlen obok.

-co teraz? -zapytała

-czekamy, Tom powinien sie tu niebawem pojawić

Nie minęło pięc minut gdy zza wielkiego iglaka wyszedł Tom. Madlen miała juz z nim kiedyś do czynienia wiedziała jak wygląda.
Nie uśmiechał sie, nic nie mówił. Wpatrywał się w nią wściekłym spojrzeniem.

-Tom...- w głosie Billa było słychac ból

-Bill oddaj mi dziewczyne, nie komplikuj

-bracie czy ty nie widzisz o co mu chodzi, on chce zrobić z ludzi niewolników! a Ona to tylko zabawa przy pracy

-bronisz jej! on ci tego nie daruje! Ale oddaj ją , daj mi ją zabic a nic ci nie zrobi

-uwierzyłeś mu? jesteś tak naiwny? Myślisz ze mnie nie zabije jak pozwolę ja zabic?

-za bardzo kochasz ludzi braciszku

-mam jakieś zasady!

-przestań bredzic o zasadach i odsuń się!

-nie! jesli chcesz ją zabić najpierw będziesz musiał zabic mnie!

- a więc do tego doszło? jest dla ciebie więcej warta niz ja, niż twój własny gatunek!

-jest warta walki!

Gdy juz Tom miał coś odpowiedzieć zza drzew wyszedł Ozer , za sobą wlókł wielkie ciało wilkołaka

-Ten pies chciał mnie zabić -powiedział spokojnie -chyba mu sie nie udało

-Jo! Jo! Nie! Joel!!!! - Madlen próbowała wyrwać sie z uścisku Billa

-więc powod tego całego zamieszania jeszcze zyje- orzekł chłodno Ozer

-dobrze wiemy że i tak byś to zrobił! Dzieki niej wszyscy zdołali się przygotowac na twój atak- zawył Bill

-Cóż pora kończyc tą szopkę

Wszystko trwało pare sekund. Bill puścił Madlen która pobiegła do leżącego na trawie Joela wciąz w postaci wilka, Ozer rzucił sie na Billa a Tom stal jak sparaliżowany
pozwalając dziewczynie przebiec obok siebie.

-Co jest do cholery?! Mowieś ze nic mu nie zrobisz! - wrzasnął Tom

Ozer trzymał Billa od tyłu za głowę.

-Na pradę myślałeś ze pozwole by zniszczył moje imperium? mój plan?! Nawet jeśli teraz go nie zabije, przyjdzie dzien w którym znowu będzie chciał mi przeszkodzić! Nie pozwolę na to..
Jeśli będziesz się stawiał zabije i ciebie!!

Tom w sekundzie znalazł się przy nich, uderzył Ozera z całej siły i Bill uwolnił się z uścisku .

-Teraz juz mi wierzysz Tom?

-Tak...

Stali obok siebie i patrzyli jak Ozer wstaje podnosząc sie z ułamanego pnia drzewa które złamał.


-Głupcy! Myslicie ze ze mną wygracie? Jestem od was starszy! Silniejszy! Jestem...

Ale nie zdołał dokonczyć, rzucili się na niego rozrywając go na kawałki.

Madlen klęczała nad Joelem który powoli zaczął sie zmieniać w człowieka. Żył, ledwo , ale żył. Okryła go kurtką i wstała.
Widziała jak bracia palą szczątki Ozera. W końcu podeszli do niej oboje.

-Bill, Joela trzeba szybko zanieść do domu

-Madlen....

-i trzeba zobaczyc kto jeszcze potrzebuje pomocy, co z jego siostrą i pozostałymi

-Madlen...

- i ...i...

Osunęła się w ciemnośc. Już nic nie wiedziała, ostatnie co poczuła to czyjeś zimne, twarde dłonie na swoich ramionach.

_________________________________________________

Czuła że bardzo chcę się jej pić. Wstała powoli i usiadła na łóżku. W pokoju panował półmrok. Obok na stoliku stał dzbanek z wodą i szklanka. Nalała do pełna i wypiła łapczywie.
Nie wiedziała ile czasu minęło od bitwy i co się z wszystkimi stało. Wiedziała jednak że jest w pokoju gościnnym domu Joela i Kiry i że na pewno musiała długo spać.
Nagle do drzwi rozległo sie pukanie.

-prosze -wychrypiała

Wszedł do pokoju powoli, zamykając za sobą drzwi.

-witaj

-czesc , Bill co z Jo? Co z resztą? Byłam taka beznadziejna, musiałam zemdleć, tak strasznie mi wstyd!

-spokojnie, spokojnie, Joel teraz śpi, Kira go dogląda, rany na wilkołakach bardzo szybko się goją. Pozostałym wilkołakom też nic sie nie stało, żebyś widziała jacy byli zachwyceni
pewnie liczą ze kiedyś to powtórzą, Carmen, William i reszta tez wyszli bez szwanku, są juz w domu Vegarda i Sigrid.

-och co za ulga. A co z jego wojskiem?

-zniszczone i spalone

Madlen opadła na poduszki z widoczną ulgą. Ale po chwili znów ogarnął ją niepokój, wręcz strach. Wstała i oparła sie o blat stołu obok Billa.

-Czy.... czy to znaczy że to koniec?

-Ozera i jego władzy? tak

-miałam na mysli...czy to znaczy... czy juz cie więcej nie zobaczę?

Zapanowało milczenie. Czuła jak szybko bije jej serce, zarumieniła się na myśl że Bill je słyszy i domyśla się co teraz przezywa.

-myślę ze jeszcze sie zobaczymy , odwiedze cie niedługo

-chciałam pojechac do ojca, do Paryża zobaczyc sie z nim

-więc odwiedze cie we Francji

Usmiechnęła sie blado.

- Jak sie czuje Tom?

-jeśli nie masz nic przeciwko, chciałby z Tobą porozmawiac , bez obaw zostane z Tobą

-w porządku , poproś go

Otworzył drzwi, po chwili pojawił się w nich Tom.

-cześc, chciałem.... chciałem cie przeprosić....

-chciałeś ratowac brata, rozumiem..

-mimo wszystko.... byłem... wybacz

-nie ma sprawy, ciesze sie że przeszedłeś na dobrą trone mocy

Usmiechnął się do niej. Uścisnęli sobie dłonie.

-Będę czekał na dworze Bill

-W porządku

Wyszedł znikając w ciemnym korytarzu.

-wyjezdżasz juz teraz?

-chcę spędzić z nim trochę czasu, pogadac...

-rozumiem..

- to dla ciebie

Podał jej grubą białą kopertę. Była w niej duza suma gotówki i bilety lotnicze.

-Bill nie mogę..

-musisz. Jedz do ojca, odwiedz też Huga w Londynie i opowiedz mu o wszystkim. Niedługo sie zobaczymy

-Ale ja nawet nie podziękowałam reszcie!

-Nie martw sie myslę ze ich tez jeszcze zobaczysz

-Bill obiecaj mi, wiem ze nie powinnam tego wymagac ale obiecaj mi że nie znikniesz na zawsze

-jesli tego własnie chcesz

-tak, tego chcę

-w takim razie do zobaczenia

-do zobaczenia

Pocałował ją w policzek, przymknęła oczy a kiedy je otworzyła juz go nie było. Pojedyncza łza splynęła po miejscu gdzie dotknęły ją jego usta.

_____________________________________________________

Pomimo iz panowało lato, szczyty gór wciąż był ośnieżone. Zamek lśnił w świetle księżyca. Po wszystkich komnatach i korytarzach odbijał sie krzyk. Krzyk tak straszny że prawie
tłukł szkło.

-Nie wierzę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! On, On nie nie uwierzę!!!!!!!!!!!!!! Oni go zabili!!!!!!!! te psy!!!!!!!!!!!!

Piękna, ciemnowłosa wampirzyca miotała się po komnacie i rozbijała co chwile nową rzecz która weszła w jej dłonie.

-Pani, niech pani pozwoli....

-ZAMILCZ GŁUPCZE!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie rozumiesz?! Oni zabili mojego męża!!!!!!!!!!!!! Mojego króla!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wytłukę ich jak zarazę!
A ona ta ludzka dziwka będzie pierwszą której rozpłatam gardło!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Abir, tylko dokończenie dzieła twego męza i zabicie tej dziewczyny oraz tych przekletych bliźniaków da ci ukojenie -wysoka , blond pięknośc usiadła spokojnie przy kominku

-wiem Makare, i to jest mój cel!

Uspokoiła się i przejrzała w lustrze. Usmiechnęła sie do własnego odbicia i poprawiła kołnierz sukni. Wybrała juz cel.


"Pewnego dnia, w pewien sposób
Sprawię, że wszystko będzie w porządku, ale nie w tej chwili"


Magodzianka
  • awatar In the right place: Wow^^ Nie no zaskoczyłaś mnie tym odcinkiem. Jest zdecydowanie jednym z najlepszych ;-)tylko meczy mnie jedno pytanie: DLACZEGO ON JĄ NIE POCAŁOWAŁ W USTA?!...hahaha;-) Wyżyłam się nieco. czekam na nexta, a przy okazji zapraszam na mój blog, Dawno u mnie nie byłaś!! ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
10."Sojusznicy"

OGROMNE PRZEPROSINY DLA WSZYSTKICH! PRAKTYCZNIE MIESIĄC BEZ NOWEGO ODCINKA!
CÓŻ , MAM OSTATNIO URWANIE GŁOWY, TO PRAWDA I PRZEZ TEN OSTATNI MIESIĄC PRAWIE
WCALE NIE MIAŁAM OKAZJI ODPALIĆ KOMPA ALE MIMO WSZYSTKO PRZEPRASZAM. MAM NADZIEJĘ
ŻE NIE OPUŚCILIŚCIE OPOWIADANIA I NIE RZUCILIŚCIE NA MNIE KLĄTWY. TAK WIĘC UKŁON W WASZĄ
STRONĘ I ZAPRASZAM!!!!
P.S. POLECAM PRZECZYTAC SOBIE OSTATNI ODCINEK DLA PRZYPOMNIENIA AKCJI PO TAKIM CZASIE


DO SŁUCHANIA :




Leżała na łóżku patrząc w sufit , za każdym razem gdy wspominała jego pocałunek mrużyła oczy a jej ciało przechodzil dreszcz.
Co prawda w czoło, ale było w nim czuć coś głębokiego. Gdyby mogła pobiegłaby za nim i rzuciła mu sie w ramiona. Śniła o nim tej nocy
i tym razem nie całował jej w głowę. Czuła jednak , że nie moze zatracic sie w tym uczuciu ktore w niej rosło każdego dnia.
Jeśli po wszystkim on odejdzie, musi iść przez zycie dalej, mimo iż wiedziała ze juz nie potrafi zyć tak jak kiedyś. Spojrzała na
zegarek, wskazywał ósmą trzydzieści. Nagle do pokoju rozległo sie pukanie.

-proszę! -zawołała i usiadła na łóżku

W drzwiach stanęła Kira, w rekach trzymała zestaw czystych ubrań.

-dzien dobry, pomyśłałam ze po prysznicu będziesz chciała ubrac się w coś świeżego

-dziękuję, jesteś cudowna

-nic wielkiego, później zapraszam na sniadanie

-czy Jo już wstał?

-och tak, pochłonął juz wiekszośc zawartości lodówki, cały Joel

Dziewczyny usmiechnęły sie do siebie. Kira zostawiła ubrania na szafce i wyszła pozostawiając Madlen samą.

*

W kuchni pachniało jajecznicą. Czuła jak żołądek zaciska jej sie z głodu. Przy stole siedzial Joel który wstał na widok Madlen.

-dzien dobry!

-czesc

-jak się spało?

-świetnie -uśmiechnęła się

-siadaj musisz cos zjeśc przed nasza misją

-misją?

-chyba nie zapomniałaś, musimy zwerbowac jak największą ilość wilkołaków do walki z tym całym królem wampirów

-no tak..-wiedziała jakie mają zadanie , nadzieja na choć jeden dzien zapomnienia prysnęła bezpowrotnie

-daj jej zjeśc-wtrąciła Kira

-tak, tak jedz musisz meć siłe

-obawiam sie ze bardziej brak mi odwagi-dziewczyna obracała kromke chleba w palcach

-no co ty!-krzyknął Joel- zadajesz się z wampirami i wilkołakami, twarda z ciebie sztuka!

Madlen usmiechnęła sie do niego szczerze. Tak bardzo lubiła jego towarzystwo. Ale nie zapominała jak niebezpieczni
potrafią być jej przyjaciele. Wzięła do ust pierwszy kęs i na jeden moment zapomniała o zmartwieniach.

_____________________________________________

Zamek lśnił w słońcu poranka. Wszyscy udali sie już na spoczynek, tylko jedna osoba została w salonie z zasłoniętymi oknami
siedząc na drogim fotelu z zamkniętymi oczami. Nasłuchiwał. Czuł że jego brat jest blisko, śpi. Jest bezpieczny. Ale nie czuje
, nie słyszy tej dziewczyny obok niego. Otworzył oczy i odetchnął. Tom wstał , wyszedł z komnaty i udał sie do pokoi w piwnicy
wiedząc ze juz niedługo jego brat będzie bezpieczny.

_________________________________

-no-Joel klasnął w dłonie-pora sie zbierać

-dopiero pół do dziesiątej, daj ludziom się rozbudzić-skarciła go Kira

-nie siostrzyczko, jeśli chcemy kogos przekonac musimy to zrobic teraz, rano, muszą mieć czas do namysłu , a śmiem twierdzic ze
ten cały Ozer czy jak mu tam juz niedługo zaatakuje

-masz rację -poparła go Madlen- chodzmy

Wyszli frontowymi drzwiami i skierowali sie do centrum miasteczka.

-kiedy powstała ta miejscowośc?I dlaczego Kanada?-dziewczyna sprowadziła rozmowę na nieco inne tory. Historia wilkołaków bardzo ją zaciekawiła.

-trudno powiedzieć, zaczęło sie od jednego domu. W tysiąc dziewięćset dwudziestym pierwszym pewien Anglik zamieszkał w tym rejonie,
był wilkołakiem, chciał odizolowac sie od ludzi, by nie wyrządzać im krzywdy, szybko natrafił na inne wilkołaki, ludzie ci uciekli
z domu lub zostali wypędzeni. Zamieszkali z nim. Zaczęli budowac domy w okolicy i tak to sie rozrosło. Zaczęli szukać po świecie takich
wyrzutków jak oni i sprowadzać ich tu.

-ale...Bill mówił że wampirów jest kilka tysięcy na całym świecie a was tu jest tylko czterdziestu z hakiem

-kilka tysięcy? fiuuuu....-Joel gwizdnął z przejęcia - tak jest nas "tylko" czterdziestu tutaj na całym świecie jest kilkanaście takich osad,a jak juz kiedyś wspominałem nie wszyscy dowiadują sie że sa wilkołakami, czasem to u nich po prostu siedzi zamknięte

-są nosicielami ale nie zachoruja?

-tak, właśnie tak, poza tym wiekszośc wampirow zostaje stworzona przez inne wampiry, nie rodzą sie tacy, w przeciwieństwie do nas

-czy mozna zostać wilkołakiem?

-nie-Jo uśmiechnął sie-gdybym cię ugryzł pod postacią wilkołaka nic by ci się nie stało

-oprócz tego że nie miałabym nogi albo ręki

Zaśmiali się oboje. Nie zauważyli , gdy przeszli obok pierwszego z domów i musieli sie wracać.

-tu mieszkają Hammilton'owie, Eric Hamillton pracuje w firmie budowlanej, jego żona siedzi w domu z dzieciakami, wszyscy to wilkołaki

-skąd wiedzą że dzieci tez?

-to pewniak, z takimi genami... ale ujawni to się u nich dopiero pewnie za pare lat, chodzmy

Zapukali do snieżnobiałych drzwi. Okna na ganku przystrajały żółte kwiaty w doniczkach. Otworzył im wysoki mężczyzna z krótkimi,ciemnymi włosami.
Nie miał więcej niż z trzydziesci pięć lat.

-Joel! Witaj co cię sprowadza?

-Cześc Eric, poznaj moją znajomą Madeleine

-Witam Pana, panie Hamillton-wyciągnęła do niego rękę.

Weszli do kuchni, przy stole siedziała jego żona i dwójka maluchów, bawiących sie jedzeniem.

-Rose, daj dzieciaki do łóżeczek , Joel ma do nas pilną sprawę

Kobieta nieco zmieszana wykonała polecenie męza i wracając usiadła obok niego.

-Nie wiem od czego zacząć-burknął Jo

-może od początku?-dodal Eric

I tak zaczęli swoją historię, najpierw Madlen ,o znalezionych obrazach , incydencie w jej mieszkaniu oraz ucieczce przed
królem wampirów. Za każdym razem gdy padało słowo "wampir" państwo Hamillton ściągali brwi. Przez całą ich wspólną opowieść nie odezwali się ani słowem.

-tak więc obiecałem mu wczoraj, że spobuję z wami porozmawiac, zrozumiem jesli nas stąd wygonicie krzycząc że zwariowaliśmy

-ale będziemy wdzięczni jeśli panstwo to przemyślą, w koncu chodzi o nas wszystkich

Zapanowało milczenie, pan Hamillton spojrzał na żonę która miała wyraźny strach w oczach i pierwszy zabrał głos.

-Gdybym nie był tym kim jestem, powiedziałbym ze faktycznie zwariowaliscie ale, że jest inaczej musze sie z wami zgodzic.
Czasem wyczuwam "ich" obecnośc, każdy z nas wyczuwa ale do tej pory nie mysleliśmy ze stanowią wieksze zagrożenie

-nie wszyscy-wtrąciła Madlen

-no tak, tylko Ozer i jego poplecznicy-dodal meżczyzna- nie sądziłem ze są tez "dobre" wampiry

-jak widać...-dziewczyna spuściła wzrok

-dobra,macie mnie, jestem z wami!

-świetnie!-ucieszył sie Jo

-mnie również-odezwała sie Rose

-nie ma mowy! ty zostajesz w domu

-zapomnij kochany mężu! dzieci zostaną u babci, nie będę siedziała spokojnie w domu gdy ty będziesz walczył!

Oczy mężczyzny na chwilę zmieniły sie w dwie wąskie kreseczki ale juz po chwili na jego twarzy zagościł usmiech.

-więc macie nas oboje

-cudownie, teraz czas na pozostałych-westchnął Joel

-idę z wami-Eric wstal od stołu-mam dzisiaj wolne wiec wam pomogę, może razem uda nam się jeszcze kogos przekonać, Rose zadzwon do babci , spakuj dzieciaki, sama wiesz- dał jej soczystego buziaka i ruszyl w strone drzwi.

Wszyscy troje opuścili dom i żwawo ruszyli przed siebie.

Tego dnia Madlen i Joel powtórzyli swą opowieśc jeszcze wiele razy. U jednych spotykali się z oburzeniem ,u innych ze strachem ,a u pozostałch
z gotowością do walki. Większość młodych i zdrowych zgodziła się stanąć przy boku "dobrych" wampirów . Starsi , chorzy czy zbyt młodzi mieli pozostac w miasteczku bądz je opuścić na czas bitwy.

-niech ci co walczą najpóźniej jutro popołudniu stawią sie przed moim domem -zawołał Jo

-dwadziescia pięć wilkołaków...-szepnęła Madlen , w jej sercu zaiskrzyła iskierka nadziei.

Zbliżał sie wieczór wracali do domu. W kuchni czekała na nich Kira z kolacją. Na wieść o tak duzej liczbie sojuszników zaczęla
piszczeć z radości.

_________________________________________


Kilka godzin później na Alasce ,w domu przyjaciół Bill krążył po pokoju oczekując samochodu Carmen. Nagle William złapał go za łokieć.

-za chwile wychodzisz Sigrid dziurę w jej dywanie , a tego ci nie daruje, znam ją

-wybacz, ale denerwuje się, powtórz jeszcze raz co ci powiedziała Carmen

-"Williamie, niczego nie obiecuję,ale jeśli reszta sie zgodzi wyczekujcie nas następnego wieczoru"-zacytował

-cóż, mam nadzieje ze nie zawiodą, w koncu chodzi tez o nich

-o nas wszystkich, ale wiesz, czasem strach bierze górę

-och już daj spokój- wyszarpał ręke z uścisku i usiadl na kanapie. W tej samej chwili na podjeździe pojawiły się światła. Wstał
jak oparzony i wybiegł z domu.
Widział jak z auta wychodzi blondowłosa Carmen a za nią jej siostra Mia, brat Stephen oraz ich partnerzy Louis i Agnes.
Miał ochotę skakac z radości.

-witajcie!- wyprzedzili go Sigrid i Vegard -witajcie w naszym domu! Rozgośćcie się!

-nawet nie wiesz jaki wam jestem wdzięczny -szepnął Bill Carmen

-daj spokój, to oczywiste że musieliśmy się stawic

Tak, Bill wiedział że to oczywiste, przeszłośc Carmen, ,morderstwo dokonane przez Ozera na jej jedynym dziecku nie pozostawiło
żadnych wątpliwości co do jej wyboru.

-Jak podróż? -William oparł sie o brzeg kominka.

-szybka -uśmiechnęła się Mia

-idziemy zaplować-rzucił Sammy, Curt,Jessie i Kyle stali za nim . To oni uratowali Huga z rąk Toma, byli przyjaciółmi Williama i tylko ze względu na niego i jego przyjaźń postanowili pozostać w ich szeregach. W innym razie odeszli by dawno by ukryć sie daleko stąd. Nie były to wampiry obdarzone zbyt silną wolą walki , po żadnej ze stron.

-nie, zaczekajcie- przerwał mu Samuel

-skoro jestesmy tu wszyscy, mów więc , jaki masz plan- odezwal się Stephen.

Bill wyprostował się i zaczerpnął powietrza.

____________________________________________


Sala balowa wypelniła sie wampirami wszelakiej maści. Wysokie, niskie, szczupłe i przy kości. Blond, czarne i rude. Kobiety i mężczyźni.
Wszyscy stali w jednym długim rzędzie i czekali na swojego władce, który wkroczyl dumnie do sali i stanął przed nimi trzymając ręce za sobą niczym oficer.

-Witajcie

-witaj Panie-odpowiedzieli chórem

-jak zapewne wiecie od jutra zaczynam wcielać w zycie to o czym juz dawno wam mówiłem. Pełna władza, tylko dla nas , ponieważ
tylko my, wampiry, możemy rządzić światem. Tak więc mam zamiar przekonac co do słuszności mych słow jak największą ich ilośc. Ale...
moi kochani czeka nas przeszkoda w drodze do władzy , tak tak, ktoś jest na tyle szalony by probowac nie tyle co mi sie przeciwstawić
,ale zechciec mnie zgładzić!

Po tłumie roszedl się szept.

-ale bez obaw pokonamy go!

-któż to taki Panie?-odezwała się wysoka blondynka ubrana w lateksowy,czarny kostium

-ach, doskonałe pytanie moja droga Nicole. Otóż, to tak dobrze wam znany Marcus! Inni mogli słyszec o nim pod imieniem Bill...

-brat Toma?-zdziwił się niski, łysy wampir- to znaczy Nazira... te ich imiona...

-tak to dosyc kłopotliwe-usmiechnął sie Ozer- dokładnie,jego rodzony brat bliźniak!

-ale dlaczego?

-broni tej śmiertelniczki- wtrąciła chuda czarnowłosa wampirzyca, niemal z pogardą

-to skandal!- wrzasnął ktos obok

-nie do pomyslenia, to juz nie pierwszy raz...

-wtedy z tą ciężarną...

-....to było dziwne..

-...on jest szalony.....ale

Do Ozera docierały tylko strzępy rozmowy jego podwładnych, czuł jak do zamku zbliża się Tom. Nie był sam.

-kochani!-ucichły wszystkie rozmowy -kochani zapewniam ze gdy nadejdzie nowa noc wygramy z nim bitwe a nowy dzien będzie ostatnim
dla rządów ludzi, teraz jednakże chcę byście przyjeli ode mnie ten skromny prezent, dzisiaj nie musicie wychodzić na polowanie,
ofiara przyszła do was....

Otworzyły sie drzwi, wszedł przez nie Tom, a za nim około trzydziestu osób w tym kilkunastoletnie dziecko , wszyscy związani sznurem.
W sali rozbrzmiały krzyki....

_________________________

-Wilkołaki...-Louis spojrzał na Stephena- czy na pewno chcą nawiązać sojusz ?

-nie wiem ile osób ,ale wiem , że tym co sie zgodzą możemy zaufać- odpowiedział mu Bill

-a gdzie jest Madlen?-odezwała się Agnes

-z rodzeństwem wilkołaków, Joelem i Kirą w ich domu, tam jest na razie bezpieczna

- a jaką ona ma w tym wszystkim odegrać rolę?-zapytała Sigrid

-cóż, walczyć nie może-mruknął Samuel

-myślę że może odegrać najwazniejszą rolę...-wtrącił William

-nie!-wrzasnął Bill-domyślam się co ci chodzi po głowie!

-och , czyżby?

-chcesz zrobić z niej przynętę, na Toma i Ozera!

-genialne!-pisnął Curt

-nie!-Bill nie kryl wściekłości

- a jak chcesz to rozegrać Bill?- William usiadł na kanapie obok Mii- co z twoim bratem? zabijesz go?

-nie wiem... ale jeśli będzie chciał ją skrzywdzić to.... to go zabiję...

-słuchaj Bill-odezwał sie Stephen- nie włażę nikomu z buciorami w życie, ale ta śmiertelniczka, chyba nie jest ci obojętna co? Ty...

-idzcie zapolować, jutro bitwa, tylko nie zabijajcie dobrych ludzi...- wyszedł z domu lecz wciąż czul na sobie ich spojrzenia. Wiedział że ich nie oszukał, oni wiedzą, wiedzą że...nie jest mu obojętna.

____________________________

Próbowała zasnąć, lecz cos uparcie nie dawało jej odpłynąć. Po chwili zdała sobie sprawe co. Strach. Bała się że umrze wiele
niewinnych ludzi, osieracając dzieci i pozostawiając ukochanych w żałobie. Bała sie ze nadchodzący świt może byc ostatnim ,
bezpiecznym dla ludzi i juz nic nie będzie takie samo. Bała sie, ze juz go nigdy nie zobaczy. Jego pięknej twarzy, oczu i ust...
że nigdy nie poczuje ich smaku... ile będzie jej dane go widzieć ten ostatni raz? Czy w ogóle go ujrzy przed walką? I na jak długo?
I czy odejdzie zostawiając ja samą, pustą i złamaną... tak bardzo się bała.



"W górę twej wieży. Czy nie jesteśmy po prostu przerażeni? Kamień osłaniający twoje obawy przed tym, czego nigdy nie znajdziesz."


Magodzianka
  • awatar In the right place: WoW ^^! Z jednymi słowami się zgadzam: " -słuchaj Bill-odezwał sie Stephen- nie włażę nikomu z buciorami w życie, ale ta śmiertelniczka, chyba nie jest ci obojętna co? Ty... " ;) Czekam na nn. I zapraszam do mnie! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
9."Obrońcy"

DO SŁUCHANIA:



Obudziła sie , wciąż była noc, spojrzała na zegar samochodowy ,pokazywał trzecią dwadzieścia cztery. Za dwie godziny zacznie świtać.
Spojrzała na jego twarz. Skupiony, pełen gracji. Brwi lekko ściągnięte zdradzały że intensywnie o czymś rozmyśla. Odwróciła wzrok.

-niedługo dojedziemy -powiedział

-jechaliśmy prawie siedem godzin

-tak, dawałem gaz do dechy ile mogłem

-całą drogę przespałam..-Madlen nie mogła uwierzyć ze zamiast z nim porozmawiać zasnęła, zmarnowała taką okazję

-wypoczęłaś?

-powiedzmy

Po kilku minutach wjechali na ścieżkę prowadzącą do domu Sigrid i Vegarda. Wszyscy stali na zewnątrz i czekali.

-gdzie Hugo?-zapytała Madlen

-wczoraj William wysłał go do Anglii do rodziców, będą tam bezpieczni, chłopak upierał sie żeby zostać ale Sigrid trochę nim zmanipulowała

-co to znaczy?

-później ci wyjaśnię, chodźmy

Wysiedli trzaskając drzwiczkami skradzionego wozu.

-Żyjecie!-William wyściskał oboje

Madlen coraz bardziej czuła się swobodnie wśród wampirów. Taki pokaz czułości jej nie zmieszał.
Weszli do domu, wszyscy zajęli swoje miejsca. Przez następną godzinę Bill i Madlen na zmianę opowiadali całą historię. Porwanie z domu,
więzienie w zamku, ucieczka, wilkołak. Wszyscy słuchali z uwagą nie zdradzając najmniejszych emocji.


-Ozer już dotarł na miejsce?-Vegard zwrócił sie do Billa

-tak podejrzewam

-zapewne z połową swoich "wojsk" jeśli można ich tak nazwać

-a Tom? -Sigrid zlustrowała Billa wzrokiem

-pewnie juz sie uwolnił , nie wiem jak potraktuje go jego władca, pewnie nic mu nie zrobi

-też tak uważam -odpowiedział William -co więcej śmiem twierdzić iż Ozer widzi w tym świetną zabawe

-to znaczy? -zapytała Madlen

-kochana pomyśl tylko, dwóch braci, każdy po innej stronie, a po środku śmiertelniczka, nagroda, trofeum. Czysta przyjemność

-jestem....jego grą?

-niezwykłą grą, marzył o czymś takim od stuleci, historia z tamtym wampirem i ciężarną kobietą była niczym wobec tego -machnął ręką

-odwieź mnie tam Bill

-słucham? -chłopak był wyraźnie zdezorientowany

-skoro się bawi, dostanie mnie wprost do zamku, nie będzie gry, zabawy, znudzony zabije mnie od razu , nikt nie będzie narażony

-nie opowiadaj takich głupot!

-mówie poważnie! jeśli nie chcesz mnie zawieść sama to zrobię

Wstała i skierowała sie w stronę drzwi. Nagle czyjaś zimna dłoń zacisnęła się wokół nadgarstka.
To William trzymał ją mocno lecz nie wyrządzał jej tym krzywdy.

-choćbyś teraz tam pojechała my nadal jesteśmy zagrożeni

-jak to?!-krzyknął Samuel

-dlaczego?-zapytała Sigrid

Sammy, Curt,Jessie i Kyle popatrzyli na siebie pytająco.

-O czym ty mówisz? -oczy Madlen zwęziły się niczym u kota

-och nie mówcie że nie myśleliście o tym, Ozer planuje nas wszystkich zwerbować, a ci co się przeciwstawią zostaną zlikwidowani. Słyszałem kiedyś jakieś pogłoski od wampirów
z Rumunii , ale dopiero teraz zacząłem w to wierzyć. Te wszystkie zamki które buduje, wampiry nazywane "jego armią" , szykują się zmiany. Wszyscy jesteśmy zagrożeni. Madlen
to tylko jego rozrywka podczas pracy. Ważna rozrywka.

-Mamy....uciekać? -Sammy zapytał prawie szeptem

-i tak cię znajdzie

-wiec co robić?- zawtórował mu Kyle

-walczyć. Po to przybył na ten kontynent, by zwerbować w swe szeregi wszystkie tutejsze wampiry, będzie tak z każdym innym

-Ha!-prychnął Vegard -walczyć!

-nadal nie rozumiem po co miałby to robić-odezwała się Sigrid

-ja też nie, może Tom zna jego plany... a ty Bill słyszałeś cos?

Czarnowłosy wampir wpatrywał sie tępo przed siebie. Wszyscy oczekiwali odpowiedzi.
Nagle Bill wstał co zajęło mu mniej niz sekunde, tak że rozpłynął się w powietrzu gdy to zrobił.

-o nie...nie!-krzyknął

Wszyscy zamarli.Madlen czuła że jest na skraju zawału.

-wiem, znaczy myślę ze wiem co chce zrobić... to będzie koniec...

Jego twarz przypominała marmurowy posąg.

____________________________________________________

Zamek lśnił światłem sztucznych lamp, co chwilę ktoś kogoś mijał. Zbliżał się dzień ,wszyscy udawali sie do piwnic bądz pokoi pozbawionych
okien. Ozer spokojnie leżał na wielkiej kanapie w sali z kominkiem i popijał z kielicha ludzką krew. Tom stał naprzeciw niego.

-mowisz więc że uciekła, twój brat ją uwolnił i cię unieruchomił

-tak właśnie było

-i co teraz poczniemy....

-znajdę ją! znajdę ich! Wytropie i skręcę karki obojgu! -Krzyczał na całą salę

- ci ci ci ci ciiii..... nie denerwuj się . Nie ma takiej potrzeby. Wiem ze ich znajdziesz. Jak wiesz mamy też ważniejsze sprawy na głowie
niż jedna niesforna śmiertelniczka i wampir ze zbyt dużym sumieniem. Jutro po zmierzchu wyruszysz ich tropem, teraz udaj sie już na
spoczynek.

-tak jest-Tom ukłonił się i wyszedł

Ozer uśmiechnął się do siebie. Był prze szczęśliwy. Gra z tą małą wciąż się toczyła. Wszystko szło po jego myśli.

__________________________________________________________

Cisza była przerażająca, rozsadzała uszy. W koncu Bill znów się odezwał.

-Myślał nad tym już dawno temu, od wieków praktycznie. Zjednoczyć ze sobą wszystkie wampiry , stworzyć armię a z ludzi niewolników
chce byc Bogiem, królem nad królami tej Ziemi i ludzi. Najwidoczniej zaczął wcielać swój plan w życie.

Sigrid zasłoniła usta dłonią.

-ile jest wampirów, tak mniej więcej?-Samuel zwrócił się do Williama ale to Bill mu odpowiedział. Madlen nie wiedziała czy chce
usłyszeć tą liczbe lecz William wciąz trzymał ją za ręce.

-kilka tysięcy

-Tysięcy?-głos dziewczyny zadrżał

-duża ilośc zyje w podziemiach, ukrywa sie w najdalszych i najdzikszych rejonach świata, starsi śpią od setek lat, zapewne ich zbudzi
, wyobraźcie sobie, obudzone po setkach lat, wygłodniałe wampiry, zrobią wszystko co im każe, dołączą do niego, wybiją ludzi co do nogi,
chyba ze założą kolonie

-coś jak farmy?-odezwał sie Vegard

-tak, lecz tacy ludzie nie będą mieli szansy dorosnąć, będą zabijać dzieci, nawet noworodki..

Pokój wypełnił krzyk Madlen.

-Nie! nie! O Boże nie! Potwory!! Mordercy! Bestie!-wyrywała sie Williamowi

-chyba ma atak histerii-pisnął Jessie

-puśc mnie kreaturo!-wrzasnęła. William zwolnił uścisk. Wybiegła z domu. Bill chciał za nia pójść lecz zatrzymała go Sigrid.

-niech idzie, za chwilę świt, niech spędzi ten dzien jak chce

-chodzmy juz na dół-powiedział Samuel

Wszyscy zaczęli schodzić schodami do piwnicy w której znajdowały się oddzielne pokoje. Tylko Bill wciąż wpatrywał sie w znikającą za drzewami Madlen.

**************

Biegła, wciąż biegła. Jak szalona omijała kłody i kamienie. Wiedziała że zaraz poczuje na twarzy promienie. Och jak bardzo kochała słońce. Jak nigdy przedtem.
Było jej zbawieniem, drogowskazem, obrońcą. Zatrzymała się przed urwiskiem. Na dole rozpościerała sie zielona polana. Położyła się i łapała łapczywie powietrze.
Zamknęła oczy. Po chwili poczuła na skórze ciepło. Wiedziała że jest teraz bezpieczna. Choćby w najmniejszym stopniu. Słuchała jak śpiewają ptaki i szumią liście.
Gdzieś niedaleko ,poniżej musiała płynąć rzeka. Może z daleka przygląda sie jej jeleń albo sarna z młodymi. Zaczęła szlochać. Tak piekny był świat , a tak wiele zła w sobie miał.
Wierzyła że wampiry ktore zna ,są lepsze, ale czy na pewno? Bała się, jak nigdy dotąd. Oddech się wyrównał, umysł uspokoił. Zasnęła.

*****************

Obudziła się przed południem. Reszte dnia spędziła na relaksie, przyrządzaniu obiadu i długiej kąpieli. O zmierzchu wszyscy zaczęli się schodzić do salonu. Usiadła w miękkim
fotelu. Nikt się do niej nie odezwał. Każdy bał się powiedzieć choćby słowo. Tak bardzo było im wstyd w tamtym momencie za swoją naturę.

Podszedł do niej Bill, uklęknął na jednym kolanie i spojrzał jej w oczy.

-wiedz że nikt z nas nie chce wstąpić w szeregi Ozera. Nikt. Nie musisz nas sie obawiać. Wiem że się boisz.

-was się nie boję .... obawiam się jego

-wiem.-dotknął jej kolana i wstał - dlatego wymyśliłem pewną linie ochrony

-to znaczy? - Curt nie krył zaciekawienia

-Wraz z Ozerem i Tomem na zamku jest jeszcze ponad trzydzieści innych wampirów. Nas jest dziewięcioro, zadzwonię do Carmen, jeśli sie zgodzi przyleci jeszcze dzisiaj do nas wraz z rodziną

-będzie nas czternastu , wciąż za mało-wtrącił Vegard

-tak, ale są inne istoty niż wampiry,na przykład wilkołaki

-Joel?-Madlen aż wstała

-zwariowałeś?-rzucił William- jak wilkołaki mają nam pomóc? z chęcią wszystkich nas by wymordowały

-nie sądzę, tak jak wam opowiadałem, dwoje z nich zaopiekowało sie Madlen, pomogli jej znaleźć mnie, myślę że jesli usłyszą jakie grozi niebezpieczentwo ludziom jak im samym, pomogą nam.

-One nie trzymaja sie w stadach, to indywidua,jednostki

-w Kanadzie jest ich wioska, ludzie z całego świata, same wilkołaki, jesli udałoby mi sie przekonac choćby dziesięciu...

-spróbuj , nie mamy innego wyboru

-zadzwoń do Carmen , nie zdradzaj zbyt wiele, niech przyjedzie ze wszystkimi

-a ty?

-Mdlen-Bill odwrócił się w kierunku dziewczyny- czy mogłabys sie spakować w mniej niż dwadziescia minut?

-dlaczego?

-musisz mi pomóc, bez ciebie mi się nie uda.

__________________________________________________________

Siedział na tej samej kanapie co poprzedniego wieczoru. Brał głębokie wdechy , wiedział. On WIEDZIAŁ. Gdy Tom juz miał wyjśc z zamku zawołał na niego.

-Tom! podejdz do mnie

-tak?

-zmiana planów, nigdzie nie jedziesz

-jak to? mogą uciekać dalej! musze ich dogonic! Ozer muszę jechac, ja...

-szszszszszzzz....-uciszył go gestem dłoni

-Tom, wsłuchaj się w siebie to twój brat bliźniak, czy teraz gdzies ucieka?

Chłopak zamknął oczy i stal tak przez chwile.

-nie....

-właśnie. Już niedługo ją dopadniesz, uratujesz go ale na razie musisz tu zostać plany się zmieniły

-jak to?

-zobaczysz, wszyscy zobaczycie. Na razie ciesz sie wieczorem. Czyż nie piękna noc?

-tak, bardzo

Ozer skinął na stojącą w rogu wampirzyce aby podała mu krwawy puchar.


_________________________________________________________

Tym razem nie zasnęła. Przez pierwszą godzine słuchali muzyki lecz poźniej Bill wyłączył radio, gdy zaczęło trzeszczeć na granicy.
Siedzieli w ciszy przez następną godzinę. Madlen wierciła sie co jakiś czas. Nie wiedziała od czego zacząć. I czy w ogóle coś mówić.
W końcu zadała mu pytanie.

-co zrobisz po wszystkim?

-po wszystkim?-odpowiedział

-jeśli przezyję, wy pokonacie Ozera i jego armię, pogodzisz sie z bratem, co później?

-nie zastanawiam się nad tym

Zbił ją z pantałyku. Nie wiedziała co odpowiedzieć, czuła się jak skończona idiotka. Pomimo tego wszystkiego nadal wiedziała iż nie jest jej obojętny. Jakże by mógł!
Drżała na myśl o tym że mogłaby juz nigdy wiecej go nie zobaczyć. Powstrzymała napływające do oczu łzy.

*

Był na siebie zły, coż za odpowiedz. Oczywiście że nad tym myślał. Wiedział że chciałby byc obok niej, dla niej, z nią. Ale dla jej dobra zniknie z jej życia.
Tak dużo wycierpiała przez jego pobratymców. Dlaczego miałaby dodatkowo cierpiec przez niego? Możliwe że go nienawidzi, napawa ją wstrętem. Zabijanie noworodków
mogło ją na dobre zniechęcić... Wzdychnął tak cicho że tego nie usłyszała.

****************

Po czterech godzinach milczenia i słuchania Kanadyjskich list przebojów na przemian ,dojechali na miejsce. Bill zaparkował przy lesie po czym wziął Madlen na ręce i pognał do domu
Joela i Kiry. Zatrzymał sie wiele metrów przed wejściem.

-musisz tam pójść sama, nie może mnie wyczuć, wytłumacz mu że musze z nim porozmawiać w ludzkiej formie

-myślisz ze się zgodzi?

-bądz przekonywująca proszę

-postaram się

Szybkim krokiem zmierzała na ganek domu. Ledwo weszła na pierwszy schodek a drzwi się otworzyły . Stal w nich Jo w ciemnych dżinsach i bluzie z kapturem na którą miał założoną
wojskową marynarkę. O dziwo wyglądało to całkiem nieźle.

-Madlen!-krzyknął i rzucił sie na dziewczynę. Przytulił ją prawie pozbawiając tlenu. Za nim wyszła Kira.

-cos się stało?

- i tak i nie- odpowiedziała- miło was widziec

-ciebie również, wchodz

Po kilkunastu minutach Madlen zapoznała Joela i Kirę z informacjami. W ciepłej ,drewnianej, kuchni panowała cisza. Chłopak myślał o czymś z zaciętą miną.


-dobrze wyjdę z nim pogadać-rzucił Jo

-idę z Tobą-Kira natychmiast wstała

-nie, zostan tutaj, obie zostańcie

-ale...

Wyszedł nie zamykając drzwi.

-nie martw sie Bill nic mu nie zrobi-uspokajała ją Madlen

********************

Szedł przez mrok. Przystanął i rozejrzał sie dookoła. Nagle zza drzew wyłoniła się ciemna postać. Im był bliżej tym wiecej
detali dostrzegał Jo . Mężczyzna był wysoki i szczupły. Miał czarne włosy do ramion z dwoma białymi pasami biegnącymi od skroni.
Był urodziwy jeśli tak to nazwać, nawet bardzo. Sprawiał wrażenie doświadczonego i starego mimo iż wyglądał na dwadzieścia osiem lat.
Zatrzymał sie od niego na trzy metry.

-ciesze się że zgodziłeś się ze mną porozmawiać

-gdyby nie Madlen nie miałbyś takiej możliwości

-zdaję sobie z tego sprawę, wiem że wyjaśniła ci wszystko

-tak

-i jakie jest twoje stanowisko?

-stanę z wami do walki, jesli to ma ocalić ją i pozostałych ludzi, sądze że Kira sie do mnie przyłączy ale nie wiem jak pozostali,
dzisiaj zwołam zebranie, opowiem im wszystko lecz nikogo nie bedę namawiał

-rozumiem, dziękuję, tu chodzi o nas wszystkich

-zdaje sobie z tego sprawę

-czy jest tu gdzieś miejsce bym mógł przenocować? Bez obaw nie będę polował w okolicach

-tak, na obrzeżach wioski jest stary opuszczony dom, tam sie skryj

-dziekuję, ale mam jedną prośbę

-tak?

-przenocuj Madlen, dzisiaj i w razie konieczności jutro

-ile tylko będzie trzeba

*********************

Otworzyły sie drzwi. W kuchni stanął Joel. Usmiechał sie do siebie.

-i?-Kira aż sie cała gotowała

-w porządku, Madlen ?-popatrzył na dziewczynę- czeka na ciebie ,chce z tobą porozmawiać

-dzięki- wstała i wyszła zamykając za sobą drzwi

*

-Bill?-mrużyła powieki patrząc na las skąpany w czerni

-tutaj jestem- chwycił ją delikatnie za dłoń i szybko puścił

Stał naprzeciw niej .

- jutro wieczorem wracam do Williama, dzisiaj przenocuję w starym domostwie, ty zostan tutaj

-ale...

-nie, nie, zostajesz tutaj, będziesz bezpieczna

-ale ty

-chyba sie o mnie nie martwisz? nic mi nie będzie , za dwa dni wrócę tutaj z pozostałymi mam nadzieję ze z Carmen i jej rodziną również,
będziemy czekać aż Ozer zaatakuje, nie wiem ile wilkołaków Joel przeciągnie na swoją strone ale byłbym wdzięczny gdybyś mu w tym pomogła

-jasne, postaram się

-w takim razie spij dobrze i uważaj na siebie, zobaczymy się za dwa dni

-Bill...-jękneła

-tak?

Patrzyła na niego, była bliska płaczu.

-tez na siebie uważaj

Uśmiechnął się szeroko i pocałował ją w czoło. Zamknęła oczy. Chłodne miękkie usta musnęły jej skórę. Przeszedł ją dreszcz. Otworzyła oczy i już go nie było.
Stała sama. Wolnym krokiem wróciła do domu swoich przyjaciół.


"Pozwól mi obdarzyć siebie, moją miłością. Pozwól mi chwycić swoją dłoń kiedy spacerujemy w przyćmionym świetle. Oh, kochanie zrozum."


Magodzianka
  • awatar In the right place: Chcę, chcę, chcę .....kolejny!!! ^^ Będąc szczerą to jak czytam twoje opowiadanie to zaczynam się bać;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
8."Księżyc"

KOCHANI APEL: każdy kto czyta niech zostawia komentarz, chcę wiedzieć czy sie podoba czy nie. Czy jest sens prowadzić to opowiadanie (które osobiście kocham) czy nie. Wkładam w nie dużo czasu i pracy, więc fajnie byłoby gdybym wiedziała ze ma odbiorców. Pozdrawiam



DO SŁUCHANIA:

Powoli otworzyła oczy, była noc, pokój był niewielki, oświetlony jedynie małą lampką stojąca w rogu. Usiadła na łóżku, koc którym była okryta osunął sie na podłogę. Po chwili przypomniała sobie, co sie wydarzyło. Do zamku przyszedł Bill, kazal jej uciekać, biegła po lesie, ujrzała wilkołaka i zemdlała.
Gdzie jest? Co on jej zrobił? Co z Billem? Ile spała?
Wyszła z pokoju, w pozostałej części domu panowała ciemność, szła po omacku, coraz szybciej, oczy przyzwyczaiły się do ciemności.
Nagle zderzyła sie z kimś. Serce zakuło ja w piersi.

-Aaaaa!-krzykneła

-spokojnie, spokojnie! -rozległ sie głos, salon zalało światło - nie musisz się mnie obawiać

Madlen popatrzyła na wysokiego chłopaka o śniadej cerze i długich czarnych włosach miał rysy Indianina lecz widac w nim było domieszkę białej krwi. Był bardzo przystojny.
Uśmiechnął sie do niej.

-wybacz jeśli cie przestraszyłem

-ja...ja nie wiem gdzie jestem, tamten wilkołak...

-to bylem ja

Dziewczyna zamarła i cofnęła się o krok.

-spokojnie nic ci nie grozi

-dlaczego mnie porwałeś?

-porwałem? nie, to nie tak, uratowałem cie

-uratowałeś? -była całkowicie zdezorientowana

-przed wampirem, uciekałaś przed wampirem , dziwne bo cwaniak nie wyglądał jakby polował

-co mu zrobiłeś?!-Madlen zbliżyła się do chłopaka z pięściami

-ej! nic mu nie zrobiłem, stanął jak zamurowany gdy wziąłem cie na ręce

-szedł za nami?

-nie, nie sądzę

-muszę iśc- dziewczyna skierowała się w stronę drzwi

-gdzie idziesz? jest noc, zgubisz sie w lesie

-dam sobie rade, musze iśc , tamten wampir mnie uratował

Chłopak nie wierzył własnym uszom.

-powiesz mi co się stało?

-nic co ciebie dotyczy....jak masz na imię?

-Joel-podszedl do niej z wyciągnięta ręką

-Madeleine-odpowiedziała- mów mi Madlen

-więc Madlen, powiesz mi co sie stało?

-to długa historia a ja musze go znaleźć

-niedługo świta, pewnie nie będzie krążył po lesie, myślę że jak spędzisz tu jeden dzień nic się nie stanie

-dobrze, ale później musze iśc

-w porządku. Jesteś głodna?

Madlen uśmiechnęła sie lekko na myśl o kolacji.

_________________________________________________

Stał w całkowitym osłupieniu przez chwile. Po raz pierwszy mu sie to zdarzyło odkąd został przemieniony. Ruszył za nimi powoli. Widział jak wielkie włochate zwierze przemienia sie
w wysokiego umięśnionego mężczyzne o długich mahoniowych włosach i wchodzi do domu z Madlen na rękach. Wyczul że w okolicy jest kilkanaście wilkołaków jesli nie kilkadziesiąt.
Wspiął sie na wysokie drzewo i obserwował dom. Z godziny na godzinę było coraz bliżej świtu. Wiedział że musi sie ukryć. wyciągnął z kieszeni komórkę i wybrał numer.
Ju po jednym sygnale w słuchawce rozległ sie głos:

-Bill?

-William , czy wszystko u was w porządku?

-tak bez zmian

-a jak Hugo?

-chłopak już doszedł do siebie, wyrywa sie by pojechac za Madlen

-ma się nie ruszyć na krok od domu!

-coś sie stało?

-tak, myślę że tak. Posłuchaj , najlepiej będzie jak odeślecie go do rodziny w Anglii

-będzie się stawiał

-trudno, rozumiem ,ze chce ratować przyjaciółkę ale sprawy troche sie skomplikowały

-to znaczy? Bill co sie stało?

-Yh... dotarłem do zamku, kazałem Madlen uciekac po czym uwięziłem Toma w piwnicy. Popędziłem za nią do lasu ale ... pojmał ją wilkołak

-wilkołak?! myślałem że juz ich nie ma na tym kontynencie

-widać są, tak więc śledziłem go, wszedł do wioski, tu prawie wszyscy sa wilkołakami, kilkadziesiąt osób William! Tak więc siedzę na drzewie i patrzę na dom tego faceta

-Zaraz będzie świtać Bill

-wiem, i to mnie wkurza...

-a Ozer?

-nie było go w zamku ale podejrzewam że niedługo się zjawi

-z całą świtą jak mniemam

-prawdopodobnie

-co planujesz?

-przeczekam dzień, mam nadzieje że Madlen nic nie grozi i będzie mnie szukać

-a jeśli ją uwięził?

-uwolnie ją

-sam nie dasz rady!

-spokojnie, on mieszka na uboczu, te wilkołaki nie trzymaja sie razem, nie mają charakteru stadnego

-mimo wszystko Bill...

-czekaj na mój telefon, zaopiekuj sie Hugem

Kliknął czerwoną słuchawkę i bezszelestnie zeskoczył z drzewa. Pognał do sąsiadującej wioski i ukrył sie w podłodze rozlatującej się szopy. Pałał gniewem na myśl że ona znajduję się
w łapskach tego potwora... tego monstrum... Pięćset lat temu sam zmierzył się z jednym z nich. Była to trudna , równa walka. Wie jak bardzo wilkołaki są niebezpieczne.

__________________________________________

Opowiadała mu swoja historie, zaczynając od obrazów na strychu uczelni po dzisiejszy wieczór. Siedzieli na dworze na murze przed domem. Korzystali z ciepła letniego dnia.
Joel słuchał jej uważnie.



-więc to chyba wszystko-wzruszyła ramionami

Chłopak zamyślił sie na chwilę.

-skoro ten cały Ozer chce cie zabic ja mogę cię chronić, jestem pewny że pare kumpli zgodzi sie ze mną i staną za toba

-nie!nie ma mowy!

-dlaczego?

-juz tyle osób naraziłam, dziekuję ci za gościnę, ale wieczorem odchodze

-nie możesz Madlen! Ozer czy Tom, ktoś cię w koncu dopadnie a , no ten jak mu tam... Bill może sam sobie nie dac rady, w gruncie rzeczy zdziwiłaś mnie że aż tyle wampirów
zechciało ci pomóc, że mają w sobie zalążek dobra

-jestes wilkołakiem, powinieneś coś o tym wiedzieć

Wyprostował sie.

-przepraszam- wydukała

-rozumiem cię... wilkołak-potrząsnął głową

-opowiedz mi o wilkołakach Jo- użyła zdrobnienia gdyz bardzo jej sie spodobało

-cóż, tak jak i wampiry, nie wiemy jak powstalismy, od kogo sie to zaczęło, jest kilka teorii, legend i mitów. Pierwsza mówi o tym że wiele tysiecy lat temu szaman rzucił urok na jednego z wilków
który zagryzł dziecko, każdego kogo ugryzł wilk został zakażony, nawet jesli zjadł zakażone zwierze,ugryzione wczesniej przez wilka, ale mnie nie ugryzł wilk, ani nie jadłem dziczyzny, druga opowiada o człowieku który chcąc bronić swoją rodzinę zawarł z duchami układ i zamieniał się w wilkołaka w zamian za swoją duszę, ale to nijak się ma do nas wszystkich, wiesz ta wioska
to same wilkołaki, ludzie z całego świata, którzy zjechali tu by znaleźć się z dala od ludzi, by im nie zagrażać. Są tu przyjezdni z Europy, Azji, Afryki, Południowej Ameryki i Australii.
Nie tworzymy watah, sabatów, czy zorganizowanych grup. Mieszkamy tu ale nie trzymamy sie razem. Owszem zawiązują sie przyjaźnie czy nawet miłość ale gdyby chciała napaść nas chorda
wampirów każdy dbałby o siebie.

-ilu was jest dokładnie?

-znajduje sie tutaj czterdziesci domów, mieszkańców jest stu dwudziestu

-sto dwadzieścia wilkołaków

-w tym jeden doktor, pracuje w szpitalu w mieście, jest z nas najstarszy, odkrył ostatnio że mamy jakby to powiedziec gen który odpowiada za wilkołactwo

-kiedy odkryłeś że jesteś wilkołakiem?- Madlen nie kryła zainteresowania

-będąc nastolatkiem, przez cały czas byłem dziwny, nabuzowany, nerwowy, przyszła pełnia, coś mnie zdenerwowało i zacząłem sie przeistaczac , uciekłem z domu przez tydzien chowałem sie
w lesie, wrociłem , przez lata starałem sie kontrolowac , nie denerwować, ale za każdym razem w czasie pełni dostawałem szału

-czyli potrzebujecie pełni?

-nie, ale wtedy jestesmy najsilniejsi, najbardziej agresywni , księzyc tak na nas działa, jak na morskie fale, za dnia możemy sie przeistaczac, lecz jest to o wiele trudniejsze

-jak sie tutaj znalazłeś?

-pochodzę z tutejszych okolic, moja matka należała do jednego z plemion, mój ojciec jest Anglikiem, zostawił matke jak się dowiedział o ciąży, miał juz zonę w Anglii

-przykro mi...

-z moją siostrą było podobnie

-masz siostrę?

Nagle zza drzew wyłoniła sie wysoka blondynka. Madlen była pod wielkim wrażeniem urody dziewczyny.


-cześć, jestem Kira, siostra tego tu -blond pięknośc wyciągnęła dłoń i uśmiechnęła się

-Madlen -odwzajemniła uścisk

-wybaczcie ale troche was podsłuchiwałam

Joel wywrócił oczami.

-jesteście rodzenstwem?-Madlen nie mogła znaleźć żadnego podobieństwa między bratem i siostrą

-tak-odpowiedziała-mamy tego samego ojca ale inne matki. Ojciec na łożu śmierci, w Londynie, opowiedział mi o ciężarnej Indiance, kilka lat temu postanowiłam odszukać Jo.

-czy ty też jesteś...-Madlen zatrzymała sie w pół słowa

-niestety tak-dziewczyna posmutniała- podejrzewamy że mamy to po ojcu...Słuchaj dam ci jakieś rzeczy do przebrania, chyba że chcesz chodzic w tej obdartej kiecce

-och, dzięki

-chodz za mną

Madlen spojrzała na Joela, uśmiechał sie szeroko. "Miasteczko Wilkołaków" pomyślała. Wyrzutków ktore tu znalazły cisze i spokój. Anonimowość i pewnośc że nikogo nie skrzywdzą.
Ale ona mimo jawnego niebezpieczeństwa wcale sie nie bała.

________________________________________

Całą noc o niej myślał, czy żyje, co mogły zrobic jej te potwory. Czy umiera ze strachu? Gdzie ją przetrzymują? Wstał, otrzepał się z kurzu i pajęczyn i ruszył przed siebie
w stronę diabelnego miasteczka, którego na pewno nawet nie ma na mapie. Niebo dopiero co zaszło, chmury tliły się ostatkami różu i fioletu. Biegnąc poczuł ten zapach, tak bardzo mu znany...
Tom... Przyczaił sie za ogromnym konarem i nasłuchiwał. Wiedział że jego brat prawdopodobnie robi to samo.
Po kilku chwilach usłyszał jak się zbliża, był już prawie obok ...i wtedy sie na siebie rzucili.
Bill przygniótł go ciałem i walnął pięścią w białą szczękę z całej siły.


-zdrajco czego tu szukasz!-wrzasnął

-zostaw mnie!

-gadaj! szukasz Madlen tak?

-ciebie kretynie!

-nie wierzę ci!

-cholera Bill zejdz ze mnie!

-mów! gdzie Ozer!

-jeszcze nie przyjechał, posłuchaj, oddaj mi tą małą, on daruje ci to że ją bronisz tylko nam ją oddaj

Kolejne uderzenie w szczękę.

-zamknij sie! ty piesku salonowy Ozera!

-przestań! zrozum to , robie to dla nas! dla ciebie!

-gdyby nie to że jestes moim bratem skręciłbym ci kark!

Tom próbował sie wyrywać, ale siła z jaka napierał na niego Bill była ogromna. Wsciekłośc tylko to potęgowała.

-wracaj do zamku psie!-puścił go. Tom natychmiast odskoczył

-jesteś głupcem Bill!-otarł krew z przeciętych warg - jedynie dzięki mnie Ozer jeszcze cię nie zabił

-precz!-warknął

Tom zniknął w gąszczu. Na twarzy Billa malował sie smutek. Kochał go , od czterech tysięcy lat. Jednak w tym przypadku braterska miłośc nie miała nic do rzeczy.

__________________________________________

Założyła obcisłe dzinsy , bawełnianą czarną koszulkę z rękawami do łokci i dekoltem w serek. Wcześniej wzieła prysznic a Kira użyczyła jej kilka swoich kosmetyków.
Jednak cały czas myślała o nim. Wiedziała ze juz zapadł zmrok i musi ruszac.

-gdzie jest Jo?-zapytała Kiry wchodząc do kuchni-chciałam sie pożegnać

-zaraz powinien wrócić..- Nie dokonczyła , w drzwiach wejsciowych stanął Joel

-byłem w lesie, on tam jest, ten twój wampir on tam jest, chyba na ciebie czeka

-Bill? och musze iść!

-zaczekaj! nie jestem pewny czy to on, czułem wampira ale nie widziałem nikogo, równie dobrze może to byc Tom albo Ozer

-trudno

-pójde z tobą

-Nie!
-Nie!

Krzyknęły jednocześnie.

-Kira daj spokój,nie jestem juz dzieckiem, mam dwadziescia pięc lat!

-a ja mam dwadziescia osiem i co? Nie wiemy kto tam jest, nie pojdziesz sam

-ej słuchajcie, jesli ktokolwiek ze mną pójdzie spłoszy wampira, musze isc sama

-nie ma mowy- rzucił kategorycznie Joel

-Jo dziękuję tobie i Kirze za gościnę i to juz nazbyt wiele co dostałam od was, musze isc, żegnajcie

Wyszła z domu i szybkim krokiem skierowała się w stronę gęstniejących drzew.

**********

-Bill?-odezwała sie szeptem

Poczuła powiew zimnego wiatru na plecach, dostała gęsiej skórki, serce zaczęło jej szybciej bić.
Nagle ktos chwycił ją za dłoń i odwrócił.

-Madlen...-w jego głosie było słychać ulgę

-och Bill!- objęła go w pasie, lecz szybko sie cofnęła, zrugała sie w duchu za to że nie opanowała emocji

-wszystko w porządku? jak udało ci sie uciec?

-uciec?

-porwał cie wilkołak, byłem przekonany że cie więzi

-nie, Joel jest w porządku -uśmiechnęła się

Zmarszczył brwi.

-co jest?-zapytała

-nic, opowiesz mi wszystko u Williama, ja tez mam ci duzo do powiedzenia, wracamy na Alaskę

-czym? Jestesmy w Północnej Kanadzie

-bedę musiał się uciec do kradzieży jeśli nie masz nic przeciwko

Skinęła potwierdzająco głową.

-Daj mi chwilę- zniknął posród drzew

Madlen spojrzała na światła zza drzew później na Księżyc. Pomyslała o Joelu i Kirze, jak dobrze jej z nimi było. Chciała ich jeszcze kiedyś spotkać , jesli uda sie jej przeżyć...
Nagle obok niej pojawił sie Bill i ostrożnie wziął ją na ręce.

-tak będzie szybciej,samochód juz czeka

Pragnęła by ta chwila trwała wiecznie. Dotykała go opuszkami palców. Zamknęła oczy, nawet nie wiedziała kiedy usnęła.

"Zawsze na granicy zawału serca"



Magodzianka
  • awatar Yumikoi: @In the right place: Ja też żądam kontynuacji.
  • awatar In the right place: Czekam na nexta! ^^
  • awatar Gość: W sumie to trafiłam tutaj przez przypadek, ale to opowiadanie jest bardzo wciągające. Zatem zaglądam tu już codziennie i mam nadzieję, że nie przestaniesz dodawać nowych notek:) Czekam na kolejny wpis:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
7."Konfrontacja"

DO SŁUCHANIA:

Słyszeli jak otwierają się wejściowe drzwi. Poczuli chłodny wieczorny wiatr. Później wszystko wydarzyło sie w ułamku sekundy.
Hugo wylądował na bocznej ścianie odbijając sie od niej i lądując na podłodze. Madlen poczuła na sobie zimne dłonie , próbowała sie wyrywać
ale wampir trzymał ją jak w imadle. Wrzucił do bagażnika samochodu i odjechał.

Myślała że zabije ją od razu. Szybka bezbolesna śmierć. Ale nie, on planował to inaczej. Drżała na myśl o tym co może ją czekać.
Czy Hugo przeżył uderzenie? Co z resztą? Zamknęła oczy i wyobraziła sobie twarz, twarz jedynej osoby którą chciała teraz ujrzeć.

Billa.

_________________________________________________

Gnał niczym pocisk. Gdyby nie deszcz mogłby sie zapalić pod nim las. Wpadł do domu jak błyskawica. Zauważył leżącego na podłodze Huga, położył go delikatnie na kanapie,
sprawdził puls.

-co sie stało?- William z Samuelem stanęli w drzwiach

-Tom , był tutaj..usłyszałem jak odjeżdża

-żyje? -odezwała się zza pleców Williama Sigrid

-tak, zajmijcie się nim- Bill wstał i minął pozostałych

-a ty gdzie? -zapytał Vegard

-odszukac ją

-może już nie żyje

-nie sądze

-idę z tobą- oznajmił William

-nie, nie tym razem przyjacielu, zaopiekujcie sie chłopakiem, dam znać jak ją znajdę

-domyślasz sie dokąd ją zabrał?

-wszyscy wiemy ze Ozer ma swoją główną siedzibę w północnej Rumunii, lecz już nie wszyscy wiedzą że również tutaj

-w Stanach?

-w północnej Kanadzie na Terytoriach Północno - Zachodnich, wybudował sobie tam zamek, ludzie myślą że jakiś miliarder zabawił się w króla, nawet podoba im się ten europejski styl

-ale po co to zrobił?- spytał Vegard

-ma teraz dwa wielkie zamki na dwóch kontynentach, słyszałem że planuje trzeci we wschodnio - północnej Azji -odrzekł Bill

-on na prawdę uważa sie za cholernego króla- warknął William

-należy do starszyzny-wzruszył ramionami Bill- dam wam znać

-nie uważasz że będziemy ci potrzebni? -zapytał Samuel

-Uważam że powinniście tutaj zostać, zadzwońcie do Carmen i jej rodziny, opowiedzcie co się stało, może przyjadą, sądzę że zbliża się coś dużego, może czas obalić samozwańczego króla

Sigrid usmiechnęła sie lekko.

-ocal ją -powiedziała- wiem, nie byłam dla niej zbyt miła , ale, widzę kim dla ciebie jest

Bill uniósł brew.

-to znaczy? Jest człowiekiem którego chcę ocalić spod niewłaściwego i niesprawiedliwego osądu, powiedzmy ,naszego władcy

-jak chcesz

-do zobaczenia przyjaciele- odwrócił się w kierunku ściany lasu i popędził przed siebie.

Doskonale wiedział gdzie znajduje się ów zamek. Niejednokrotnie tam bywał na krwawych balach Ozera. Ogarnęła go panika na myśl iz Madlen mogłaby w nich uczestniczyć. O ile to było możliwe
przyspieszył jeszcze bardziej.

______________________________________________

Obudzila sie, czuła że nadal znajduje sie w bagażniku samochodu. Miała ochotę wyć i krzyczeć. Lecz wiedziała iż na nic to się zda. Nagle samochód sie zatrzymał. Usłyszała
zatrzaskiwane drzwi. Poczuła chłód jego rąk gdy wyciągał ją na drogę. Spojrzała przed siebie stała na placu przed wielkim białym zamkiem. Zamek? Pomyślała że przecież w Ameryce nie ma zamków.

-pewnie zastanawiasz sie skąd zamek w Kanadzie Północnej- głos mężczyzny rozdarł ciszę. Zadrżała. Była przerażona.- chodzmy.

Ciągnął ją za ramie kilkanaście minut. Doszli do schodów prowadzących do piwnicy. Wziął ją na ręce i pognał w dół.

-pięknie pachniesz, twoja krew....

Usłyszała jak pociąga nosem. W ciemnościach nie widziała jego twarzy, zastanawiała sie czy przypomina swojego brata. Myśl o Billu zakuła ją w sercu.
Popchnął ja lekko do przodu i zamknął kraty.

-nie zabije teraz, jeśli się nad tym zastanawiasz

-dlaczego?

-przed śmiercią jeszcze mi sie na coś przydasz -zaśmiał sie

Nie usłyszała jak odchodzi ale wiedziała że już go z nią nie ma. Położyła się na kamiennej posadzce i zaczęła płakać.



___________________________________________________


Minął granicę , wiedział że za godzinę zacznie świtać.Zapowiadał sie gorący letni poranek bez choćby jednej chmurki na niebie. Dzień spędzony na słońcu osłabiłby go
tak bardzo że przez kolejne dni musiałby tylko nabierac sił. Nie mógł sobie na to pozwolić. Wiedział że w okolicy znajdują się domy mieszkalne oraz opuszczone szopy i piwnice.
Ukrył się w jednej z nich, wściekły że musi to robić i tracić czas.
Zamknął oczy, przypomniał sobie słowa Sigrid "widzę kim dla ciebie jest" , zmarszczył brwi , och tchórzu nie potrafisz przyznac sam przed sobą że juz dawno przestała byc tylko
kobietą która chcesz uratować przed Ozerem. Ale nie może byc pewny co do niej , w koncu jest wampirem. Mordercą. Potworem. A jego własny brat próbuje ją zabic. Jak po czyms takim miałaby
go kochać... Potrząsnął głową. Uratuje ją, odstawi do domu całą i bezpieczną i juz nigdy nie narazi jej na takie niebezpieczeństwo. Zniknie z jej świata tak szybko jak sie w nim
pojawił.

____________________________________________

Obudziła się. W celi znalazła talerz z jedzeniem, kubek wody, oraz beczułkę z letnią wodą ,obok stało krzesełko a na nim dwa ręczniki, mydło i szampon. Pod krzesłem znajdował
sie pakunek przewiązany wstążką. Otworzyła go. Była to biała, gorsetowa suknia i spinki do włosów w kształcie białych różyczek. Cóż, przynajmniej umrze świeża i w czystym ubraniu.
Ucieszyła się na myśl o kąpieli, ale nie mogła uwierzyć , że nie obudziła sie gdy jej to przyniesiono.

Po zjedzeniu posiłku, kąpieli i ubraniu sie prawie natychmiast na schodach pojawił sie Tom.

-teraz pójdziesz ze mną, ale nie próbuj uciekac , bo od razu cię zabiję

Chciała mu odpyskowac ale darowała sobie, wiedziała ze w tym przypadku milczenie może okazać się złotem.
Szli długim korytarzem. Podziwiała wnętrze zamku, był taki piękny , pełen przepychu i bogatych zdobień.
Weszli do ogromnego salonu, pośrodku stał długi stół zastawiony przepysznym jedzeniem. Zasiedli do niego, Tom odsunął jej krzesło i
usiadł naprzeciwko niej.

-Ozer zjawi sie tutaj jutro, do tego czasu pomyślałem że mogłabyś dotrzymać mi towarzystwa

Nie odpowiedziała.

-nie jesteś zbyt rozmowna- spojrzał na nią z uśmiechem- jedz

-nie dziękuję-odparła-nie jestem głodna

-jedz- powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu

Wzięła pęczek winogron i skubała po jednej, słodki smak owocu rozlał sie po języku.
Nagle Tom poderwał się z miejsca prawie przewracając krzesło. W drzwiach stanął Bill.
Oczy Madlen rozbłysły a serce waliło o żebra ze zdwojoną siłą.

-Uciekaj! -krzyknął

Rzuciła sie do ucieczki. Była pewna że nie trafi do wyjścia. Przez chwile błądziła po zamku ale gdy znalazła brame wybiegła na zewnątrz
i popędziła do lasu. "Znajdz mnie, znajdz mnie" myślała.

****

-witaj braciszku- Tom obnażył kły

-i ty smiesz nazywac sie moim bratem

-ratuję ci tyłek idioto! przez ciebie będę musiał ją gonic po cholernym lesie!

-nic nie będziesz musiał- wysyczał Bill i rzucił sie na brata

Bili sie, próbowali gryźć. Jad sprawiał że bolały ich kończyny. Spod ran sączyła sie krew ofiar. Wpadli w szał.


****

W pewnym momencie biegu sukienka zahaczyła o krzew cierniowy, próbując sie oswobodzić poraniła dłonie, oderwała kawałek materiału i przewiązała ręce.


Księżyc bił niezwykle jasnym blaskiem. Pełnia. Zatrzymała sie na chwilę, oparła o pień. Dyszała jak pies. Gdy oddech i tętno zwolniły, usłyszała za sobą szelest.
Powoli wyjrzała zza pnia. Ujrzała wielkie czarne stworzenie. Stało na dwóch łapach , silnie umięśnione i włochate, z czerwonymi ślepiami i wielkimi kłami o pysku wilka.
"Wilkołak!" -pisnęła w duchu. Wbiła paznokcie w korę i zahamowała krzyk przerażenia. "Bill gdzie jesteś?!"

*******

-Jutro wieczorem twoj plugawy pan cie tutaj znajdzie, pochwalisz mu sie jaką dobrą robotę odwaliłeś! -Bill związywał Toma łańcuchami w piwnicy, używał do tego tak wielkiej siły
iż niemal je ze sobą stapiał.


Chwycił go za twarz, juz miał cos dodać gdy usłyszał krzyk. Jej krzyk. Natychmiast wybiegł z zamku i popędził do lasu. Jej krzyk
jakby ktos rozerwał mu dusze. Poczuł ostry zwierzęcy zapach. Jego oczom ukazała sie Madlen osuwająca sie na ziemię, przed nią stał wielki wilkołak. Wziął ją w ogromne łapy i warknął
na Billa. Ten zesztywniał. Widział jak potwór oddala sie z dziewczyną w głąb lasu. Był przerażony i zarazem wściekły.



"A wszystko, czego się boję to Księżyc krążący nad moją głową"


Magodzianka
 

 
6."Przyjaciel"

DO SŁUCHANIA:


Siedziała na wielkim łóżku w pokoju gościnnym domu Williama i Samuela. Jeszcze chwila i zacznie obgryzać paznokcie z nerwów.
Dzwonił Curt, udało im się znaleźć Huga lecz Tom też tam był, odbili go, stoczyli walkę. Są w drodze do domu. Lecz czy bezpieczni?
Jeśli Tom ich śledzi? Madlen siedziała jak na szpilkach przez cały dzień. Zaczęło zmierzchać gdy do drzwi jej pokoju ktoś zapukał.

-Proszę!

W drzwiach stanął Bill.

-Przyszedłem cię przeprosić

Madlen spojrzała przez okno. Żal jaki w niej pozostał nadal palił żywym ogniem.

-Powinienem był zrobić to co William

-Ratujesz mnie, obiecałeś pomoc mi nikomu innemu, co cię obchodził mój przyjaciel, pomimo iż wiedziałeś że grozi mu niebezpieczeństwo?
Nie powinnam wymagać więcej niż już mam.

-To nie tak, wybacz

-Wiem że jestem ciężarem- dziewczyna wstała z łóżka- jestem nawet czymś więcej! powinnam stawić się do Ozera osobiście , narażam
coraz więcej ludzi !

-przestań! Nie mów tak

Nie zdążyła mu odpowiedzieć, zobaczyła jak pod domem parkuje samochód. Hugo, pomyślała i wybiegła z pokoju omijając zatroskanego
Billa. Zbiegła po schodach , pierwszy pojawił się Sammy i Curt, później Jessie i Kyle , za nimi szedł wystraszony chłopak. Gdy tylko ujrzał swoją przyjaciółkę wyprzedził wampiry. Rzucili sie sobie w ramiona.


-Hugo!

-Madlen!

Bill stał u szczytu schodów z rękami złożonymi na piersiach, z dołu spoglądał na niego William z uniesioną brwią.

___________________________________________

Tom wyszedł z mieszkania wściekły. Znał tamte wampiry. William, pomyślał, są u Williama. Czyli leci do Stanów.
Podrapał sie po brodzie.

Nie posiadał prywatnego samolotu a do Portland trzeba będzie lecieć z przesiadkami.
Nowy Jork będzie zalany słońcem, gdyby chociaż była zima... poczuł gniew przypominając sobie jak słońce go osłabia.
Gdyby nagle znalazł się na środku słonecznej ulicy, zemdlałby, ludzie uznaliby ze nie zyje, po temperaturze jego skóry
i wylądowałby w kostnicy, a nic nie jest teraz ważniejsze niż czas. Mają dzień, góra dwa by znowu gdzieś uciec. Wybiegł z mieszkania
i pobiegł w strone zaparkowanego samochodu.

_________________________________________________

Siedzieli na kanapie w salonie otoczeni wampirami i trzymali się za ręce. Hugo uspokoił się czując ciepło dłoni przyjaciółki.

-tak więc musimy się pakowac i to szybko

-nie rozumiem -odrzekł Samuel

-Samuelu, Tom juz tutaj jedzie , musimy wyjechać, macie dwie godziny na spakowanie się

-gdzie jedziemy? -zapytała dziewczyna

-na Alaskę- odrzekł William- mamy tam przyjaciół Vegarda i Sigrid

-narażam kolejne osoby

-spokojnie, nic nam nie grozi, w końcu Tomowi chodzi....

-o mnie, powiedz to ,o mnie..

Bill zmroził Williama spojrzeniem. Widział że dziewczyna aż drży ze strachu a objęcie przyjaciela niewiele pomaga. Chciał podejść,
objąć ją albo powiedziec że wszystko będzie dobrze, ale gdy tylko przypomniał sobie jak wielki ma do niego żal, darował sobie.

-już do nich dzwoniłem, zgodzili się nas przyjąc, ochronic cię

-nie wiem jak mam wam wszystkim dziękować

William tylko się uśmiechnął.

-Ty-zwrócił się do Hugo- dostaniesz lewe papiery jak i ona żeby przejść granicę więc przy celnikach się nie odzywaj

-jasne-wycedził

-na gorze jest jeszcze jeden gościnny pokój , weź prysznic i zmien ubranie, wybierz sobie coś z szafy, zaprowadzę cię

-dziękuję

Sammy ,Curt, Jessie i Kyle wyszli przed dom. Samuel z Williamem zniknęli na schodach,Hugo pobiegł za nimi zaskoczony prędkością ich
poruszania się. Madlen wstała i podeszła do okna. W salonie paliła się tylko boczna lampa.

-nie chcę chowac urazy-powiedziała. Zwróciła się do Billa, mimo iż ten stal w innym rogu pokoju.

Spojrzał na nią.

-wybacz- szepnął.

___________________________________________

Dwa dni. Dwa cholerne dni zajeło mu dotarcie do Portland. Zaparkował przed starym Wiktoriańskim domem, wyszedł z samochodu i wyrzucił
niedopalonego papierosa w mokrą trawę. Padało. W środku nie paliło się żadne światło. Czuł że ich nie ma. Nie oczekiwał że ich zastanie.
Zaśmiał się.

-nie możecie uciekać w nieskończoność

Poczuł że za chwilę znowu zacznie padać. Wsiadł z powrotem do wozu.

__________________________________________

Sigrid była białowłosą wampirzycą o okrągłej twarzy i błekitnych oczach, nie dbała podczas polowania zbyt o estetykę, więc za każdym razem
gdzieś miała ludzką krew, na ktory widok Madlen oblewała się zimnym potem. Smiała się w duchu, nie przepadała za tą ludzką dziewczyną.

W przeciwieństwie do Vegarda. Blond włosego mężczyzny o złotych oczach i figurze modela Calvina Kleina. Lubił rozmawiac z Madlen jak
i jej przyjacielem. Po polowaniu zawsze wracał czysty , jakby nigdzie nie wychodził.


Spedzali wieczory rozmawiając w wielkim salonie. Mimo iż było lato na Alasce wśród gór było o wiele chłodniej.
Za dnia Hugo ,za pozwoleniem Vegarda, przeglądał ksiegi w domowej bibliotece. Madlen zaś zwiedzała okolice. Usiadła na pieńku , chłodny wiatr zmierzwił jej włosy. Nagle poczuła niepokój. Jej tępy, ludzki zmysł zagrożenia jednak działał.
Odwróciła sie, lecz nikogo nie zauważyła. Spojrzała przed siebie. W cieniu pod drzewami stała czarna wysoka postać. Serce zaczęło walić jej jak szalone.

-spokojnie to tylko ja- Bill uśmiechnął się szeroko- słysze jak wali twoje serce

-och- Madlen poczuła jak sie czerwieni- ale, jest dzień, co ty tutaj...

-jak widzisz są chmury, dzien jest szary i deszczowy, owszem czuję się ospały i zmęczony ale tutaj w dodatkowym cieniu jakoś wytrzymam

Podeszła do niego otrzepując spodnie.

-pomyślałem że dotrzymam ci towarzystwa

-w porządku

Oparł się o wielki pień. Zamknął oczy. Przyglądała się jego twarzy. Kształcie szczęki, oczu i ust. Czysta doskonałość. Jasna cera
wydawała sie porcelanowa. Jeszcze nigdy nie widziała go w świetle dnia. Pomyślała jak cudownie musi wyglądac w słońcu. Niczym elf. Miała ochotę dotknąć jego twarzy
jak wtedy w samolocie.

Otworzył powoli powieki, szybko uciekła wzrokiem.

-sądzę iz wydaje ci się , ze ratuję ciebie tylko po to by zrobić na złość bratu, bądz z litości

Spojrzała na niego zaskoczona tematem.

-nie

-więc?

-opowiadałeś mi historię tamtej ciężarnej kobiety, zapłodnił ją wampir, dziecko rodząc sie zabiło ją, Carmen powiedziała ze stanąłeś
w obronie dziecka i jego ojca ale Ozer i tak ich zabił a wcześniej nie zezwolił na uratowanie kobiety...

-Carmen....cała Carmen...

-sądzę że ratujesz mnie w odwecie za tamtą sprawę, by tym razem mu się nie udało

- po częsci- przytaknął Bill

-po części? a jaki jest jeszcze inny powód?

-nie chcę by coś ci sie stało

-rozumiem

Wiedział że źle go interpretuje. Ale co innego mógł powiedziec?

-przyszedłem tu by porozmawiać z tobą, rzadko mamy czas na osobności

-cóż...ja też chciałam..

Nagle po lesie rozległo się wołanie.

-Madlen!

Dziewczyna az podskoczyła. Bill westchnął, słyszał jego kroki juz wcześniej.

-Madlen!

-to Hugo

-Madlen!!

-ide do niego zanim się zgubi, dziwne miał być w bibliotece Vegarda, może lepiej żeby nie wiedział że wampiry mogą chodzić w dzień, jak sądzisz?

-nie wszystkie, tylko te najstarsze i nie w pełnym słońcu, ale masz rację, wracam do domu. Nie zgubcie się

I już go nie było. Zniknął w ułamku sekundy. Miała ochote za nim pobiec ale przypomniała sobie o przyjacielu i poszła w jego kierunku.

__________________________________________

Zostali sami, zapadł zmierzch , wszyscy ruszyli na polowanie. Siedzieli przed kominkiem w salonie i czytali książki.

-jak się czujesz?

-lepiej, dużo lepiej, oczywiście pomijając fakt że jesteśmy w domu z dziewięcioma wampirami a brat jednego z nich jest na usługach psychopatycznego władcy i ma rozkaz cię zabić
, pomijając to wspaniale

-och Hugo wybacz że cię w to wplątałam. Byłam taka głupia, wziełam te obrazy, zaniosłam do domu, tamten wampir...

-nie , nie przepraszaj, daj spokój

-przeze mnie narażasz życie!

-zawsze jest takie ryzyko, nawet idąc do sklepu

Uśmiechnęła się. Za oknem mignęły lampy samochodu. Natychmiast wstali i chwycili się za ręce.

-ktos z naszych?- Hugo zadrżał

-nie, oni polują pieszo

-więc?

-Tom.....wytropił nas

-w najgorszym z możliwych momentów

Madlen ściskała dłon przyjaciela, w głowie obmyślała plan ucieczki lecz wiedziała że i tak jest na przegranej pozycji. Światła samochodu zgasły. Na zewnątrz zapanowały ciemności.


"Śmierć zawsze cię dogoni..."


Magodzianka
 

 
5."Opiekun"

DO SŁUCHANIA:


Nawet nie zauważyła że opiera sie głową o jego ramię. Otworzyła oczy i spojrzała na niego. Spał. Albo jej sie wydawało, lecz wyglądał
przy tym tak naturalnie.

Miała ochotę dotknąć jego policzka, poczuć na dłoni jego chłodną skórę.Trzymała zaciśnietą pieść by nie poddać sie pokusie.
Korzystała z okazji ,połozyła głowę z powrotem na jego ramieniu. Rozejrzała się wzrokiem po kokpicie samolotu, cały byl
wypełniony. W myślach przypomniała sobie ostatni dzień u Carmen i jej rodziny.

*

-och ,Carmen nie trzeba-głos Madlen byl wyraźnie zdezorientowany

-weź, tak na wszelki wypadek- kobieta podała dziewczynie długi srebrny sztylet schowany w czarną grubą skórę , byl na nim wyryty herb rodzinny
Carmen

-dziękuję, ale.. ja nic dla ciebie nie mam-odparła

-to nie wymiana, to podarunek, będę spokojniejsza wiedząc że masz go przy sobie

-jeszcze raz dziękuję, wszystkim wam dziękuję-Madlen spojrzała w strone pozostałych,Mii, Louisa, Agnes i Stephena. Mimo iż spędziła
z nimi niecałe dwa dni bardzo ich polubiła, choćby za sam fakt ukrycia jej tu. Teraz wraz z Billem jechali na lotnisko. Za trzy godziny
odlatywał samolot do Portland w stanie Oregon. Tam czekali na nich inni przyjaciele Billa, William i Samuel. Bill sądził ze tak będzie
rozsądniej. Zanim Ozer , jego pomocnicy i Tom zorientują się gdzie są może uda sie to inaczej załatwić... tylko jeszcze nie wie jak.


*

Poczuła jak zimne palce zgarniają z jej policzka kosmyk włosów. Od razu sie wyprostowała.

-przepraszam-czuła jak zaczyna się czerwienic

-nic nie szkodzi, wybacz jeśli cie obudziłem

Skineła głową wciąż speszona.

-jesteśmy juz prawie na miejscu

-skąd wiesz?

-poznaję okolice

-z okna samolotu?

Bill usmiechnął sie serdecznie.

-nie jesteś głodna?

-nie za specjalnie

Kłamala, nie chciała teraz jeść. Miała tyle pytań. Tak rzadko zostają sami. No, prawie sami, nie licząc pozostałych pasażerów.

-Bill..

-tak?

-co zrobisz jeśli nie uda ci się mnie ochronić?

-nie myśl tak

-zawsze jest takie wyjście

-to zadne wyjście!-Bill podniósł na chwilę głos ale szybko się uspokoił- nie pozwole Ozerowi zabić kolejnego człowieka, niewinnego
człowieka, nie martw się uratuję cię

-wieczną ucieczką?

Mężczyzna chwycił ją za dłoń , serce zaczeło jej szaleć w piersi. Bill szybko ją odsunął myśląc że ją przestraszył.
Madlen czuła że pusta dłoń piecze z żalu.

-nic ci nie będzie , obiecuję

W tej samej chwili rozległ sie głos pilota aby przygotować sie do lądowania.
Dziewczyna wiedziała ze znowu straciła okazje do rozmowy.

_______________________________________________


Tom siedział na wielkim pniu zaraz koło wjazdu do zamku. Zmierzchało. Zaparkowany za nim samochód czekał z otwartymi drzwiami.

Zza bramy wyszła Carmen , za nią pozostali członkowie rodziny.

-Nazir...

-Tom-poprawil ją mężczyzna

-witaj, nie spodziewaliśmy sie tutaj ciebie

-czyżby?-uniósł brew- Obawiasz sie czegoś Carmen że wyszłaś z całą świtą?

-mów po co przyjechałeś

-skoro od razu do sedna.... niech ci będzie. Powiedz gdzie pojechal mój braciszek

-nie mam pojęcia

-och a ja sądzę że jednak masz, wręcz jestem o tym przekonany

-Ozer wysłał cie samego?

-co w tym dziwnego?

-działasz przeciwko bratu, jak możesz

-on działa przeciwko naszej rasie broniąc człowieka! człowieka który zabił jednego z nas!

-on chcial zabić ją!

-codziennie zabijamy ludzi dla krwi co w tym dziwnego

-wiesz ze to coś innego

-czyzby? No powiedz gdzie pojechal i znikam

-nic nie wiem

Tom wstał i trzasnął drzwiami samochodu.

-Cholera Carmen!

Stephen i Louis wysunęli sie odrobinę na przód by zasłonić Agnes i Mię.

-widzę że nic tu nie wskóram... cóż Ozer nie będzie zachwycony

-nie strasz mnie tym mordercą Tom!

Chłopak wsiadl do samochodu i odjechał z piskiem opon. Był wściekły. Gdyby mógł rozszarpałby ich na strzępy każdego z osobna, powoli.

_________________________________________


Oczom dziewczyny ukazał sie stary dom w wiktoriańskim stylu. Na uboczu, bez sąsiadów. Bill zatrzymał samochód na podjeździe.
Niebo przesłaniały chmury, słońce juz prawie zaszło. Czuła lęk.

-nie musisz sie ich obawiać , spodziewają sie nas, są takiego samego zdania jak ja, pomogą nam

Madlen wzieła głeboki wdech, pamietała twarze Willa i Samuela z obrazów w zamku Carmen.
William mial długie kruczoczarne włosy, byl szczupły i według niej bardzo przystojny. Lecz jej zdaniem nie umywal sie do Marcusa.

Samuel zaś mial błękitne oczy, rudo złote włosy i brodę, wyglądał niewinnie z porównaniem do Williama.

Wiedziała ze Samuel ma dwieście lat a William koło sześciuset. Czuła się przy wampirach jak dziecko iż miała dwadzieścia trzy lata.
Dwadzieścia trzy w porównaniu do czterech tysięcy Billa czy sześciu tysięcy Ozera. Pokręciła głową.

Wysiedli z samochodu. Na ganku stal Samuel. Z wyciągnieta ręką szedl w ich kierunku William.

-Marcusie...wybacz Bill, miło znowu cię widzieć

-ciebie równiez William

Uścisnęli sobie ręce i poklepali sie po ramionach. William spojrzał na Madlen która stała za Billem widocznie zawstydzona.

-Witaj Madeleine

-Madlen

-witaj w naszym domu

Uśmiechnął się do niej czule i wziął jej dłoń w swoje ręce. Po chwili puścił i odwrócił się w stronę Samuela.

-nie musisz się martwić kochana, dom jest zaopatrzony w całości no wiesz, tak na wszelki wypadek, dla zmyłki, lodówka jest pełna
w twoim pokoju czekają na ciebie ubrania, jestem pewny ze trafiłem z rozmiarem, wiem ze nie miałas czasu nic zabrać , a te rzeczy od Carmen możesz
wyrzucić, albo uprac jak wolisz

-dz..dziękuję...nie wiem jak się odwdzięczę..

-cała przyjemność po mojej stronie

Westchnęła. Czuła ze i tak już za dużo dostała. Czuła się skrępowana i zawstydzona. Wiedziała ze gdyby nie Bill pewnie byłaby już
martwa. Pomyślała o Nikosie, wampirze malarzu. Zastanawiała sie gdzie może teraz być.
Weszli do domu, wystrój był cudowny. Madlen zwiedzała wszystko na jednym oddechu.


-Salon,kuchnia, jadalnia-mówił dumnym głosem gospodarz , słychac było ze kocha ten dom, cicho za nim stąpał Samuel -na górze po prawej
jest twoja sypialnia i łazienka

-dziękuję William, dziekuje Samuel, za pomoc

Obydwoje sie do niej usmiechneli. Poszła schodami do swojego pokoju. Otworzyła białe drzwi i od razu sie zakochała.

Wnetrze zawdzięczało jasnośc dzięki pastelowym kolorom. Wielkie łóżko zapraszało wręcz do spania. Rzuciła torbę na środek , popędziła do łazienki
odkręciła wodę i wanna zaczęła nabierać wody. Zdjęla ubranie i zanurzyła się cała.
ULGA. Komfort, cisza. Czuła się bezpiecznie iż w domu była tylko ona i trzy wampiry. Wiedziała że w tej chwili na pewno Bill, William,
oraz Samuel wybrali sie na kolacje ale starała sie myśleć o czymś innym. Zatracała się w ciepłej wodzie jej długie brązowe włosy falowały
dookoła. Hugo. Tak o nim pomyślała. Czuła się okropnie. Przez tyle czasu nie dała znaku zycia, ile to już? tydzien? Dwa? Musiała
porozmawiac o tym z Billem jak tylko skonczy kąpiel. Ale nie spieszyła sie, tak błogo jej było...

Dokończyła toaletę , ubrana w białą koszulkę i białe szorty oraz w czystej bieliźnie czuła sie jak nowa. Włosy pachniały
owocami a skóra balsamem. William zaopatrzył dom w dosłownie wszystko. Zaburczało jej w brzuchu. Postanowiła zejśc do kuchni i przyrządzić coś sobie. Jej opiekun jak zwykle zapomniał ze prowadzi trochę inna dietę. "Opiekun" to ją zabolało, ale w końcu nie miała się co oszukiwać
tym dla niej był. Opiekunem. Kilka dni temu zdała sobie sprawę że czarnowłosy wampir z białymi pasmami po bokach nie jest jej całkowicie
obojętny. Zrugała się za to, "przeciez znasz go tak krótko! wcale go nie znasz!" krzyczała na siebie w myślach, jednak coś czuła.
Przyciąganie. On ją przyciągał.

Schodząc po schodach usłyszała żywą rozmowę miedzy Williamem a Billem. Przystaneła u szczytu schodów i nasłuchiwała.

-dzwonila Carmen, Ozer nie ruszył za nami, Tom sam to zrobił

-sam? dlaczego wysłał go samego?

-nie wiem, Carmen nic mu nie powiedziała tak jak i on jej, odjechał wściekły

-dziwne, Ozer zawsze uczestniczył w wyrokach i...egzekucjach

-może mają jakiś układ?-wtrącil sie Samuel

-wątpie-odpowiedział William

-a ja nie...-dodał Bill

-jak ona się czuje?

-jest dzielna, ale nie wątpliwie sie boi

-na jej miejscu też bym sie bał

-może jej tego nie mów Williamie, jest świadoma niebezpieczeństwa, w dodatku sądze ze martwi się o swojego przyjaciela zostawionego
tam w Krakowie

-zostawiliście go tam samego?

-Nikos wyciągnął ją w kilka sekund po zajsciu, zostawił ogłupionego chłopaka z kataną w rękach i wyrwanymi drzwiami

-jeszcze żyje? Ozer mógłby chcieć pozbyc sie swiadków

-wysłalem tam dwóch swoich sprzymierzeńców ale nie wiem od dwóch dni nie mam wieści

-mówiłeś jej?

-zwariowałeś? żeby wpadła w histerie? Hugo, tak ma na imie z tego co wiem, to jej przyjaciel, nie jakiś tam lokator

-może powinieneś jej powiedziec?

-co? ze jej przyjaciel jest w smiertelnym niebezpieczenstwie ale nic na to nie poradze? ze moze juz nie zyje? nie wiem... trudno...

Nagle do salonu wpadła Madlen dysząc i sapiąc , po policzkach spływały jej łzy.

-musisz go uratować! -wrzasneła- musisz! on jest niewinny! Hugo! biedny Hugo! czeka na wiesci ode mnie a sam moze zginąć!

-uspokój się- Bill podszedł do dziewczyny , próbował ją objąć lecz ta mu sie wyrwała

-odpuściłeś, powiedziałeś trudno!

-nie mogę nic więcej zrobic- mówił do niej z wyciągniętą reką

-musisz! sprowadz go tutaj! Do Portland! -zanosiła sie płaczem .Osuneła sie na podłogę i ukryła twarz w dloniach.
William pomógl jej wstać.

-poprosze Curta i Sammiego , pojada tam i sprowadza go

-dziekuję- wyszeptała i powiesiła sie Williamowi na szyi- dziękuję...

-wybacz...-Bill patrzył na Madlen

Lecz ta nie spojrzała mu ani raz w oczy. Otarła łzy i udała sie z powrotem do swojego pokoju.

_______________________________________________________

Deszcz . Ciągle padał deszcz. Kto by pomyślał , tak mokre lato. Hugo siedział na kanapie i czytal ksiązkę.

Skupial sie gdyż myśli wciąz krążyły wokoł przyjaciółki.

Gdzie jest? Co robi? Czy jest bezpieczna? Czy zyje? Wyglądał jak posąg.

Nagle do drzwi ktoś zapukał. Wstał lecz nie rozpoznał twarzy, Otworzył , męzczyzna rzucił sie na niego i przycisnął do sciany.

-gdzie ona jest!- wrzeszczał

-kto?!

-twoja przyjaciółka! gadaj gdzie jest albo cię zabiję!

-nie wiem! Niecałe dwa tygodnie temu odjechała z jakimś kolesiem

-ten koleś już nie zyje, jeśli mi nie powiesz zabije i ciebie! Gadaj!

-nie róbcie jej krzywdy!

Do Toma dobiegło czterech mężczyzn, dwóch okładało go pięsciami, pozostała dwójka chwyciła Huga.

-słuchaj zabieramy cie do Madlen , ona kazała nam po ciebie przyjsc , tylko spokojnie

-Madlen? Kim wy jestescie? Wy? Macie kły?!

Wrzucili go na tylne siedzenie , dwoje usiadło po jego bokach, pozostała dwójka z przodu. Ruszyli przez deszcz z piskiem opon.

"Trzeba opanować drżenie serca"

Magodzianka
  • awatar Gość: zaczynam sie bać....
  • awatar In the right place: łołołolołołolołołol.....podoba mi się;DDDD Czekam na nexta! Błagam, nie karz czekam mi długo;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
4."Wyrok"

WYBACZCIE TAK DŁUGĄ PRZERWE, NAJPIERW ŚWIETA PÓŹNIEJ INNE RZECZY NA GŁOWĘ SIE ZWALIŁY ALE JUZ PO, WIĘC NIUSY BEDĄ JAK DAWNIEJ , CZESTO

DO BILLOSZOWA483, KOCHANA DAJ MI NA SIEBIE JAKIS NAMIAR BYM MOGLA WYSYŁAĆ CI INFORMACJĘ O NEWSACH

DO SŁUCHANIA:




Posiadłość zachwycała rozmiarami. Dookoła pięły sie w górę wiekowe drzewa. Słodki zapach kwiatów sprawiał że lekko kręciło się w
głowie. Wielka fontanna na środku dawała ukojenie w gorący letni dzień. Madlen usiadła na jej krańcu i wystawiła twarz do słońca.
Na parę chwil zapomniała o niebezpieczeństwie które wciąż jej groziło, ze strony króla wampirow Ozera, za zabicie jednego z nich.
W świetle dnia wydawało się jej to jeszcze bardziej nieprawdopodobne. Po kilku chwilach weszła do domu, oczy powoli przyzwyczajały sie
do innego światła. W kuchni zastała lokaja i kobietę.

-dzień dobry

-witaj panienko, potrzebujesz czegoś?

-prosiłabym o wodę

-oczywiście

-Madlen-wyciągnęła rękę w stronę kobiety

-Amelia, a Korneliusza poznałaś wczoraj?

-tak-dziewczyna uśmiechnęła się do lokaja który podawał jej szklankę

-jak długo tutaj pracujesz?

-jakiś czas, wiesz, sprzątam dom, gotuję gdy zdarzy sie okazja

-wybaczcie moją ciekawość, zastanawiam sie tylko czy...jak to jest...

-pracowac dla wampirów?-kobieta nie kryła rozbawienia

-tak

-nie narzekamy, prawda Korneliuszu?

-Pan domu jest bardzo łaskawy nie obawiamy się go

-rozumiem,cóż to nie codzienne miec za szefa postać z legend, miło było poznać, pójdę jeszcze pozwiedzać póki jest taka ładna pogoda

-prosze na siebie uważać panienko

-oczywiście

Madlen uśmiechnęła się delikatnie i wyszła na podwórze.
Położyła się na trawie pod płaczącą wierzbą i zamknęła oczy. Przypomniało sie jej dzieciństwo gdy wraz z rodzicami spędzała
popołudnia nad jeziorem, chowając się przed upałem pod takimi właśnie drzewami. Gdy otworzyła oczy okazało się że zmierzcha.
Zasnęła! Wstała pośpiesznie i wbiegła do domu. W salonie przy kominku stał juz Bill.

-witaj

-witaj-usiadła na kanapie przyglądając się wysokiemu mężczyźnie- gdzie Nikos?

-zaraz do nas dołączy

Po chwili w drzwiach stanął wampir z długimi blond włosami spiętymi w kucyk. Miał na sobie świetnie skrojoną marynarkę.

-wiec jestesmy juz wszyscy-Bill stanął twarzą do pozostałych

-rozmawiałeś z bratem?-blondyn nie krył ciekawości

-tak, niestety Ozer nie zmienił zdania, będą tutaj jutro wieczorem

Madlen czuła jak serce zaczyna walić jej o żebra. Zmiękły jej kolana, gdyby stała na pewno by sie pod nią ugieły.
Gdy tylko pomyślała o własnej śmierci łzy spłynęły jej po policzkach.
W ułamku sekundy pojawił sie obok niej Bill. Pochylił nad nią i wziął ją pod brodę by na niego spojrzała. Była cala sztywna.

-nic ci nie zrobią, ochronię cię, tym razem nie pozwolę zabic niewinnego człowieka

-wybacz, nie moge zostać -Nikos spojrzał na Billa- ja nie mogę jej pomóc, nie chcę ryzykować

Chłopak wyprostował sie.

-jak najbardziej rozumiem, juz dużo dla niej zrobiłeś

-więc pozwól że opuszcze twój dom

Bill kiwnął głową na znak zgody. Nikos zniknął w jedej chwili.
Mężczyzna przyglądał się Madlen. Wyglądała jakby zaraz miała dostać ataku histerii.
Wyszedl i wrócił w przeciągu sekundy ze szklanką i tabletką.

-prosze weź to, rozluźnisz się

Spojrzała na niego.

-chce mnie dopaśc banda wampirów! zabic! idą po mnie! a ja mam się rozluźnić! -wstała i chodziła w kółko krzycząc- czemu to musiało
spotkać własnie mnie!

Bill chwycił ją za ramiona i spojrzał jej prosto w oczy. Widziała jak błyszczą, jakby były ze szkła. Ich wyrazistość i blask uspokoiły
ją.

-będę cię chronić, nic ci przy mnie nie grozi

-obiecujesz?-zaciągała sie płaczem

-tak

-a Amelia i Korneliusz?

-zaraz do nich ide i wyślę ich do domu, zaczekaj tutaj na mnie

Usiadła i zacisnęła pięści. Po kilkunastu minutach zauważyła przez wielkie okno w salonie, że dwa samochody opuszczają posesję.
Poczuła ulgę, nie musiała się martwić chociaż o życie niewinnych ludzi.
Bill przyniósł do pokoju dwie walizki i postawił je w przejsciu. Dziewczyna podniosła wzrok.

-wyjeżdżamy?

-tak

-gdzie?

-do moich znajomych, w Połnocnej Anglii

-czy oni nam pomogą?

-mam taką nadzieję

Podszedł do dziewczyny,pomógł jej wstać , czuł że była cała spięta. Wsiedli do samochodu. Madlen spojrzała w boczne lusterko
lecz było juz za ciemno by dostrzec piękny dom i ogród który rano zwiedzała z tak wielkim zachwytem.

_________________________________________________________


Dwa czarne BMW zaparkowało koło fontanny. Drzwi powoli sie otworzyły, z pierwszego samochodu wyszedl wysoki, z czarnymi, falującym włosami
do ramion mężczyzna o twarzy anioła. Zaparł sie pod boki i uśmiechnął do siebie. Z drugiego wozu na podjazd wyszedł jeszcze wyższy od pierwszego mężczyzna ubrany w skórzane spodnie i kurtke. Buty miał ciężkie. Czarne ,wysokie i grube. Na głowie miał bandanę w czaszki, zaledwie kilka warkoczyków opadało na ramiona i szyję.

-Nie ma ich-zapytał zaskoczony wyzszy z nich

-Twój brat jest niemożliwy, wejdzmy do środka

Zaraz za nimi z samochodów wyłoniło sie czworo mężczyzn w czarnych płaszczach. Wszyscy byli wampirami.
Weszli do salonu. Nie wyczuli niczyjej obecności.

-co teraz?

-myślę że zatrzymamy się tutaj na jakiś czas

-ale Ozer nikogo tutaj nie ma

-spokojnie Tom , spokojnie

Chłopak wyglądał na zdenerwowanego.

-był z nimi Nikos, czuję jego zapach.... Mateuszu, Filipie-wskazal na dwoch ochroniarzy- poszukajcie tego artysty z Bożej łaski i przyprowadzcie tutaj

-nie sądzę by był tak glupi i ukrył sie gdzieś niedaleko- Tom usiadł na fotelu

-zobaczymy- Ozer zajął miejsce na kanapie

Mężczyzni wyszli z domu. Pozostała dwójka stała w wejsciu.

-Klaudiuszu, Menelaosie, przyprowadzcie nam prosze kolację- uśmiechnął sie szelmowsko. Po tych słowach w ułamku sekundy znikneła pozostała dwójka.

______________________________________________

Była już noc, jechali cały dzień w samochodzie o przyciemnianych szybach. Po wielu godzinach krętej drogi, dotarli na trasę wiodąca wprost do zamku.
Madlen wychyliła głowę, dech zapieral jej w piersiach.

-Doszłam do siebie, opowiedz mi troche o twoich znajomych

Bill spojrzal na dziewczynę, po czym zaczął opowiadać.

-Właścicielką zamku jest Carmen, ona nas przywita, resztę poznasz juz za chwilę

Nie myślała ze dostanie tak mało informacji,ale też nie spodziewała sie ze wyjawi wszystko.
Tak jak obiecał już po chwili znaleźli sie za główną bramą.
Na powitanie wyszła im Carmen,niebieskooka blondynka z włosami przed ramiona i o obfitym biuście.

Uśmiechała się serdecznie.

-Bill kochany witaj, tyle czasu minęło od naszego ostatniego spotkania!

Objęli się i uścisnęli czule. Madlen wbiła wzrok w asfalt.

- to Madeleine jak mniemam

-Madlen-dziewczyna wyciągnęła ręke. Poczuła zimny mocny uścisk.

-zapraszam do środka- kobieta gościnnym gestem wskazała ogromne drzwi.

W środku panował starodawny wystrój lecz gdzieniegdzie były przebłyski nowoczesności jak plazmowy telewizor, konsola do gier i inne
sprzęty. W salonie czekali na nich pozostali. Wszyscy zaczęli się czule witać z Billem lecz po chwili stanęli naprzeciwko i przyglądali się
jego towarzyszce.

-Madlen- Carmen objeła dziewczynę i zrobiła z nią krok w kierunku reszty domowników- poznaj Mię , moją siostrę i jej chłopaka Louisa, oraz
mojego brata Stephena i jego narzeczoną Agnes.

Wszystkim podała dłonie. Była zauroczona. Kazdy z nich był piękny. Mia, jasnowłosa pieknośc z brązowymi oczami, oraz jej chłopak Louis
o kasztanowych włosach i jasnych oczach.
Stephen,dobrze zbudowany mężczyzna o ciemnych włosach do ramion i nieziemskim spojrzeniu jak i jego narzeczona Agnes niczym połnocna
księżniczka o jasnych włosach i oczach jak woda.

Mia

Louis

Agnes

Stephen

Była zauroczona. Ale nagle uświadomiła sobie że jest calkiem sama w pokoju z szescioma wampirami. Zaczęła drżeć.

-usiądzmy - Carmen jak i pozostali zajęli miejsca, Bill w sekunde znalazł sie przy Madlen.

-spokojnie-szepnął jej do ucha. Usiedli w dwoch stojących obok siebie fotelach.

-Wszyscy juz zapoznalismy sie z waszą sytuacją ale nie wiem jak mogłabym wam pomóc-Carmen spojrzala na Billa

-proszę tylko o kilka dni w twoim pieknym zamku Carmen

-Ozer w końcu sie dowie gdzie sie ukrywaliście i wybije nas wszystkich- zaalarmowała Mia

-nie sądze by to uczynił, znam go

-skoro go znasz ,czemu nie pozwolisz zabić mu tej dziewczyny-wskazała na Madlen. Zabolało ją to, wrogość blond piękności biła ze
wszystkich stron.

-nie pozwole by znowu to zrobił

-sentymenty!

-dosyć!-Carmen uciszyła siostrę gestem ręki- wybaczcie mojej siostrze, jest trochę nadgorliwa. Oczywiście możecie tutaj zostać

Mia ciskała błyskawice w kierunku przerażonej dziewczyny.

-skoro to wszystko, uważam że wszyscy powinnismy udać się do swoich pokoi

-tez tak sądzę- zgodzil się Stephen

Pożegnali się życząc sobie dobrej nocy aż w końcu Bill i Madlen zostali sami.

-ona, mnie nienawidzi

-boi się o swoją rodzinę, to zrozumiałe

-tak-dziewczyna posmutniała

-co cię dręczy?

-wiesz, narażam tyle osób, ciebie, Nikosa, Hugo, Wszystkich tutaj... może powinnam iść do Ozera i błagac go o litość, albo dać się zabić

-nie mów tak! Ozer stworzył chore prawo, prawo wykluczające ludzi, najchętniej widziałby ich w roli niewolników, musisz bronić się
nie poddawać, rozumiesz?

-tak

-chodz zaprowadzę cie do twojej komnaty

Wstala powoli i ze smutną mina szła za swoim opiekunem. Wiedziała ze jest przyczyną dla której wszyscy ryzykowali. Czuła się winna
i mimo iz to bolało, nie dziwiła sie nienawiści ze strony Mii.

__________________________________


Pięć martwych osób leżało na dywanie salonu. Martwych i prawie pozbawionych krwi. Trzech mężczyzn i dwie kobiety.

-posprzątajcie to- Ozer strzelił palcami na ochroniarzy

Po chwili po ofiarach nie było juz śladu.
W drzwiach stanęli Mateusz i Filip zaraz za nimi Menelaos i Klaudiusz. Trzymali Nikosa, który zwisał bezwładnie niczym lalka.
Rzucili go na środek salonu.

-witaj-czułym głosem przywitał go mężczyzna- widzę że nie ukryłeś się zbyt mądrze

-daj mi spokój- Nikos wstal powoli

-powiedz nam tylko gdzie jest Bill i ta mala a będziesz wolny

-nie wiem, powiedziałbym ci ale nie wiem, opuściłem ich jeszcze zanim się stąd wynieśli

-nie dobrze, to nie poprawia twojej sytuacji

-Tom, to twój brat, jak możesz na niego polować- Nikos zwrócił się do mężczyzny stojącego za nim

-rozmawiamy teraz o tobie-zmienił temat

-słusznie, słusznie-Ozer pokiwał palcem- więc mowisz ze na nic mi się nie przydasz drogi Nikosie

-tego nie powiedziałem, jestem twoim najlepszym malarzem, od wieków panie

-och nie ty jeden masz talent-machnął ręką

-Panie, prosze puśc mnie

-wybacz ale nie mogę

Czterech mężczyzn pochwyciło Nikosa i wywlekło go za dom. Krzycząc, kopiąc i gryząc próbował się uwolnić.
Po kilku chwilach wszystko ucichło.

____________________________________


Noc była księżycowa. Madlen stała w oknie i przyglądała się górom i drzewom. Poczuła ze jest bardzo głodna , w końcu nic nie jadła od wczoraj.
Postanowiła sama poszukać kuchni , może znalazła by tam coś dla gości jak w domu Billa. Szybko zaczęła żałowac tego pomysłu gdy zorientowała sie
ze nie może trafic do swojego pokoju.
Już miała zacząc wołać o pomoc gdy nagle stanęła przed nią Carmen.

-O Boże!- dziewczyna prawie upadła

-wybacz wystraszyłam cię, poczułam twoj zapach , postanowiłam sprawdzić co się stało

-szukałam czegoś do jedzenia

-no tak, wszyscy zapomnieliśmy o twojej diecie!różni się nieco od naszej. Chodz ze mną

Weszły do dużej kuchni. Carmen podała dziewczynie jogurt,musli z mlekiem, oraz sok z pomarańczy.

-Mia zrobiła zakupy gdy tylko Bill zadzwonił z wiadomością że sie zjawi z ludzką towarzyszką

-Mia? ona... mysle ze mnie nienawidzi

-och nie nienawidzi, martwi się o nas

-uważa ze to moja wina

-i sama dobrze wie ze to nieprawda

-no nie wiem

-ej-Carmen chwyciła Madlen za rękę- to nie twoja wina

Dziewczyna skończyła jeść. Zmyła naczynia pomimo protestów gospodyni i usiadła przy stole.

-powiedz mi proszę coś więcej o wampirach

-co dokładnie chciałabyś wiedzieć?

-co robicie w dzień? Śpicie?

-nie do końca, jak pewnie mówił ci Bill, słońce nie może nas zabić, jedynie osłabić, w dzień wystarczy nam godzina snu, poźniej czytamy,
bądz oglądamy telewizję

-godzina snu

-tak

-Carmen, opowiedz mi o Ozerze

Kobieta zamyśliła się na chwilę.

-dobrze, chodz za mną

Madlen wstała bez wahania. Po chwili szły długimi schodami coraz niżej i niżej. Dotarły do zamknietych drzwi.

-to mój skarbiec, trzymam tutaj różne dziwne rzeczy, wejdzmy

W środku bylo ciemno , jedynym źródłem światła były latarki obu kobiet.
Stanęły obok duzego szkicu. Widniała na nim twarz mężczyzny, oraz dwa czarne kruki.

-piękny- Madlen powstrzymała sie od dotknięcia dzieła

-to mężczyzna który chce pozbawic cię życia

Dziewczyna nie potrafiła ukryć szoku.

-to...Ozer?

-tak, to on. Najbardziej krwawy wampir na naszej planecie

-nie.... nie wygląda

-pozory mylą, a ta twarz anioła jest maską bezwzględnego mordercy

Madlen wpatrywała się w szkic.

-Urodziłam sie w 1758 roku we Francji, moja siostra w 1772 roku. Byłysmy szczęśliwe. Miałam swoją rodzine, męża i małego synka, Mia
właśnie się zaręczyła, kiedy pojawil sie on.... wiedziałam czym jest, nie ukrywał sie z tym, w naszych czasach ludzie wierzyli w wampiry,
ale wyobrazali je sobie bardziej jak dzikie bestie niz piekne istoty... Porwał Mie i mojego synka. Oszalała szukałam ich po całym lesie, jak i reszta wioski.
Zemdlałam, obudził mnie ból...niewyobrazalny ból, zauważyłam ze obok mnie leży moja siostra i tez wije sie w agonii. Po jak mi sie wydawało, wieczności, ból
minął, czułyśmy pragnienie....i wtedy... na drugim końcu pokoju w drewnianej kołysce leżał mój synek. Mały, kruchy, pełen krwi...

Madlen przycisnęła dłoń do ust, serce waliło jej jak młotem.

-Mia prawie nie wytrzymała ale ją powstrzymałam. Zjawił sie Ozer, nakazał posilic sie dzieckiem, moim dzieckiem! Odmówiłam, chciałam z nim walczyć, chciałam go zabić!
Ogłuszył nas obie, jest niebywale silny...moze ze względu na swój wiek... tak więc widziałam jak zabija mojego synka, jak ten płacze i powoli umiera. Mia trzymała mnie bym do nich
nie pobiegła, wiedziała ze i nas może zabic. Uciekłysmy i nigdy wiecej go nie spotkałam... ani moja siostra

Dziewczyna spojrzała na szkic, nagle dostrzegła w twarzy anioła wady, coraz większe i bardziej wyraźne. Aż w koncu zobaczyła morderce.
Nie spała juz tej nocy. Owinęła sie tylko ciasno kołdrą i zamknęła oczy. Poczuła na swoich policzkach ciepłe łzy.

_______________________________________________

Tom stal z założonymi rękami. Brwi mial ściągnięte. Wiedział co chce zrobić, o co zapytac lecz obawiał sie odpowiedzi.

-no i, co teraz? jak to się odbije na moim bracie?

-myślę że znasz odpowiedz na to pytanie

-nie zabijesz go ! owszem ma za uszami, ale bez przesady! zależy mu na tym człowieku, jak wtedy, pamiętasz

-znasz prawo

-nie! nie możesz tego zrobic to żadne prawo!

W jednej chwili czarnowłosy mężczyzna wstał , chwycił chłopaka za gardło i przycisnął do ściany.

-robie to co uważam za stosowne! jeśli sie nie dostosujesz podzielisz jego los!- puścił Toma i usiadł na kanapie

-wiem gdzie mogą być

-świetnie zatem ruszajmy

-mam też propozycję

-zaintrygowałeś mnie-mężczyzna uniósł brew

-sam odnajdę mojego brata i tamta dziewczynę, osobiście ją zabiję pod warunkiem że ty nie zabijesz Billa

Ozer wpatrywał sie przez chwilę w Toma.

-umowa stoi, ale wiesz ze to nie będzie łatwe a po wszystkim znienawidzi cię

-zdaje sobie z tego sprawę

-w porządku. Ale jesli spróbujesz mnie oszukać, zabije was oboje. Idziemy- wstał i wyszedł z domu, za nim kroczyli pozostali. Cała piątka wsiadła do samochodu i odjechała.

Tom przez chwile wpatrywał sie w rozgwieżdżone niebo. Zamknął oczy i głośno wzdychnął. Ruszył z piskiem opon w czerń nocy.


"Jest coś, co w tobie widzę,to może mnie zabić"


Magodzianka



  • awatar In the right place: Tu Billoszowa483. Zapraszam serdecznie na mojego, nowego bloga. Liczę na szczerą opinię z twojej strony.;) pozdrawiam;p
  • awatar Bloody Prince: @Billoszowa483: japan17bith@amorki.pl bardzo proszę .
  • awatar Gość: Kurczę, ale nie zrobią jej nic złego? ^^ ...łoł...normalnie czytałam ten odcinek jednym tchem...a notka jest długa, więc było blisko wypadku..;DD Kochana daj mi do siebie.hmmm..jakiś e-mail, zgadamy się;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
3."Wieczór"

DO SŁUCHANIA:


Wpatrywała się przez chwilę w budynek, bardzo pragnęla ujrzeć go w blasku dnia. Marcus a właściwie jak sam sie nazywał ,Bill, zaprosił wszystkich do środka. Madlen nie mogła wyjść ze zdumienia, pomieszczenia miały co najmniej kilka metrów wysokości, wszędzie wisiały obrazy , dzieła
sztuki, wiekowe meble, stoły z wazonami i pięknymi polnymi kwiatami.
Weszli do salonu w którym cicho palił się ogien w kominku. Kominek był zaraz na przeciwko wejścia. Na srodku pokoju stał stolik z kanapami po przeciwnych stronach. Wszędzie leżały drogie dywany, dziewczyna w pośpiechu zdjęła buty.

-nie, nie trzeba, załóż je z powrotem -nalegał czarnowłosy wampir

Zrobiła to pośpiesznie. Marcus i Nikos usiedli razem na jednej z kanap. Madlen po przeciwnej stronie.

-czego sobie zyczysz? herbaty? a może miałabyś ochote na kolację?

-nie dziękuję

Dziewczyna mimo iz odczuwała wielki głód nie chciała zawracać tak błahą sprawą niczyjej głowy. Dziwiła sie jak w takiej chwili jej
mózg domaga sie jedzenia. Lecz nie tylko mózg. Zaburczało jej w brzuchu, chwyciła się za bluzkę i czuła jak zaczyna sie czerwienić.

-chyba jednak potrzebujesz coś przekąsić - mężczyzna uśmiechnął się do niej czule

Na stole leżał staromodny dzwonek. Podniósł go i zadzwonił. Po chwili do pokoju wszedł mężczyzna koło pięćdziesiątki i ukłonił sie nisko.

-tak sir?

-mamy gościa,powiedz Amelii by przygotowała kolację dla jednej osoby i zaścieliła łozko w pokoju dla gości

-oczywiście sir

Lokaj opuścił pokój szybkim krokiem.

-przejdzmy do jadalni- Marcus wskazał drzwi dłonią

Madlen poszła pierwsza lecz nagle obok niej znalazł się pan domu i otworzył drzwi z nonszalanckim uśmiechem.
Jej oczom ukazała się ogromna podłużna sala z wielkimi oknami i zwisającymi żyrandolami z kryształów.
Po srodku stał podłużny stół i kilkanaście krzeseł.

-jak tu...pięknie-nie mogła ukryć zachwytu

-poczekaj do rana będziesz mogła zwiedzić wszystko-Prawie wyszeptał jej to do ucha

Jej puls podskoczył a serce zabiło ze zdwojoną siłą.
Zasiedli do stołu oczekując posiłku dla dziewczyny.

-jak mam się do ciebie zwracać?-Madlen spojrzała na wampira

-jak ci się podoba, jestem przyzwyczajony do obu imion

-czy któreś wolisz bardziej?

-niekoniecznie

-więc będę nazywać cię Billem, może czasem Marcusem

-niezdecydowana?

Madlen zarumienila sie lekko. Ich konwersacje przerwał Nikos.

-Marcus , może powiedz dziewczynie o co chodzi

-dobrze. Madlen, zabijając wampira praktycznie zesłałaś na siebie wyrok. Każdy kto zabije jednego z nas ponosi taka karę.
Nikos, jako że jest wspaniałomyślny i ma słabośc do ludzi pragnie cie przed tym uchronic lecz niestety nie posiada takiej mocy.
W przeciwieństwie do mnie- mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
Madlen odniosła wrażenie że jest strasznie próżny. Ale skoro ma uratowac jej zycie nie powie mu tego , co by normalnie zrobiła.

-nie wiem ile Nikos ci powiedzial po drodze wiec zacznę od początku abyś dobrze zrozumiała. Ozer, to nasz powiedzmy król , decyduje
o różnych sprawach, między innymi takich jak twoja, na pewno już wie co zrobiłaś i wysle na dniach kogoś by cię odszukał i zabił.
Lecz na twoje szczęście ja będę cie bronił, to znaczy stawie się za tobą w twojej sprawie. On mieszka w północnej Rumunii..

-Dracula? -Madlen przerwała mu nagle- wybacz... -spuściła wzrok

Bill zasmiał się cicho .

-nie, ale przyczynil sie aby ludnośc myślała tak o Władzie Palowniku. Tak więc mieszka tam juz od tysiącleci ale nie pochodzi stamtąd.
Na nasze szczęście jest tam mój brat Nazir , on będzie mówił w moim imieniu, ja zostanę tutaj z wami.

-Masz brata?

-tak, bliźniaczego. Ma na imię Nazir lecz możesz go nazywac Tomem

-imie dla ludzi-dziewczyna przytaknęła

-dokładnie

-po co to?

-imiona?

-tak

-po czterech tysiącach lat możemy sobie pozwolić na trochę nowoczesności nie uważasz?

-masz cztery tysiące lat? -oczy dziewczyny rozbłysły z ciekawości

Nagle do sali wszedł lokaj niosąc srebrną tacę. Madlen zauważyła że to człowiek , gdy jej dłoń lekko dotknęla przez przypadek jego ciepłej dłoni. Zastanawiała sie jak zywa istota z pulsującą krwią i bijącym sercem może pracować u wampira? Amelia pewnie też nią była. Mężczyzna podniósł wieko i wyszedł.
Sałatki , sos , kawałek cielęciny, cięzka będzie ta kolacja. Madlen czula jak do ust napływa jej ślina.

-jedz śmiało-zachęcał ją Bill

-a wy?-spojrzała na swoich towarzyszy

-my odżywiamy sie w trochę inny sposób-Nikos usmiechnął sie do niej lecz surowe spojrzenie Billa zmyło jego radośc

Dziewczyna zamarła.

-bez obaw tu nic ci nie grozi, jedz proszę

-Bill, powiedz mi proszę więcej o sobie o twojej rasie-Madlen wzieła do ust pierwszy kęs-ty równiez Nikos

-cóż możemy ci powiedzieć, chcialabyś lepiej poznac tych co pragną cie zabić?

-można tak powiedziec

-więc z góry wiedz że nie masz w pojedynkę szans na przezycie-Nikos pochwylil sie w jej stronę

Dziewczyna wzieła głęboki wdech

-wybacz mu proszę, nie jest zbyt delikatny-Bill zareagował natychmiast

-tak , wybacz mi, wiecie ja juz pojdę do swojej sypialni,żegnam, dobrej nocy i miłego dnia panno Madlen

-dziekuje

Nikos wyszedł z sali zamykając za soba wielkie drzwi. Bill i dziewczyna zostali sami.

-Dojedz w spokoju poźniej przyjdz do sali z kominkiem, wszystko ci opowiem

[...]

Zrobiła jak kazał. Wchodząc do drugiego pokoju zauwazyla ze chłopak opiera sie o kominek jedną reką, na jej widok stanął wyprostowany.

-usiądz prosze

Przysiadła na krańcu kanapy i wpatrywała sie wysokiego wampira. Jego półdługie włosy lśniły od promieni ognia. Oczy iskrzyły , były brązowe
ale jakby z marmuru. Stał na przeciwko niej.

-nie wiem skąd wzieła sie nasza rasa -zaczął- są dwie teorie, jedna mówi że wiele tysięcy lat temu w jakiegoś człowieka wszedl diabeł,demon
i zbierał za jego pomocą krwawe żniwo , według tej teorii wszyscy skazani jesteśmy na wieczne potępienie, druga mówi o tym
że bylismy od zawsze, tak jak istnieją gazele i lwy, łowcy i ofiary. Najstarszym z nas jest Ozer ma ponad sześc tysięcy lat ale on twierdzi że nie pamieta jak sie taki stał...

-myślę że pierwsza teoria to kłamstwo, gdyby tak było, Nikos nie pałałby choćby odrobiną słabości do ludzi, zabiłby mnie sam, jak i ty

-wiesz, nawet diabły często chcą zmylic ludzi będąc miłymi

-nie, nie w tym przypadku

Bill nie mógł uwierzyć że ta młoda , sliczna dziewczyna nie bierze pod uwage teorii, założenia iz on i jego rasa to wcielone zło.
Sam tak o sobie myślał przez ponad cztery tysiące lat. Tak również mysleli ludzie ktorych poznał i zabił. Lecz nie ona.

-czy mogę zapytać o twoją dietę? -Madlen zaczęla trochę szybciej oddychać

-cóż, tego chyba nie można ując w delikatny sposób, odżywiam sie krwią ludzi

-musza spełniac jakieś specjalne warunki?

-zasadniczo nie, ale jest chyba jeden, nie są to kobiety ani dzieci, tylko mężczyzni

-to troche....nie fair

-nie fair?-Bill zasmiał sie gardlowo- wolałabys żebym zabijał kobiety i dzieci?

-nie ale... nie rozumiem

-przeważnie są to złodzieje , rabusie , gwałciciele, czasem jakis żebrak. Uwierz porządni mężczyźni nie szwendają sie po ciemnych plugawych
zakamarkach miasta o drugiej w nocy

-to nie wydaje sie...

-zle? to jest złe Madlen, zabijam ludzi, nie raz nie dwa zdarzyło mi się zabic kobiety, ale było to dawno

Jego oczy wpatrywały sie teraz w płomienie.

-masz brata bliźniaka, on tez jest wampirem?

-tak, tak samo jak ja

-urodziliście sie tacy?

-nie, ale owszem mozna urodzić sie takim lecz nie do końca

-to znaczy?

-widzisz my nie jesteśmy do końca martwi, my jesteśmy, jakby to wyjaśnić-chłopak szukał odpowiednich słów- nasz organizm działa wolniej
o wiele, wiele wolniej ale działa

-to znaczy, masz bijące serce? -dziewczyna nie kryła zdziwienia

-tak, lecz jest to bicie tak wolne i rzadkie że dla ludzkich zmysłów niewyczuwalne, dlatego jesteśmy tacy zimni
, można nas oczywiście zranić i zabić, jak sama się przekonałaś, ale dysponujemy niezwykła szybkością, siłą, zwinnością,mamy idealny wzrok, węch i słuch. Z biegiem lat stajemy się silniejsi, nasza skóra twardsza, mojej mieczem bys juz nie przebiła-usmiechnął się do niej

-czyli możecie miec dzieci?

-tak, ale to nie działa jak u ludzi

-to znaczy?

-nasze plemniki zyją ale jest ich dana ilośc, ilośc ktora była podczas przemiany i kiedy ją wykorzystamy tracimy zdolnośc rozmnażania sie
,pozniej jest sam płyn

- a wampirzyce?

-nie one nie moga mieć dzieci, straciły cykle miesięczne , gdyz mozna by je nazwac rocznymi bez krwawien, jajeczko samo się wchłania
Nie ma szans na poczęcie

Madlen zasępiła sie na te słowa.

-jest ci żal wampirzyc? -Bill zasmial się cicho- uwierz wiekszośc z nich nie nadawałaby sie na matki, są bardziej krwawe od nas

-może własnie dlatego, z wściekłości i zawiści

-może...

-zyje jakies wampirzątko?-Malden przerwała cisze

-nie, musisz wiedziec ze trudno opanowac sie przy człowieku , prawie zaden wampir nie mógłby sie skontrolowac podczas seksu z kobietą, zagryzłby ją....ale, jednemu się udało

-i co sie stalo?

-kobieta zaszła w ciązę, zmarła przy porodzie, prawdę mówiąc to dziecko ją zabiło, Ozer nakazał zabic dziecko i nigdy więcej sie to nie powtórzyło

-dziecko było wampirem?

-pol wampirem, pół czlowiekiem

-czy tamten wampir... kochał tamtą kobietę?

- z tego co wiem, darzył ją jakimś rodzajem sympatii

-sympatii? nie jesteście zdolni do miłości?

-powiedz, czy lew zakochuje sie w gazeli?

-ale dziecko jej zrobił

Bill uśmiechnął sie na tą myśl.

-myślę że ją kochał skoro zdołał sie opanować- dziewczyna wstała i stanęła obok niego

-mozliwe

-powiedz mi jak ty i twój brat zostaliście wampirami?

-to bylo cztery tysiące lat temu...

-wampiry maja problemy z pamięcia?

-nie, nie...

Zrozumiała ze nie miał ochoty opowiadac o najwiekszym wydarzeniu swojego zycia. Szybko zmienila temat.

-jak sie zostaje wampirem?

W oczach chłopaka widac bylo ulgę.

- coż, trzeba kogos ugryźć i nie zabijać go, krwioobieg rozprowadzi jad i po około dniu staje sie jednym z nas, nie łatwo dokonać na kimś przemiany, gdy poczuje się krew zaprzestanie działania jest praktycznie niemożliwe

-czy to boli

-tak ,jest to bolesne

Dziewczyna spojrzała w ogień.

-czy twoj brat mi pomoże?

-mam taką nadzieję, niedługo do niego zadzwonę

-dziękuję

Madlen usmiechnęła sie czule do stojącego pare centymetrów od niej wampira.

-opowiedz mi cos o sobie- spytał ja z ciekawościa w oczach

-jestem w połowie francuską i polką. Moja matka Christelle zmarła lata temu , ojciec Robert powtórnie sie ożenił i wykłada we Francji .
Skończyłam wydział ASP . Mieszkam ze studentem z Anglii, ma na imie Hugo, jestesmy przyjaciółmi.

-artystka?

-robie naprawde świetne szkice, ale bardziej niz artystką jestem miłośniczka kultury i sztuki i .....złodziejką

Bill zmarszczył brwi.

-no wiesz, te obrazy

-och nie przejmuj się- machnął ręką - Nikos w niejednej uczelni i niejednym muzeum pochował swoje dzieła

-dlaczego nie schowa ich choćby tutaj

-przez dziesięciolecia ukrywa swoje prace, został zmieniony w siedemnastowiecznej Wenecji, nie ujawniał się ludziom więc i prace były tajemnicą, to chowanie na strychach...
jest w czymś rodzaju oszustwem samego siebie, są tam więc czuje się jakby każdy mógl je zobaczyc i podziwiać, natknąc sie na nie, igra z losem. Przyszłaś ty, nie sądził ze
je stamtąd wyniesiesz, chciał je odzyskać ale zamiast sam załatwic to dyskretnie wysłał chyba najgłupszego i najagresywniejszego wampira ze wszystkich.

Nagle do pokoju wszedl lokaj.

-łózko panienki jest gotowe- powiedział oschle i wyszedl

-panienki? mam dwadziescia trzy lata

-ale nie masz męża?

-nie

-wiec jestes panienką

-ile miałeś lat gdy zostałeś przemieniony?

-sądze zę koło dwudziestu ośmiu, wiesz w tamtych czasach nikt nie zapisywał dat urodzin

-a.. jak wygląda sprawa ze...słońcem

Bill uśmiechnął sie. Wiedział że ksiązki , filmy oraz zabobony naprowadziły ją w tak oczywistym kierunku.

-nie nie spala nas na popiół, ale bardzo osłabia , poza tym nasza skóra poparzyłaby sie, długo musielibysmy dochodzic do siebie

-ale czasem ktoś wyjdzie?

-zdarza sie, czasem i ja wychodze w pochmurniejsze dni, ubrany w golf i kapelusz

-a odbicie i zdjęcia?

-wszystko jak u ludzi

-możesz sie zamienić w nietoperza?

Bill wybuchnął gromkim smiechem.

-och dziewczyno

-wybacz...skąd mam wiedziec

-tak, masz racje, nie nie zamieniamy się w nic

-święcona woda?

-nie

-czosnek?

-nie

-wszystko bujdy?

-tak

-hmm coż dobrze wiedziec ze nie ma sie zadnych szans w przypadku starcia z wampirem

-nie martw sie nic ci nie grozi

Dziewczyna posmutniała. Wiedziała że w razie nieułaskawienia czeka ją smierć.

-myslę ze powinnaś sie juz położyc

-dobrze-skinęła głową

Bill zadzwonił dzwoneczkiem i w drzwiach stanął lokaj.

-prosze za mną panienko

-dobranoc Bill

-dobranoc Madlen

Szła wielkimi schodami , w końcu zatrzymali się przed drzwiami jednego z pokoi.

-dobranoc panienko

-dobranoc

Wchodząc do środka westchnęła z zachwytu. Olbrzymi pokój z oknami wychodzącymi na podwórze. Pośrodku pokoju stało wielkie łoże , by sie połozyc musiała sie na nie wdrapywac.
Meble jak i reszta w całym domu były bogate i wiekowe. Nagle na półeczce obok łóżka znalazła niewielkie pakunki . Były to dwa pudełka, jedno zawierało całkiem nową koszulę nocną
i przybory toaletowe, drugie czystą bieliznę i czarną sukienkę przed kolano zatrzymującą sie na ramionach.
Nie miała pojecia kto i kiedy mógł zrobić dla niej zakupy. Tym bardziej nie wiedziała jak sie mu odwdzieczy.
Gdy skonczyła wieczorną toalete połozyła się w ogromnym łożu i rozmyślała jeszcze przez chwilę o tym wszystkim co ją spotkało. Nie mogła w to uwierzyc.
Była przekonana ze gdy obudzi sie rano otworzy oczy i zobaczy swoje małe mieszkanko w Krakowie , przy stole pijącego kawę Hugo i zamek w oddali.

[...]

Bill wyciagnął telefon i niewidzialnym ruchem wybrał numer.
Po jednym sygnale w słuchawce rozległ sie głos.

-witaj bracie

-witaj Nazir

-Tom, zapamietaj to w koncu

-wybacz, dzwonie w sprawie dziewczyny która zabiła wampira

-och tej małej z kataną? Tutaj juz wszyscy o tym mówią , Ozer jest wsciekły na Nikosa, dlaczego ją zabrał z mieszkania?

-ona jest u mnie

-co?! nie pakuj się w to

-musisz cos dla mnie zrobic

-nie ...nie

-chce bys w moim imieniu stanął w jej obronie

-nie... czys ty zwariował?! nie pamietasz jak skonczyla sie tamta historia z ciężarną i jej dzieckiem? Tez stanąłeś w jego obronie a Ozer i tak go zabił
daj sobie spokój, to tylko dziewczyna, niepotrzebnie sie narażasz

-proszę cie zrób to dla mnie

W słuchawce zapadla cisza, po chwili było słychac westchnięcie

-dobrze.... ale niczego nie obiecuję

-dziekuje , zadzwoń z informacjami

-jasne

Chłopak wyłączył sie i usiadł na kanapie. Po pół godziny od rozmowy znów zadzwonił telefon . Odebral go błyskawicznie.

-przykro mi, odmówił

-i co zabije ja za to ze sie broniła?!

-przykro mi Bill, powiedzial ze masz ją pilnowac , będą u was pojutrze wieczorem, jesli tego nie zrobisz tez przypłacisz życiem, przyjade z nimi nic ci nie zrobią

-nie chodzi tu o mnie

-to tylko człowiek

Bill wyłączyl telefon. Gotowała sie w nim wsciekłość. Wszedl bezszelestnie po schodach i uchylił drzwi do sypialni Madlen. Widzial jak spokojnie spi , oddychała miarowo. Podszedł
do niej bliżej. W jasnym świetle księzyca, gdyz przestało padać a chmury rozstąpiły się, ujrzał jej idealne pełne usta, lśniące długie brązowe włosy i jasną cerę. Twarz miała
spokojną. Myślał ze po takim wieczorze będzie rozdygotana i nie mogąca zasnąć. Coraz bardziej go zadziwiała. Znalazł się przy drzwiach w ciągu sekundy. Zamknął je cicho.
Wiedział ze dziewczynie została jeszcze jedna noc życia.



"Wiem, że odejdziesz w milczeniu. Mam nadzieję, że odnajdziesz ukojenie"




Magodzianka
  • awatar Gość: Achhhh.....zaciekawił mnie ten odcinek;)) Fajnie, żeby reszta była taka sama, pod względem długości;p No, no.....co będzie dalej?
  • awatar Czarny-Billy: Ah, no. Zaciekawiło mnie i to baardzo. Ciekawe co się stanie z Madlen i czyżby Bill/Marcus się zakochał ? ;> Heh. Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
2. "Morderstwo"

DO SŁUCHANIA:

Ranek przywitał ją słońcem. Otworzyła oczy i spojrzała na zegarek. Dochodziła jedenasta. Wstając zahaczyła stopą o kant łóżka.
Opierając sie o blat i pijąc herbatę z cytryną przeglądała stare gazety lokalne. Zauważyła że ostatnio zaginęła spora grupa osób.
A może tylko się jej zdawało? Nigdy wcześniej nie poświęcała zbyt wiele czasu na czytanie brukowców, była zajęta studiami i...
czymś co za kazdym razem wyrzucała z pamięci. Biorąc ostatni łyk rzuciła gazetami o stołek.
Wróciła do pokoju , otworzyła szafę , wyciągnęła z niej obrazy i po raz kolejny zatraciła sie w nich. Mężczyźni przyciągali ją do
siebie, mimo iż byli namalowani. Czuła bijący magnetyzm , tajemnice z ich oczu i twarzy. Tak upłynęła jej godzina. Koło pierwszej
wyszła z mieszkania, pomyślała o bardzo starej bibliotece w mało uczęszczanej częsci miasta, może tam znajdzie odpowiedz na pytanie
kim jest tajemniczy malarz Nikos.

[...]

Otwierając drzwi przywitała się ze sprzedawcą. Był to siedemdziesięcioletni staruszek. Nie posiadał rodziny,wiekowa księgarnia była całym jego życiem.
Madlen często tu przychodziła , lubiła klimat tego miejsca jak i pogawędki z Tadeuszem gdyz tak mial na imię.
Zaczeła szukać. Po godzinie starszy pan podszedł do zirytowanej dziewczyny.

-pomóc w czymś panienko?

-z przyjemnością ale wydaję mi się ze nie znajdę tego czego szukam

-a czego dokładnie szukasz?

-informacji na temat pewnego malarza, nie znam zbyt wielu szczegółów, prawdę mówiąc tylko imię, Nikos

Mężczyzna podszedł do wielkiego regału , po kilku chwilach wyciągnął bardzo starą księgę.

-jest po łacinie, nie wiem czy coś z niej wyczytasz

-studiowałam łacinę, poradzę sobie.. ale .. czy taka księga nie powinna być w muzeum?

-była tu od zawsze -mężczyzna wzruszył ramionami

-rozumiem

Dziewczyna usiadła przy jednym ze stolików, otworzyła księgę i zaczęla ją tlumaczyć. Po kilku godzinach , gdy dochodziła czwarta po południu, natknęła się na wzmiankę
o artyście imieniem Nikos. Brzmiała ona

"...i był on, ten który nie umiera i nie żyje
królewskich stworów mianowany błaznem, Nikos
ostatnie tchnienie mego listu piszę..."

I na tym kończyła sie informacja. Madlen spojrzała na podpis, Victor Musset. Znała to nazwisko, był to siedemnastowieczny pisarz i poeta. Czytała jego dzieła lecz nigdy wcześniej nie natknęła się na ten tekst.
Spojrzała na telefon, chwyciła księgę i podeszła do lady za która stał Tadeusz.

-dziekuje

-myślałem że zabierzesz ją do domu

-juz wszystko mam, dziekuję za pomoc

-nie ma za co, odwiedz mnie znowu

Usmiechnęła się do bibliotekarza i wyszła. Na dworze pogoda nie zachęcała do spacerów, mimo iz czerwiec trwal w najlepsze niebo było zachmurzone i wiał chłodny wiatr.
Po drodze mijała wielu ludzi, przechodziła obok parku gdzie grupa nastolatków jeździła na deskorolkach, dziewczyny siedziały na ławkach i dopingowały ukochanych.
W innym miejscu , na placu zabaw dzieci szalały w najlepsze, przystanęła na chwilę , popatrzyła na matki bawiące się ze swoimi pociechami bądz czytające ksiązki przy wózku.
Nagle zatrzymała sie przy niej mała dziewczynka i uśmiechnęła się szeroko. Madlen odwzajemniła uśmiech. Szybko zjawiła sie przy niej matka.

-przepraszam panią, Matylda chodz, nie wolno ci tak stawać przy obcych, zrozumiano?

Dziewczynka pokiwała głową na znak zrozumienia, ale odwrociła sie na chwilę i pomachała Madlen.
Ta po chwili zadumy poszła dalej. Rozmyślała o tajemniczym malarzu i skąd mógł go znać Victor Musset.
Nie znosiła trwać w martwym punkcie.
Będąc już w domu położyła sie na łóżku i zasnęła.

_____________________________________


Sen, znów ja nawiedził, lecz tym razem inny.
Stała przy ścianie lasu, w koło panował zmierzch, czuła że coś jej grozi. Z uporem wpatrywała sie w drzewa, miała nadzieje że zaraz ktoś wyjdzie jej na pomoc.
Gdy zagrożenie zbliżało sie, nagle ciemna postać pojawiła sie na linii lasu , czuła zarazem strach jak i ulgę. Spojrzała za siebie i...
Obudziła się. Miała serdecznie dosyc tych snów. Nie wiedziała dlaczego ostatnio ma tak wybujałą wyobraźnie.

Usiadła na łóżku, usłyszała że ktoś próbuje otworzyć drzwi. Nie był to Hugo, on miał klucze. Ktos ewidentnie próbował sie włamać.
Szybko wstała i chwyciła za stojący w przejściu kij bejsbolowy przyjaciela.
Nagle drzwi otworzyły sie z ogromną siłą, trzasnęły o ściane. Jej oczom ukazał się wysoki , barczysty mężczyzna z włosami ściętymi przy samej głowie. Była przerażona, miała najgorsze
myśli z możliwych. Oprawca ruszył na nią niczym taran, jednym ruchem ręki złamał drewniany kij. Madlen wbiegła do pokoju Hugo. Na scianie wisiała atrapa katany , modliła się w duchu
o to by Hugo był na tyle nie rozsądny i naostrzył ją . Również te drzwi wyleciały z hukiem. Gdy tylko mężczyzna przekroczyl próg miecz przeciął jego szyję. Głowa poturlała sie pod łóżko.
Ku zdumieniu dziewczyny ciało zaczęło pełznąc w jej stronę. Wystraszona do granic możliwości wbiła ostrze prosto w serce napastnika. Wszystko zapaliło sie czerwonym ogniem i zniknęło.
Stała dysząc trzymając w rekach miecz.
Do mieszkania wszedł Hugo.

-co.... co się stało do cholery

-ktoś...coś....ktoś próbował mnie napaść...

-uciekł? dzwonię na policję! ale może lepiej odłóż moją katanę

-nie! nie dzwoń

-moze tu wrócić, po za tym nie pozwole żeby jakis bandzior biegał po ulicach

- nie wróci, on... nie wróci

Chłopak patrzył na dziewczynę jak na wariatkę. Usłyszeli pukanie. Natychmiast oboje znaleźli sie przy wejsciu.
W miejscu gdzie jeszcze niedawno znajdowały sie drzwi , stał ubrany w długi czarny płaszcz mężczyzna , z blond włosami spiętymi w kucyk.

-ty,musisz iśc ze mną-wskazał na dziewczynę

Hugo stanął przed Madlen.

-ona nigdzie nie idzie!

-młody człowieku zejdz jej z drogi

-kim jesteś? czego od niej chcesz?

-nie mogę ci na to odpowiedzieć ale zapewniam cię że nie zrobię jej krzywdy, chodz moje dziecko- wyciągnął szczupła bladą dłoń w stronę Kobiety

-spadaj!-Hugo nie dawal za wygraną

-jestem Nikos

Madlen wyszła mu na przeciw.

-co.. co ty robisz?!-przyjaciel nie mógl uwierzyc własnym oczom

-nie Hugo, jest w porządku -uspokoiła go gestem ręki. Zbliżyła się do tajemniczego mężczyzny

-wiem co zrobiłaś, jesteś w niebezpieczenstwie, musisz iśc ze mną jesli chcesz życ

Madlen kiwnęla głowa na znak zgody. Ciekawośc paliła ja od środka. Ten ktoś wiedział że szuka informacji o tajemniczym malarzu, ba! on podaje się za właśnie tego malarza!
Gdyby to była prawda musiałby miec z trzysta lat!
Przytuliła przyjaciela który wciąz był w niemałym szoku.

-wrócę niebawem, mam nadzieje

-daj znak zę zyjesz

-chodzmy juz- Nikos ponaglał dziewczynę

Szli długim korytarzem aż do wind. Czuła słodki zapach mężczyzny . Przyglądała mu się uważnie. Mial bardzo jasną cerę, prawie nie posiadał zmarszczek, mimo to widac było iz to
dorosły facet. Mimowolnie w windzie dotknęła swoją dłonią jego dłoni. Była lodowata.

-wyjaśnisz mi o co chodzi?

Spojrzał na nią spokojnym wzrokiem.

-tamten facet miał za zadanie odzyskać moje obrazy które wykradłaś ze strychu uczelni, mój błąd że wysłałem takiego tępaka. Wybacz że naraziłem cie na tak wielkie niebezpieczenstwo.
Zabijając go zauwazyłaś chyba że nie jest normalnym człowiekiem. Bo to nie człowiek, nie do końca. To był wampir. Zabiłaś wampira.

Oczy dziewczyny zrobiły sie wielkie ze zdumienia.

-ja tez nim jestem

Madlen wpadła na sciane windy.

-nie obawiaj się mnie, chcę ci pomóc, jestem ci to winny. W naszym świecie za zabicie wampira grozi najgorsza kara, śmierć , niestety to tez tyczy sie ludzi.

-ktoś chce mnie zabic?! ukarac za to że sie broniłam? kto?

-Nazywa sie Ozer, nazwijmy go królem, jest strażnikiem prawa i opiekunem wszystkich wampirów. Brzmi to szlachetnie ale to bardzo krwawy, czasami wręcz okrutny władca.
Ja nie mam u niego specjalnych przywilejów więc nic nie moge zrobic ale znam kogos kto może ci pomóc.

-tez wampir?

-tak

-dlaczego mi pomagasz?

-cenie ludzi, a ta sytuacja to moja wina

Przed blokiem stał piekny czarny mercedes CL z przyciemnianymi szybami.

-wsiadaj- mężczyzna otworzył jej drzwi

-gdzie jedziemy?

-do posiadłości należącej do drugiego najstarszego wampira na świecie , Marcusa

-on mi pomoże?

-mam nadzieję

Samochód pędzil przez noc, dawno zostawił za sobą miasto. Po obu bokach szosy rozciągał sie las. Madlen przypomniała sobie swój sen i na chwilę
przymknęła oczy.

-dopiero teraz zauważyłam ze masz kły

Nikos uśmiechnął się pod nosem.

-dojeżdzamy

Samochód wjechał przez wielką bramę , na przeciwko stał stary pałacyk. Dookoła było pełno roślin.

-musi tutaj byc pieknie za dnia

-sama sie przekonasz, zostajemy na noc

Mężczyzna wyszedł z samochodu. Madlen niezbyt dobrze widziała w panujących ciemnościach lecz wydawało sie jej że z kimś się wita.
Sama po chwili niechętnie otworzyła drzwi i wysiadła. Przed domem zaświeciły sie lampy. Podszedł do niej wysoki, szczupły mężczyzna.
Miał długie czarne włosy z dwoma białymi pasmami po bokach. Ubrany był w czarne spodnie, podkoszulek i skórzaną kurtkę. Dziewczyna zauważyła kolczyki i tatuaże na jego ciele. Wyglądał jak gwiazda rock'a. Uśmiechnął sie do niej czule i podał jej zimną dłoń.

-witaj jestem Marcus, ale możesz mówic mi Bill , to moje imie "dla ludzi"

-Madeleine, mów mi Madlen

Uścisnęli sobie dłonie. Nagle w Madlen cos drgnęlo. Przeciez to ten męzczyzna z obrazu!


"Kiedy sen okazuje sie rzeczywistością już nic nie jest takie jak było przedtem"


Magodzianka

 

 
WITAM WSZYSTKICH , OTO NOWE OPOWIADANIE MOJEGO AUTORSTWA , SERDECZNIE ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA!
PO PRAWEJ STRONIE W DZIALE "MOTTO" ZAMIEŚCIŁAM SPIS BOHATERÓW Z OPISEM, OCZYWIŚCIE TO NIE WSZYSCY BOHATEROWIE
LECZ CI NAJWAŻNIEJSI. MIŁEGO CZYTANIA!!!! **





1."Strych"

DO SŁUCHANIA:




Madeleine kolejną noc nie spała zbyt dobrze. wciąż męczył ją ten sam sen. Siedzi w łodzi , na strychu swej uczelni, jest kompletnie
zalany i zniszczony. Wpatruje się w dal , nie może dostrzec niczego konkretnego ale wie, że znajduje sie tam jakaś tajemnica.Podplywa,
i gdy już ma dotknąć ręką materiału i zrzucić go, budzi się zalana zimnym potem.




-wszystko w porządku Madlen?

Wysoki chłopak, z grzywką na prawą stronę i okrągłymi okularami nieśmiało stał w drzwiach dziewczyny. Mówił do niej Madlen a nie "Madelejn" jak kazałaby wymowa , tak chciała sama
Madeleine.

-tak Hugo , to tylko sen

Hugo, student z Anglii był tylko o rok młodszy od Madeleine, również jak ona studiował na ASP, poznali sie dwa lata temu na wystawie, po kilkumiesięcznej znajomości
postanowili wspólnie wynając mieszkanie. Łączyły ich stosunki czysto przyjacielskie.

-słyszałem jak jęczałaś przez sen ,ostatnio często ci się to zdarza

-jestem wykończona

-kończysz studia, w dodatku te sny

-jeden sen, ciągle ten sam

-herbaty?

-tak poproszę, tylko bez mleka

Madlen wzdrygała sie na myśl herbaty z mlekiem. Nie wiedziała jak Anglicy mogą to pic.
Usiadła na łóżku, przeczesała gęste brązowe włosy palcami i poprawiła koszulke. Do pokoju wszedł Hugo, usiadł obok dziewczyny i podał jej kubek.

-która godzina?

-piąta trzydziesci

-muszę dzisiaj iśc na uczelnie

-po co? egzaminy juz zaliczyłaś zakończenie już było za chwile wakacje

-muszę przed końcem jeszcze coś załatwić

-przyszły jakieś odpowiedzi na twoje podania o prace?

-nie, na razie cisza

-zobaczysz szybko coś złapiesz

-oby

Dokończyli pić w ciszy. Dwie godziny później Madlen była w drodze na uczelnię.
W tramwaju wspominała swoją matke Christelle, Francuzkę z pochodzenia , malarke z pasji i zamiłowania. Zmarła na raka płuc gdy Madlen miała piętnaście lat.
Ojciec, Robert ,Polak mieszkał w Paryżu i wykładał na Paryskim uniwersytecie historię sztuki. Pięc lat po śmierci żony ponownie się ożenił z Anaisse Lshandt lecz nie doczekali sie dzieci.
Madlen nosiła nazwisko po matce Blanchard, ojciec również przyjął nazwisko żony w dniu ślubu.

Rozmyślała o czasach gdy będąc małą dziewczynką siadała ojcu na kolanach i wspólnie podziwiali dzieła jej matki. Uśmiechnęła sie na tą myśl.
Z zadumy wyrwał ja klakson samochodu. Rozejrzała sie dookoła, powinna wysiadać. Wstała i wyszła na ulicę.

____________________________________


Akademia Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie była pięknym budynkiem. Madlen pewnym krokiem weszła do środka , sama nie wiedziała na co liczyła. Na łut szcześcia?
Zbieg okoliczności? Miała nadzieję że drzwi na strych uczelni będą otwarte, nie znajdzie tam nic ciekawego a jej sen w końcu zniknie gdy zmierzy sie z rzeczywistością.
Odetchnęła z ulgą gdy okazało sie ze rzeczywiście drzwi na strych nie były zamkniete . Weszła powoli, ostrożnie upewniając sie że nikt jej nie widzi.
Zamknęła drzwi i rozejrzała się dookoła. Pomieszczenie było wypełnione przeróżnymi przedmiotami. Stare skrzynie i pudła, płótna i obrazy, rzeźby i gliniane wazony.
Dziewczyna przechadzała sie między tymi wszystkimi rzeczami aż nagle cos przykuło jej uwagę. Na przeciwko niej dwa obrazy były zaslonięte tylko do połowy. Podeszła bliżej
i delikatnie sciągnęla szarą zasłonę.
Jej oczom ukazały się dwa portrety. Portrety mężczyzn tak różnych i zarazem do siebie tak podobnych. Mimo iż jeden miał przyciemnione oczy wiedziała ze to mężczyzna.



Przejechała palcami po płótnie. Była pod wrażeniem dokładności barw , linii i struktury.
Usiadła na podlodze i wpatrywała sie w nie coraz bardziej.
Czy o to chodziło w jej śnie? Tego szukała podświadomie?
Ale dlaczego? Obrazy wyglądały na nowe. Nie rozumiała kto mógłby wstawić całkiem dobre, ba świetne obrazy na zakurzony strych starej uczelni.
Zaczekała do zmierzchu , wyciągnęła obrazy z ram i zakryła je starą szmatą. Opuściła uczelnie jak najostrożniej sie dalo. Do domu wróciła na nogach, czuła się jak złodziej.
Prawdę mówiąc nim była, ale czuła że musi je zabrać z tamtego okropnego miejsca.
Hugo wyszedł na miasto ze znajomymi więc w mieszkaniu byla sama.
Postawiła obrazy naprzeciwko łóżka. Zaczęła im sie jeszcze dokładniej przyglądać. Z tyłu zauważyła niewielkich rozmiarów podpis "Nikos" .
Wrzuciła hasło w wyszukiwarke lecz nie znalazła żadnego malarza pod takim imieniem bądz nazwiskiem. Postanowiła ze rano wybierze się do biblioteki Jagiellońskiej. Może tam
znajdzie odpowiedz.
Wstała i schowała obrazy do szafy. W tym samym momencie drzwi wejsciowe otworzył jej przyjaciel.

___________________________________________


Następnego dnia, nadal posiadając karte studencką weszła do biblioteki uniweryteckiej. Spędziła cały dzień szukając informacji na temat nieznanego malarza lecz nic nie znalazła.
Opuszczała budynek zawiedziona.

Usiadła w parku i wystawiła twarz do słońca. Czuła jak jej wiecznie zimne ręce mrowieją od ciepłych promieni nadchodzącego lata.
Po kilku chwilach nawiedziło ją uczucie iz jest obserwowana. Rozejrzała sie ale nikogo nie zauważyła.
Wracając do domu kupiła dużą porcje lodów dla siebie i Hugo.

____________________

Wieczór mijał spokojnie, na dworze pogoda uległa zmianie , deszcz bił w szyby, wiał silny wiatr i od czasu do czasu było słychać grzmoty.
Madlen leżała w swoim pokoju wpatrując sie w hipnotyzujące spojrzenia z obrazów. Zamknęła drzwi na klucz i w spokoju oddała sie własnym myślom.
Po kilku godzinach znów nawiedziło ją uczucie bycia obserwowaną. Wyjrzała za okno, zdawało sie jej że po drugiej stronie ulicy ktoś stoi lecz trudno było dostrzec kto.

PUK PUK

Odwróciła głowe.

-Madlen chcesz coś?

-nie dzięki kładę sie dobranoc

-dobranoc

Spojrzała przez szybę ale juz nikogo tam nie było. Ponownie schowała obrazy. Zgasiła światło i położyła sie spać, miała nadzieję ze tym razem nic sie jej nie przyśni.

"Proszę obudź mnie"

Magodzianka
  • awatar Gość: Zapomniałąm dodać, ze wygląda tego bloga jest boski! ;p
  • awatar Gość: Świetnie się zapowiada;))Ciekawe, ciekawe...czekam na nexta;) ;p Już nie długo mam nadzieję! ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›